DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

niedziela, 28 lutego 2010

Okazuje się, że bajkowy klimat łatwo uzyskać (o ile ma się wystarczającą ilość gotówki na designerskie cacuszka). Produkty z projektami artystycznej rodziny Fornasetti mają tę czarodziejską moc, że nawet banalne wnętrze zamienią w klimatyczny, odjechany pokój rodem z "Alicji w krainie czarów".

 

fornasetti interior

fornasetti interior

fornasetti house

sobota, 27 lutego 2010

Dom rodzinny Fornasettich znajdujący się w Mediolanie w XIX w. budynku, zbudowany został przez rodziców słynnego projektanta Piero Fornasetti. Dziś mieszka w nim syn artysty, Barnaba który kontynuuje dzieło ojca. Willa przypomina wielkie muzeum sztuki i jest niezwykła, jak i same dzieła tej artystycznej rodziny. Patrząc na ten dom ma się wrażenie, że pochodzi on z jakiejś niezwykle onirycznej i bajkowej rzeczywistości, znajdującej się w innym świecie. Niesamowity klimat tworzy tam, oczywiście oprócz mebli i dekoracji, sieć labiryntu z niezliczonych korytarzy i pomieszczeń.

 

fornasetti house

fornasetti house

Tak wygląda studio projektowe Barnaby:

fornasetti

A to już niesamowite wnętrze butiku marki Fornasetti, znajdującego sie w Mediolanie na Corso G. Matteotti 1/A, godziny otwarcia w od 15.00 do 19.00 w poniedziałki i od 10.00 do 19.00 w pozostałe dni tygodnia, oprócz niedziel - gdyby kogoś to interesowało. ;)

fornasetti boutique

 

piątek, 26 lutego 2010

Był już na blogu francuski weekend, natomiast tym razem zanosi się na weekend włoski... A to za sprawą pewnej włoskiej rodziny, która stanowi niewyczerpane źródło inspiracji. Tych, którym do głowy przychodzą teraz nie do końca przyjemne skojarzenia, pragnę uspokoić, że nie będzie wpisów o typowej włoskiej rodzinie ze spluwami za pazuchą. ;) Będzie estetycznie, artystycznie a nawet wręcz bajecznie.

 

piero fornasetti

 

 

Piero Fornasetti to mediolański artysta żyjący w latach 1913-1988, który stworzył ponad 11 tys. projektów przedmiotów codziennego użytku. Dziś są one znakiem firmowym włoskiego designu i uznanymi dziełami sztuki, o które zabiegają koneserzy i wielbiciele pięknych wnętrz. Na większości z nich motywem przewodnim jest twarz śpiewaczki operowej - Liny Cavalieri. Zdjęcie śpiewczaki artysta znalazł w jakiejś XIX-wiecznej gazecie i zainspirowała ona go tego stopnia, że powielił ją w ponad pięciuset róznych wariacjach i uwiecznił na talerzach, meblach, tapetach, chustach i innych przedmiotach.

 

fornasetti plates

 

 

Kalendarze na talerzach to też zacna idea ;)

 

fornasetti

 

 

Surrealistyczny klimat, poczucie humoru i nawiązania do antycznej twórczości greckiej to główne cechy, które charakteryzują sztukę spod znaku Fornasetti. Ale nie tylko talerzami ta uznana marka żyje. Dzieło Piero kontynuuje jego syn - Barnaba, który założył firmę i tworzy nowe kolekcje mebli i dodatków dekorujacych wnętrza (porcelanę, meble, lampy, tkaniny, grzejniki czy kafle) a także galanterii odzieżowej (krawaty, apaszeki, kamizelki, parasole, a nawet bieliznę).

 

fornasetti furnitures

 

 

 

Sztuka włoskiego artysty inspiruje do dziś a posiadanie przedmiotu z intrygującą twarzą sopranistki stało się pewnego rodzaju snobizmem i oznaką posiadania dobrego gustu i klasy. Nic więc dziwnego, że pojawia się sporo pomysłów na zastosowanie charakterystycznych motywów stworzonych przez markę Fornasetti.

 

Poniżej tapeta "Tema e Variazioni" z angielskiej marki Cole&Son, biżuteria Betony Vernon, kafle firmy Ceramica Bardelli i torebka Hiroko Hayash.

 

fornasetti wallpaper

fornasetti

 

 

Firma Detour Design stworzyła nowoczesną alternatywę dla obrazu wiszącego na ścianie czyli specjalnie zaprojektowany wyświetlacz LCD pokazujący animację, która składa się z ponad 500 zdjęć płynnie zmieniających się na ekranie i przedstawiających motywy z dzieł włoskiego artysty. Płyty z animacją zostały wykonane w limitowanej liczbie 3 000 sztuk.

 

fornasetti dvd

 

Więcej o sztuce Fornasettich w kolejnych wpisach.

wtorek, 23 lutego 2010

Elementy typograficzne (nie tylko literki, ale też przecinki, wykrzykniki i inne znaki interpunkcyjne) - o ile czcionka, z której pochodzą jest dobrze zaprojektowana - mają piękne kształty i stanowią same w sobie ciekawy element dekoracyjny. Nic więc dziwnego, że dekoratorzy wnętrz powiesili je na ścianach. Taką wiszącą typografię do niedawno można było spotkać jedynie w pokojach dziecięcych, ale dziś można je zauważyć także we wnętrzach urządzonych na wzór skandynawski, prowansalski czy ogólnie rzecz biorąc nowoczesny. Modzie na trójwymiarowe literki i cyferki nie oparła się nawet sama Diane Keaton. Trudno powiedzieć skąd wziął się trend zdobienia przestrzennymi literami salonów - prawdopodobnie z podpatrzenia branży reklamowej, w której napisy 3D goszczą od dawna. Niski koszt literek ze styroduru też pewnie ułatwił sprawę, choć w mieszkaniach można znaleźć również litery z drewna czy metalu.

 

Taki trend zdobniczy jest ciekawy i twórczy - można dzięki niemu uzyskać ciekawe efekty: czasem nostalgiczne i poetyckie, czasem designerskie. Pięknie wyglądają zwłaszcza białe litery "wychodzące" z białych ścian, kiedy kąt padającego na nie światła rzeźbi nam ścianę w zależności od pory dnia. Natomiast jak z każdym trendem, tu też trzeba uważać i stosować go umiejętnie. Potraktowanie go zbyt dosłownie, na zasadzie podpisów "tu jem" a "tu śpię" czasem śmieszy i niczemu nie służy.

 

decorative letters

poniedziałek, 22 lutego 2010

Poniżej zbiór oryginalnych w formie klinów, które co prawda nie zatrzymają bólu głowy po wczorajszej imprezie, ale skutecznie zapobiegną hałaśliwemu trzaskaniu drzwiami. W stanie, w którym znajduje się człowiek potrzebujący klinika, dobre i to. ;)

 

door stopper

niedziela, 21 lutego 2010

„Wypowiadanie się przez zwierzęta jest moją obsesją. Mam nadzieję, że czemuś to służy, że coś mogę w ten sposób wyrazić, powiedzieć o ludziach, używając zwierzęcia jako metafory.”

Józef Wilkoń

 

 

Józef Wilkoń - malarz, rzeźbiarz, jeden z najsłynniejszych w świecie polskich ilustratorów świętuje w tym miesiącu swoje 80-te urodziny. To całkiem dobry pretekst by bliżej zapoznać się z twórczością tego artysty, który chyba bardziej doceniany jest za granicą niż u nas.

 

józef wilkoń

 

 

Wilkoń studiował malarstwo w Krakowie na Akademii Sztuk Pięknych oraz historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na jego dorobek składa się blisko 200 zilustrowanych książek dla dzieci i dorosłych, wydanych w Polsce i zagranicą. Ponadto jest scenografem, rzeźbiarzem, ilustruje czasopisma, projektuje pocztówki i gobeliny. Inspiracją dla niego jest Andre Francois (niedawno zmarły francuski ilustrator), z którego pracami artysta zetknął się w Paryżu, sztuka Wschodu, zwłaszcza Japonii a także malarstwo takich twórców jak Rembrandt, Tycjan czy Velazquez.

 

Pierwsza książka z ilustracjami Wilkonia ukazała się w 1959 r. Było to „O kotku, który szukał czarnego mleka” H. Bechlerowej. Dzięki tym ilustracjom artysta znalazł swój styl i od tego momentu rozpoczął współpracę z polskimi wydawnictwami. Pracował m. in. z Naszą Księgarnią, Ruchem, KAW i Czytelnikiem. Od 1963 r. rozpoczęła się długoletnia współpraca z wydawcami europejskimi (głównie Francja, Niemcy, Szwajcaria), a od 1976 r. – z japońskim.

 

Wilkoń do dziś powtarza, że jedną z najważniejszych dla niego ksiażek są „Pawie wiersze” (1959 r.) - rzecz dosć nietypowa, bo tutaj najpierw powstały rysunki i akwarele, które do tego stopnia zainspirowały poetę Tadeusza Kubiaka, że ten „zilustrował” je słowem.

 

Grafiki Wilkonia pojawiły się poza tym w takich książkach jak: „W Nieparyżu i gdzie indziej” A. Kamieńskiej (1967 r.), „O księciu Ibrahimie i pięknej Sinedhur. Baśń z Tunisu” Anny Milskiej (1965 r.) i "Pan Tadeusz" A. Mickiewicza (1973 r.), „Waldkonzert” K. Baumanna, (1974r), „Leopanther” Piotra Wilkonia (syna artysty (1991 r.), „Baśń o rumaku zaklętym” Bolesława Leśmiana (2006), „Blues Nosorożca” Agnieszki Taborskiej (2008 r.). Ostatnim jego dziełem są ilustracje do „Księgi dżungli” R. Kiplinga (2009 r.). Na życzenie Wilkonia "Księga..." ma dwie okładki - wersja, przy której obstawał, ukazała się zaledwie w kilkuset egzemplarzach.

 

wilkoń

 

 

Na początku lat 90-tych artysta poszukujący nowych środków wyrazu, właściwie trochę z przypadku bo podczas zabawy z dziećmi, zainteresował się rzeźbą, która stała się równie ważną dziedziną jego twórczości jak ilustracja. Jego rzeźby w drewnie początkowo miały być ilustracjami przestrzennymi, które miały zastąpić ilustracje malowane. Wilkoń planował fotografować je frontalnie i takimi zdjęciami ilustrować książki, jednak z biegiem czasu to się zmieniło, a jego rzeźby stały sie osobnymi dziełami.


Wilkoń, któremu od dzieciństwa bliski był świat zwierząt (i które inspirowały jego artystyczną wyobraźnię od samego początku działalności), z drewna i blachy stworzył olbrzymie bestiarium tzw. Arkę Wilkonia czyli ryby, ptaki, nietoperze i mnóstwo innych zwierząt, które nieustannie wędrują i są wystawiane w całej Polsce i na świecie:

 

wilkoń rzeźby

 

 

W dorobku artysty jest kilkadziesiąt wystaw zbiorowych i ponad 60 indywidualnych zarówno w kraju jak i za granicą. Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych i muzealnych w Polsce i na świecie, w tym ponad 300 prac w Japonii. Japończycy zafascynowani jego twórczością, zamierzają nawet wznieść muzeum przeznaczone na stałą ekspozycję bajecznych dzieł artysty.

 

Józef Wilkoń to także laureat wielu krajowych i zagranicznych nagród artystycznych. Otrzymał nagrody na najbardziej prestiżowych konkursach edytorskich i graficznych: w Lipsku, Buenos Aires, Dusseldorfie, Bratysławie, Poznaniu, Bolonii, Padwie, Moskwie, Mentonie, Paryżu, Montreuil, Barcelonie. Wśród wielu nagród szczególne znaczenie dla artysty ma Deutsche Jugendbuchpreiss (1966 r.) i japońska Owl Prize (1984 r.), którą przyznaje dziecięco-dorosłe jury. Muzeum Literatury w Warszawie przyznało mu pierwszą nagrodę w konkursie na ilustracje do "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza, a minister kultury Waldemar Dąbrowski - za całokształt twórczości (2005 r.).

 

W 2003 r. Wilkoń był gościem specjalnym 50-tych Targów Książki Dziecięcej w Bolonii, największej tego rodzaju imprezy na świecie. Polska, zaproszona jako gość honorowy targów, wystawiała tam 47 twórców, a Wilkoń przygotował logo polskiej wystawy - sławną lokomotywę z wiersza Juliana Tuwima.

 

Józef Wilkoń wciąż jest aktywny i twórczy. Jego wystawom często towarzyszą warsztaty dla dzieci i dorosłych oraz zajęcia malarskie, rzeźbiarskie i ilustratorskie, które prowadzi na całym świecie. Ilustrator ma też spore plany zawodowe: po rewelacyjnych ilustracjach do "Księgi dżungli" zamierza na nowo zilustrować "Don Kichota" a także wydać napisaną przez siebie ksiażkę pt. „Psie historie” oraz opublikować grafiki ilustrujące dzieciństwo Chopina. W tym roku jubilat został nominowany do Literackiej Nagrody Pamięci Astrid Lindgren, która traktowania jest jak Nobel dla ilustratorów. Wyniki będą ogłoszone w pierwszych dniach tegorocznych Targów w Bolonii (23 – 26 marca).

 

 

wilkoń

Alicja w Krainie Czarów i psychodelia to prawie synonimy. Nikogo więc pewnie nie zdziwi forma kalendarza stworzonego przez grafika Johna Coultharta, który zabiera nas na niezłą jazdę. I to bez grzybków.


coulthart calendar alice

coulthart calendar alice

sobota, 20 lutego 2010

Brytyjski magazyn LOVE to nowy tytuł na rynku prasy poświęconej modzie. Jego twórczynią jest Katie Grand (odpowiedzialna za kultowy magazyn o modzie POP), a jego pierwszy numer pojawił się równo rok temu (19 lutego). Pismo ukazuje się dwa razy w roku, więc jego autorzy mają mnóstwo czasu na prace nad kolejnymi numerami, co widać, bo zdjęcia które się w nim pojawiają zawsze wywołują poruszenie. Mimo, że do tej pory ukazały się tylko trzy numery, pismo już słynie z nietypowych ujęć i odważnych sesji.

Podczas promocji pierwszego numeru sprzed roku. pojawiła się kampania reklamowa z Agyness Deyn wystylizowaną na Królową Elżbietę I, Iggy'm Popem oraz supermodelką Iris Strubegger w fioletowej peruce. Pierwszy numer był w całości poświęcony ikonom pokolenia.

love

Wielkie wejście magazynu na runek nastąpiło za pomocą okłądki z nagą, dość kontrowersyjną wokalistka zespołu The Gossip, Beth Ditto, która chętnie promuje się za pomocą swoich zbędnych kilogramów i homoseksualnej orientacjci. Piosenkarkę sfotografował duet Mert Alas i Marcus Piggott.

Drugi numer magazynu miał dwie okładki, które zdominowały tematy wampiryczne.

love

Najnowszy numer LOVE ma aż 8 różnych okładek z 8 nagimi supermodelkami: Kate Moss, Naomi Campbell, Larą Stone, Amber Valettą, Darią Werbowy, Kristen McMenamy, Natalią Vodianova i Jeneil Williams. Wszystkie pozbawione jakichkolwiek ozdobników pozują w identycznej pozycji, w pełni prezentującej ich kształty, a ubrane są jedynie w pantofle na szpilkach. To dość ciekawy zabieg marketingowy, bo choć różne magazyny już wcześniej pojawiały się na rynku z okładkami w kilku wersjach, to tutaj mamy zupełnie identyczne ujęcia. No i totalną nagość, na dodatek w wydaniu najpięknejszych i najpopularniejszych kobiet świata.

8 kobiet, każda zaliczane są do światowej czołówki najpiękniejszych, a każda zupełnie inna. Magazyn chciał w ten sposób zwrócić uwagę na różnorodność piękna. „Love” podaje również wymiary modelek, podkreślając, że perfekcja nie jest jednakowa. Autorem zdjęć jest tu ponownie fotograficzny duet Mert Alas i Marcus Piggott.

środa, 17 lutego 2010

Nowojorskie mieszkanie na Manhattanie, tyleż uroczej co irytującej felietonistki-fashionistki Carrie Bradshaw granej przez Sarah Jessikę Parker, mieści się w kamienicy we Wschodniej dzielnicy pod fikcyjnym adresem 245 East 73rd Street. Dziennikarka jest uzależniona od strojów, większośc  pieniędzy wydaje na ciuchy (zwłaszcza buty), więc swój apartament tylko wynajmuje, dopiero w piątym sezonie po sukcesie wydanej przez nią książki, kupuje je na własność.

Tak naprawdę "mieszkanie Carrie" istnieje w Nowym Jorku w rzeczywistości, ale znajduje się w zupełniem innym miejscu niż w serialu. Gdyby ktoś chciał się wybrać na turystyczną wycieczkę po tym mieście zahaczając przy okazji o prawdziwy budynek "grający" w serialu, to mieści się on przy Perry Street, pomiędzy Bleecker i West Fourth. Niedaleko tej lokalizacji znajduję się też słynna Magnolia Bakery, w której serialowe bohaterki zaopatrują się w ciasteczka.

Apartament Carrie jest tak uroczy i neurotczny jak ona sama. Przez lekki chaos przebijają ciekawe meble w oldschoolowym stylu, zapewne nabyte na pchlim targu ;) i stonowane, chłodne kolory ścian. Rzuca się w oczy ciekawy kolor ścian w garderobie i retro łazienka, w której wykorzystano kafelki-cegiełki jak z paryskiego metra, które na mnie zawsze robią wrażenie.

sec & city

niedziela, 14 lutego 2010

Starzeję się. Lubię rzeczy, które dawniej obchodziłam szerokim łukiem: oliwki, Frasiera i Michaela Buble, a piosenki śpiewane przy akompaniamencie fortepianu robią na mnie coraz silniejsze wrażenie. O upływającym nieuchronnie czasie świadczy też fakt, że Christopher Walken gra umierających dziadków a Dennis Hopper umiera naprawdę.

"A Song for You" to niezwykle przejmująca piosenka napisana i nagrana w 1970 r. przez Leona Russella, amerykańskiego muzyka, działającego od końca lat 50-tych. Russell współpracował z największymi tuzami ówczesnego rocka i bluesa jak J.J. Cale, Joe Cocker, George Harrisson, B.B. King czy Eric Clapton.  "A Song for You" jest jednym z jego najpopularniejszych utworów.

 

Niezliczona ilość artystów wykonywała ten utwór na różne sposoby: Michael Bublé w interpretacji jazzowej, Zakk Wylde na rockowo z akompaniamentem gitary, poza tym m.in. Whitney Houston, Beyonce Knowles, Elton John, Simply Red, The Carpenters, Aretha Franklin, Cher, ale najlepsza wersja należy chyba do bezkonkurencyjnego Raya Charlesa, który nagrał ją na swoim albumie pt. "My World" w 1993 r.

 

Jeden z bardziej wzruszających momentów w historii rocka wiąże się z wykonaniem tego utworu przez Raya Charlesa w nowojorskim Beacon Theatre, 9 kwietnia 2003 r. podczas koncertu z okazji siedemdziesiątych urodzin Willie'ego Nelsona (wydanego na DVD "Willie Nelson and Friends: Live & Kickin'). Nelson, który stał niedaleko Raya podczas jego występu, był poruszony do tego stopnia, że się rozpłakał:

 

Utwór został również wykorzystany na sondtracku do filmu drogi pt. "Around The Bend" (2004 r.) - nostalgicznej opowieści o rodzinie, przemijaniu i wybaczeniu. Piosenka w wykonaniu Leona Russela pojawia się w filmie, w takim momencie, że całosć robi naprawdę mocne wrażenie.

 
1 , 2 , 3