DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

sobota, 31 grudnia 2011

Całkiem niedawno w grudniu, czyli w momencie kiedy wydawało się, że wszystko co najważniejsze w tym roku dawno się zdarzyło i nic ciekawego nas już nie zaskoczy, magazyn "Le Monde" opublikował jedną z najciekawszych sesji fotograficznych AD 2011.

 

Sesja autorstwa Christiana Anwandera zatytułowana Opowieść bożonarodzeniowa, w której wśród choinkowych bombek, śniegu i dymu pozuje jedna z najlepszych polskich modelek robiących karierę za granicą - Małgorzata Bela, prezentuje się zjawiskowo. Modelka pozuje w teatralnym, ostrym makijażu i olbrzymiej peruce. Jej postać wygląda bajkowo, magicznie i intrygująco - trochę futurystyczne, momentami przerażająco, a czasami jak bohaterka filmów Tima Burtona. Wszystko to dodatkowo zostało skąpane w klimacie sylwestrowo-bożonarodzeniowym. Warto zaznaczyć, że za tą niesamowitą stylizację sesji odpowiadała Polka, Aleksandra Woroniecka.





piątek, 30 grudnia 2011

Linnea Appelqvist to szwedzka stylistka i scenografka, która mieszka w Londynie. Ta utalentowana artystka studiowała fotografię, sztukę i historię architektury. Linnea działa na dwóch polach, zarówno artystycznym jak i komercyjnym. Jej klientami są uznane światowe marki jak Swarovski, GAP, Marie Claire, Monki, MQ, dla których tworzy oryginalne, naznaczone własnym stylem i poczuciem humoru fotografie, witryny i ekspozycje sklepowe oraz projekty wnętrz.



Jej poniższe kolaże i zdjęcia (stworzone we współpracy z fotografikiem Jo Ohanlonem), nadają wyrażeniu "mieć dom na głowie" zupełnie nowe znaczenie. ;)

 

Linnea Appelqvist 

 

A tu już projekt zatytułowany "Hitchcock's Jewels", który mnie kompletnie rozbroił.

 

 

 

Poniżej jeszcze kilka przykładów ekspozycji sklepowych zrealizowanych przez Linneę, na których Polscy projektanci mogli by się sporo nauczyć. Więcej projektów artystki znajdziecie na jej blogu.

 

czwartek, 29 grudnia 2011

 

Kiedy zastanawiałam się jak podsumować kończący się właśnie rok i jakie z tego wnioski wyciągnąć na następny pomyślałam sobie, że najlepiej będzie jeśli pozwolę przemówić obrazkom. Jak wiadomo "dobry obraz wart jest tysiąca słów" więc chyba nic tak dużo nie powie nam o trendach i modzie ostatnich sezonów, jak gazety lub czasopisma. Patrząc na grudniowo-styczniowe okładki popularnych magazynów przełomu lat 2011/2012, można zatem nieśmiało pokusić się o małe zestawienie tego co było i co będzie...

 

 


 

 

W popkulturze władze niepodzielnie dzierżą ekscentryczne i przebojowe blondynki: Madonna i Lady Gaga, czyli synergia czasów obecnych z minionymi - imponująca współczesna trawestacja przeszłości w teraźniejszość. Poza tym rządzi seks (nawet w magazynach kulinarnych ;)), dziewczyna ze smoczym tatuażem (pokładam naprawdę duże nadzieje w tym filmie) androgyniczni, piękni (tak właśnie - piękni, a nie przystojni) mężczyźni i naprawdę ostre laski (czyli świat prawie jak u Beardsley'a ;)) oraz ... ruda Scarlett Johansson.

 

Tak na marginesie i przy okazji ilustracji androgynicznych chłopców: nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że okładka Out z Andrew Pejicem to hołd złożony Irvingowi Pennowi i jego zdjęciu z lipcowej okładki Vogue z roku 1956.

 

 

 

 

Jeśli spojrzeć na magazyny modowe, tutaj sprawa jest trochę bardziej skomplikowana i nie tak oczywista: mamy dużo czerwieni i złota (ale to akurat typowe kolory dla świątecznych wydań), jednak pojawia się także sporo turkusu i pochodnych oraz ich połączenia z czerwienią, co mnie akurat cieszy bo to ostatnio, jak skądinąd wiecie, moja ulubiona kombinacja. Poza tym mamy delikatne, eteryczne laski (w przeciwieństwie do popkulturowych ostrych lasek - swoją drogą zawsze, kiedy używam określenia "laski" przychodzi mi na myśl ten obrazek) odziane w zwiewne szaty i wyglądające niczym odrealnione anioły, sporo nawiązań do lat 60-tych (mniam! już ostrze sobie zęby na triumfalny powrót trendów z tych lat), dominacja japońszczyzny i różu (Hello Kitty nie umiera nigdy), comeback (?) etosu supermodelek lat 90-tych, oraz ...rudą Scarlett Johansson (czyżby to miał być jej rok?)

 

środa, 28 grudnia 2011

Aubrey Beardsley

  

"I have one aim - the grotesque. If I am not grotesque I am nothing."

Aubrey Beardsley



 

Przeżył zaledwie 26 lat, ale to nie przeszkodziło mu w zostaniu jednym z największych ilustratorów końca XIX wieku. Aubrey Beardsley - najbardziej kontrowersyjny artysta epoki secesji, stał się znany dzięki swoim mrocznym i perwersyjnym rysunkom przesiąkniętym groteską i erotyką.

 

Krótkie życie Beardsleya, już od początku naznaczone było piętnem tragedii. Był on dzieckiem chorowitym, w wieku 9 lat stwierdzono u niego gruźlicę (z powodu, której później przedwcześnie zmarł), tak więc od wczesnych lat praktycznie zmuszony był prowadzić życie inwalidy, osoby poza społeczeństwem.  Fizyczne ograniczenia schorowanego ciała oraz niemożność funkcjonowania w społeczeństwie stały się stymulatorami jego twórczości - to one sprawiały, że artysta swoje fantazje i obsesje erotyczne zaczął przelewać na papier. Purytańskie zasady wiktoriańskiej Anglii oraz specyficzne angielskie wychowanie dodatkowo pobudzały jego wyobraźnię i perwersyjne pragnienia. 

 

Młody Beardsley jakby przewidując, że ma niewiele czasu przed sobą, dość wcześnie rozwinął w sobie wiele talentów. Był właściwie samoukiem. Co prawda w wieku 20 lat przez kilka miesięcy uczęszczał do Westminster Art School, lecz jako zwolennik idei samokształcenia, szybko porzucił studia. Od lat dziecięcych przejawiała się w nim dusza artysty. Już gdy miał lat 11, z racji swojego talentu muzycznego koncertował w duecie z siostrą Mabel, a także kopiował ilustracje i projektował winiety jadłospisów i katalogów. Dzięki dużemu zainteresowaniu literaturą, zwłaszcza francuską, zaczął budzić się w nim zmysł ilustratora, który w późniejszym czasie przyniósł mu sławę i poważanie w angielsko-francuskich kręgach artystycznych. 

 

W szkole średniej artysta grał na fortepianie, projektował scenografię i kostiumy teatralne, pisał wiersze i dramaty, które później sam inscenizował. Był także współzałożycielem i kierownikiem artystycznym czasopisma Yellow Book, a gdy kwartalnik ten upadł, zajął się współtworzeniem innego pisma: The Savoy. Dzięki swoim artystycznym zapędom Beardsley wszedł w owiane aurą sensacji środowisko XIX-wiecznych angielskich dekadentów, gdzie poznał ich nieformalnych przywódców - słynących z absurdalnego poczucia humoru Oskara Wilde’a i Jamesa Whistlera (tego od "Matki Whistlera" z kataklizmu Jasia Fasoli ;) ). Beardsley mimo, że był chłodnym i zdystansowanym młodzieńcem chciał uchodzić za dandysa, więc szybko wpasował się w wyuzdane, artystyczne środowisko. Krążyło o nim mnóstwo, często wykluczających się, plotek zwłaszcza dotyczących jego seksualności. Spekulacje te, prowokowane dodatkowo jego perwersyjnymi ilustracjami, doprowadziły do tego, że z jednej strony mówiono o jego udziale w homoseksualnych orgiach, a z drugiej o kazirodczym romansie z własną siostrą. Jednak jedynym faktem, co do którego badacze historii sztuki są zgodni jest to, iż wycieńczony chorobą i nękany częstymi krwotokami z płuc artysta był po prostu zagorzałym przeciwnikiem purytanizmu epoki wiktoriańskiej, czego wyraz dawał tworząc ilustracje przełamujące obowiązujące konwenanse moralne (których zresztą wyrzekł się pod koniec swojego krótkiego życia, kiedy zaskoczył wszystkich i przeszedł na katolicyzm).

 





 

 

Po tym krótkim, nieco "pudelkowym" biograficznym wstępie czas przejść do mięska czyli do ilustracji.

 

Na twórczość Beardsleya wywierało wpływ wiele różnorakich zjawisk artystycznych, które śledził studiując z zapałem historię sztuki, tak więc rodowód jego sztuki jest dość skomplikowany. Punktem wyjścia dla niego byli prarafaelici, do tego dołączyły się wpływy dawnych obrazów japońskich (zwłaszcza erotycznych ilustracji shunga), drzeworytów Albrechta Dürera, sztuki średniowiecznej oraz rysunku konturowego antycznych waz greckich.

 

Wymienione nurty inspirowały artystę pod względem formalnym, natomiast jeśli chodzi o treść jego dzieł sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. W swoich cyklach rysunkowych Beardsley zawierał własne marzenia. Lubował się w seksualnych fantazjach, znajdował też perwersyjną przyjemność w ukazywaniu zdeformowanej ludzkiej seksualności. W jego twórczości widać tęsknotę za życiem pierwotnych ludów nieskażonych cywilizacją i kulturą, światem gdzie nic nie hamuje naturalnych popędów. Najbardziej znane erotyczne ilustracje artysty to te zainspirowane tematyką historyczną i mitologiczną. Bliskim środkiem wyrazu ilustratora była groteska. Zamiłowanie Beardsleya do deformacji i trawestacji sprawiało, że jego rysunki zyskiwały wymiar budzących w odbiorcy niepokój, karykatur. W wielu jego rysunkach można odnaleźć istoty nie do końca zdefiniowane płciowo. U Beardsleya kobiety wyglądają jak mężczyźni, i odwrotnie, mężczyźni są delikatni jak kobiety. Takie zachwianie ról płci miało duże znaczenie dla jego twórczości. Zamiana ról i swoboda obyczajów wyzierająca z jego dzieł wdarła się w oficjalną, kulturową dyskusję na tematykę społeczną. Kolejnym motywem często pojawiającym się w twórczości Beardsleya była karnawalizacja: topos pierrotów i teatralnych masek, erosów, satyrów i muzyków poddawał on stylizacji grecko-angielsko-francuskiej. Świat, który przedstawiał ilustrator był mrocznym i perwersyjnym uniwersum zaludnionym androgynicznymi postaciami, o często zdeformowanych genitaliach. Artysta świadomie prowokował i gorszył widza treścią swych utworów - zarazem jednak fascynował go doskonałością formy.

 

Aubrey Beardsley wyrobił sobie tylko właściwą, niepowtarzalną kreskę. Stworzył on oryginalny styl rysunkowy odznaczający się mocnym konturem o płynnych, powyginanych liniach, kontrastami plam bieli i czerni, uproszczeniem i płaszczyznowością form oraz ornamentalistyką. W przedstawieniach ludzi silne wydłużał sylwetki. Beardsley świadomie deformował kształty upraszczając je, rezygnował z modelunku i perspektywy, pomijał cienie operując płaskimi, kontrastowymi plamami oraz płynnymi liniami. Ascetyzm barw, wysmakowane równoważenie światła i czerni, przepych misternie skomponowanych detali i zabawa linią sprawiały, że jego działa wykonywane przeważnie piórem i tuszem były tak wyjątkowe. Beardsley jako czołowa postać angielskiej secesji wywarł ogromny wpływ na grafikę modernizmu.

 



piątek, 23 grudnia 2011

Mówta co chceta, ale "The power of love" to jedyna gwiazdkowa piosenka, której da się słuchać z przyjemnością (w moim przypadku nie tylko z przyjemnością, ale też z niezmiennym od lat zachwytem). Wesołych Świąt!

 

Całkiem niedawno prezentowałam tu plakaty inspirowane scenami lub motywami filmowymi. Dziś będzie wpis podobny, ale tym razem przedstawię fotografie wzorowane na ikonicznych dziełach filmowych.

 

 


 

W 2009 r. roku amerykański magazyn Empire obchodził swoje 20-lecie. Z tej okazji zaproszono 27 znakomitych aktorów i aktorek na niezwykłą sesję fotograficzną. Pomysł na sesję polegał na sfotografowaniu każdego z aktorów w swojej najbardziej charakterystycznej roli, dzięki której przeszedł do historii kina i popkultury. I tak mamy tu Aragorna i Boromira, Williama Wallace'a, króla Leonidasa, Terminatora czy Morfeusza z charakterystycznymi dla nich rekwizytami. Nie byłoby w tej sesji nic oryginalnego gdyby nie to, że wszystkie te postaci ubrane są nie w stroje z filmów a w... garnitury.

 

Poza tym, że pomysł na sesję jest ciekawy i oryginalny to wpadła mi do głowy jeszcze jedna refleksja.  Jak z mrocznych, walecznych i pełnokrwistych mężczyzn zrobić postaci szare, nudne i bez charakteru? Wystarczy ubrać je w bezosobowe mundurki zwane garniturami. Amy Winehouse, kiedy wysyłano ją na odwyk reagowała kompulsywnie powtarzając "no, no, no" - ja mam taką samą reakcję, kiedy widzę panów w garniturach, nawet tych najlepiej skrojonych... ;)

 

empire

 

 

Kolejna sesja bazuje na równie ciekawym, aczkolwiek mniej oryginalnym pomyśle.

 

W tym roku fotografka Alex Prager stworzyła dla New York Timesa projekt filmowo-fotograficzny, do którego zaprosiła najpopularniejszych aktorów mijającego roku. Wraz z redaktorami pisma artystka wybrała najmroczniejsze postaci z filmów, które przeszły już do klasyki kina (jak Alex z "Mechanicznej pomarańczy", Henry Spencer z "Głowy do wycierania" czy Laura Palmer z wiadomo jakiego serialu) i poprosiła gwiazdy kina, aby wcieliły się w tych bohaterów.

 

Na projekt Prager składa się z osobliwa wideogaleria o nazwie "Touch of Evil" (do obejrzenia tutaj) oraz seria zdjęć zatytułowana "Vamps, Crooks and Killers", w których wystąpili tacy aktorzy jak Rooney Mara, Brad Pitt, Gary Oldman, Mia Wasikowska czy Ryan Gosling (w roli niewidzialnego człowieka, gdyby ktoś miał wątpliwości, na którym zdjęciu go szukać).

 



wtorek, 20 grudnia 2011

Jeśli ktoś nie chce zostać w tyle za Radkiem Majdanem (czego to się nie robi, kiedy do domu wkracza Dzień Dobry TVN) i tak jak on, już zabiera się za strojenie choinki, ten może klika inspiracji zaczerpnąć z zawsze pomocnych w takich sytuacjach, reklam. Awangardowa choinka z butelek Heinekena, designerskie drzewko z frytek, a może po prostu tradycja w postaci Absoluta? ;) Wybór jest trudny, bo w okresie świąt wyobraźnia twórców reklam kręci się wokół jednego (i w tym wypadku nie jest to klasyczna goła baba).

 

 

christmass tree ad

niedziela, 18 grudnia 2011

Ech... Wiem, że zaniedbałam ostatnio bloga. Mam w zanadrzu kilka wpisów "prawie gotowych", ale tak mi się ich nie chce kończyć, że nie wiem co... Zamiast tego, dzisiaj krótki wpis wspomnieniowy.

 

Lata 91-94 były dla mnie okresem strasznym, ale też przełomowym. Zabawnym faktem jest to, że ten czas jest jednym z najdonioślejszych okresów w ogólnie pojętej popkulturze. Wtedy to ukazały się najważniejsze płyty, filmy (Lista Schindlera, Fortepian, Filadelfia, Park Jurajski) i seriale (Przystanek Alaska, Przyjaciele), które zdefiniowały dekadę. W soundtracku z tego okresu przewodziły Metallica ze swoim czarnym albumem, światowy Debut Bjork, Type O'Negative z mrocznym płytowym hitem, objawiający się właśnie Tool, czy Guns N' Roses z dziełem, który członkom zespołu wydawał się pewnie wtedy ich opus magnum, a w rzeczywistości był ich gwoździem do trumny. No i last but not least wielki powrót Neila Younga, który był nierozerwalnie związany z całym tym zgiełkiem w postaci całego tego grunge'u... W Polsce też się wtedy dużo działo - wystarczy wspomnieć chociażby o Metrze, pierwszych sukcesach Pilcha czy Sapkowskiego, czy o śmieci ostatniego prawdziwego hippisowskiego bluesmana...

 

Sporo się wtedy działo w popkulturze. Sporządzając bilans tamtych lat, nie da się nie zauważyć, że stało się wtedy więcej dobrego niż złego. Wielu z tych, którym dane było przeżywać ten czas "kulturalnie świadomie" pewnie przeżywało wtedy swoją małą intelektualną nirwanę... No właśnie, a propos Nirvany, czyli zespołu, który święcił w tym czasie gigantyczne wręcz triumfy z wszystkim wiadomej, tragicznej przyczyny: dzisiaj, wśród zaskakująco dużej ilości ludzi, którzy w tamtym czasie słuchali muzyki tego zespołu daje się słyszeć głosy "Nirvana? Fajna, ale wolałem Pearl Jam", "Nirvana była ok, ale Soundgarden fajniejsze." Jeśli o mnie chodzi, ja zawsze mówiłam "Nirvana? Nie trawię." Za to Mudhoney, Mother Love Bone, Temple of the Dog, Mad Season i Alice in Chains to było coś. Zwłaszcza Alice in Chains - oni byli bogami. I jeśli mam być szczera to chyba nadal są.

 

 

niedziela, 04 grudnia 2011

2 grudnia 2011 r. w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach otwarto pokonkursową wystawę 22-go Biennale Plakatu Polskiego. Do tegorocznego konkursu zakwalifikowano plakaty 155 autorów z całej Polski. Znalazły się wśród nich zarówno prace artystów uznanych, jak i debiutujących. Grand Prix  przyznano Agnieszce Ziemiszewskiej za plakat pt. "Mam lęk wysokości", medal złoty otrzymał Michał Kliś za pracę pt. "Ecce Homo", w której wyraża swoje refleksje nad męką i zmartwychwstaniem Chrystusa, srebro wywalczył Tomasz Bogusławski, a brąz - Roman Kalarus. 

 

Celem wystawy jest prezentacja najlepszej twórczości plakatowej z lat 2009-2011. Patrząc na poniższe postery można wysnuć wniosek, że z tą twórczością najgorzej nie jest -  ale najlepiej też nie... Na jakąś większą eksplozję talentów i nowy boom na miarę Polskiej Szkoły Plakatu, musimy jeszcze zaczekać. ;)

 

 

 

 

 

autorzy prac: Agnieszka Ziemiszewska, Michał Kliś, Sebastian Lis, Andrzej Pągowski, Eugeniusz Skorwider, Joanna Górska i Jerzy Skakun, Sławomir Iwański, Marcin Markowski, Magdalena Wosik