DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

wtorek, 30 marca 2010

Świeżość i oryginalność są zawsze w cenie, zwłaszcza w świecie mody, w której podobno "wszystko już było". Karl Lagerfeld, który od jakiegoś czasu para się również fotografią, w sesji do marcowego numeru Harper's Bazaar, co prawda prochu nie wymyślił bo przebrał modelki za kogoś kim nie są, ale pomysł na sesje jest ciekawy.

 

Byłi już projektanci występujący w rolach modeli, tym razem mamy modelkę wcielającą się w projektantów. Austriacka modelka Iris Strubegger została wystylizowana na Carolinę Herrerę, Sonię Rykiel, Donatellę Versace, Vivienne Westwood, Karla Lagerfelda, Rei Kawakubo i Johna Galliano.

 

lagerfeld photos

poniedziałek, 29 marca 2010

Jak to jest, że produkcje telewizyjne mają lepsze postery i kampanie promocyjne, od filmów kinowych niejednokrotnie z wielomilionowymi budżetami? Co ciekawe, to dowcip i świeżość spojrzenia tych pierwszych narzucają trendy i wyznaczają styl, którym te drugie się poddają, często kopiując, i to bardzo dosłownie pomysły, z plakatów promujących seriale.

 

true blood ad

true blood 3 posters

 

niedziela, 28 marca 2010

mark weaver

 

Mark Weaver to pochodzący z Atlanty grafik i ilustrator, który tworzy wykorzystując fotografie zeskanowane ze starych książek i magazynów. Wśród jego ulubionych inspiracji znajduje się kosmos, zwierzęta, anatomia i architektura, które rewelacyjnie łączy ze stylistyką retro. Jego humanoidalne wizje zwierząt wpisują się w estetykę, w której firma Ibride stworzyła swoje niesamowite tace, i która zachwyca mnie niezmiennie.

 

Mark jest uznanym ilustratorem, jego prace doceniły już m.in. takie pisma jak The New York Times, WIRED Magazine, The Sunday Times Magazine, ReadyMade Magazine, z którymi współpracował.

 

mark weaver

mark weaver

sobota, 27 marca 2010

W końcu pojawiły się, długo wyczekiwane w tym roku, zdjęcia sukien z najnowszej, wiosennej kolekcji haute couture Atelier Versace. Tym razem wyraźną inspiracją dla Donatelli był styl antycznych Greków i Rzymian. Sylwetka klepsydry, lejące się materiały z mnóstwem drapowań i skosów, suknie zbroje i zdobienia łańcuchami, i kryształami Svarowskiego - to charakterystyczne cechy wiosennych projektów. Widać w nich kontynuację poprzednich kolekcji 1 2 3, ale jest też sporo nowych elementów nawiązujacych do aktualnych trendów wylansowanych chociażby przez Balmain czy Avatara


Do sesji prezentującej tegoroczne arcydzieła Versace została zaproszona polska modelka, Kasia Struss.

 

atelier versace 2010

środa, 24 marca 2010

Tym razem wpis krótki (bo prezentujący projekt chyba bez precedensu), ale jakże urokliwy ;)

 

Na wystawie zorganizowanej przez paryską galerię Slott można podziwiać niecodzienne meble projektu Arika Levy, składające się z figur geometrycznych. Zestaw mebli nosi dumnie brzmiącą nazwę Dick, Pussy & Ass i składa się z części, które można łączyć i dzielić aby stworzyć stylizowane obrazy narządów płciowych. Wszystkie części mogą być dowolnie ustawiane, a każdy element wykonany jest z woskowanego MDF, wzbogaconego kolorowymi akcentami. Mimo wyzywającej nazwy, dzięki wykorzystaniu prostych piktogramów, meble są kubistycznie minimalistyczne i mało prowokujące, wręcz stonowane w formie. Zastosowanie trzech kolorów jeszcze bardzie podkreśliło ich charakter, który niesie nazwa i świadczy o dużym poczuciu humoru designera. Podoba mi się ich forma i przymrużenie oka, z którym zostały zrobione:

 

 

wtorek, 23 marca 2010

Jabberwocky

 

Lewis Caroll

 

'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.


Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!



He took his vorpal sword in hand:
Long time the manxome foe he sought-
So rested he by the Tumtum tree,
And stood awhile in thought.


And as in uffish thought he stood,
The Jabberwock, with eyes of flame,
Came whiffling through the tulgey wood,
And burbled as it came!


One, two! One, two! And through and through
The vorpal blade went snicker-snack!
He left it dead, and with his head
He went galumphing back.


And has thou slain the Jabberwock?
Come to my arms, my beamish boy!
O frabjous day! Calloh! Callay!

He chortled in his joy.


'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.


Z okazji Światowego Dnia Poezji , który to dzień obchodziliśmy (obchodziliśmy? ;) przedwczoraj, a o którym dowiedziałam się stąd, wierszyk, uznawany za szczytowe osiągnięcie angielskiej poezji absurdalnej - Jabberwocky z (a jakże) kontynuacji "Alicji w Krainie Czarów", czyli powieści Lewisa Carrolla "Po drugiej stronie lustra".

 

Jabberwocky to twór dziwny i niezywkle inspirujący. Wielu artystów (pisarzy , muzyków, filmowców) w swojej twórczości nawiązywało do tego straszliwego zwierza (wśród nich mamy też dzieło nasłynniejsze czyli film zrealizowany przez Terry'ego Gilliama).

 

Wiersz o Jabberwocky'm jest niezwykły, głównie z powodu zastosowanych w nim tzw. kontaminacji, czyli połączenia w jedno, dwóch lub więcej słów, zazwyczaj o pokrewnym znaczeniu. Carrol, za pomacą bohatera swojej książki Humpty Dumpty'ego takie połączenie nazwał "portmanteau". Humpty Dumpty, właśnie tym określeniem nazywa te dziwne nieologizmy tłumacząc ich znaczenie Alicji. Od tamtej pory "portmanteau" przyjęło się do języka na tyle, że właściwie zastapiło kontaminację a dziś w angielskich szkołach uczy się dzieci znacznia słowa ""portmanteau" na przykładzie Jabberwocky'ego. Ciekawostką jest, że samo słowo "portmanteau" jest właśnie portmanteau :) czyli zlepkiem słów porter (tragarz) i manteau (płaszcz).

 

Trochę to skomplikowane, ale takie jest wszystko, co wiąże się z Jabberwocky'm. Przekład tego wiersza stanowi od lat ciężki orzech do zgryzienia dla zmagających się z jego przekładem. Wokół kontaminacji wymyślanych przez Carrolla i sposobów ich przyswojenia do języka polskiego trwał spór znanych tłumaczy: Roberta Stillera z Maciejem Słomczyńskim, do którego włączyli się Stanisław Barańczak i Janusz Korwin-Mikke. Większość tłumaczących wymyśla własne słowa kierując się wyjaśnieniami znaczeń słów podanymi przez Carrolla w treści książki. Jak im wychodzi można porównac tutaj, a poniżej wybrana próbka:

 


Dziaberliada

 

Stanisław Barańczak

 

 

Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
Wyrło i warło się w gulbieży;
Zmimszałe ćwiły borogowie
I rcie grdypały z mrzerzy.


O strzeż się, synu, Dziaberłaka!
Łap pazurzastych, zębnej paszczy!
Omiń Dziupdziupa, złego ptaka,
Z którym się Brutwiel piastrzy!



A on jął w garść worpalny miecz:
Nim wroga wdepcze w grzębrną krumać,
Chce tu, gdzie szum, wśród drzew Tumtum
stać parę chwil i dumać.


Lecz gdy tak tonie w dumań gląpie,
Dziaberłak płomienistooki
Z dala przez gąszcze tulżyc tąpie,
Brdli, bierze się pod boki!


Ba-bach! Ba-bach! I rach, i ciach
Worpalny brzeszczot cielsko ciachnął!
A on wziął łeb i poprzez step
W powrotny szlak się szlachnął.


Tyżeś więc ubił Dziaberłaka?
Pójdź, chłopcze, chlubo jazd i piechot,
Objąć się daj! Ho-hej! Ha-haj!
,
Rżał rupertyczny rechot.


Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
Wyrło i warło się w gulbieży;
Zmimszałe ćwiły borogovie
I rcie grdypały z mrzerzy.


jabberwocky tenniel

rys. John Tenniel

http://odrobinekultury.blox.pl/2010/03/Szybko-szybko-A-i-tak-zginiemy-w-zupie.html
sobota, 20 marca 2010

Rozczarowanie filmem rozczarowaniem, ale marcowy sezon na Alicję trwa i zamierzam go jeszcze trochę poeksploatować, zwłaszcza, że wiąże się on z jedną z moich ulubionych książek.

 

Były już inspiracje w modzie, grafice i fotografii, tym razem parę przykładów jak powieść Charlesa Lutwidge'a Dodgsona zwanego Lewisem Carrollem wpływa na designerów, architektów i projektantów wzornictwa przemysłowego czyli szaleństwo i psychodelia we wnętrzach.

 

Szaleństwo to słowo, które w kontekście "Alicji..." pojawia się często. Szalone są postaci z książki, szalone jest ich otoczenie ba, cała kraina to istny dom wariatów.

 

Obłąkanie Kapalusznika, jest po części usprawiedliwione. W czasach wiktoriańskich szaleństwo było chorobą zawodową wytwórców kapeluszy. Często miewali oni drgawki, mówili niewyraźnie, byli zdezorientowani. Wszystko to za sprawą przebywania w toksycznych, zawierających rtęć oparach, które wytwarzały się podczas produkcji filcowych kapeluszy, i które powodowały nieodwracalne zmiany w mózgu.

 

Natomiast jeśli chodzi o dziwne przygody, które spotykają Alicję to przypuszcza się, że mają one swoje źródło bezpośrednio, nie tyle w wyobraźni, co dosłownie, w głowie Lewisa Carrolla. Rzeczą potwierdzoną jest, że Carroll przez większość życia cierpiał na migreny (którym, tak na marginesie, przeciwdziała opium ;) ). Takie silne migreny (zwłaszcza z aurą) są cechą charakterystyczną dla ofiar syndromu Todd'a (określanego także od pewnego czasu jako syndrom Alicji w Krainie Czarów ;) ) polegającego na zaburzeniach psychosensorycznych, halucynacjach i zaburzeniach percepcji ciała. Charakteryzuje się on tym, że chory postrzega np. części swojego ciała, jako nienaturalnie duże lub małe. Pacjenci z takimi zaburzeniami są np. przekonani że mają mikroskopijne nosy, albo ręce olbrzyma. Niektórzy uważają się za tytanów, którzy mogą zniszczyć całe miasta przez nieuważne stąpanie po ulicach... Istnieją wiec uzasadnione przypuszczenia, że przypadki Alicji opisane w książce to doświadczenia samego jej autora. (źródło: www.neurotyk.net)

 

A tu już wspomniane na wstępie, wnętrzarskie szaleństwa projektantów, których psychodeliczne mebelki mogą sprawić, że poczujemy się jak po drugiej stronie lustra (lub jak dotknięci syndromem Alicji w Krainie Czarów ;)

 

furnitures alice in wonderland

pijane meble

polegająca na zaburzeniach psychosensorycznych, halucynacjach i zaburzeniach percepcji ciała występujących u ludzi w przebiegu różnych chorób ( zwłaszcza migreny z aurą). Charakteryzuje się on tym że chory postrzega np. części swojego ciała, jako nienaturalnie duże lub małe. W historii choroby odnotowano m.in. pacjenta, który przekonany był, że jego ucho jest kolosalnych rozmiarów. Inni sądzili, że posiadają mikroskopijne nosy, albo ręce olbrzyma. Byli i tacy, którzy uważali się za tytanów, którzy mogą zniszczyć całe miasta przez nieuważne stąpanie po ulicach. Cechą charakterystyczną dla ofiar syndromu Todd'a są ponoć silne migreny.
piątek, 19 marca 2010

Zjawisko brytofilii zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej osób jest nią zarażonych. Sami Brytyjczycy również cenią swoją kulturę i doskonale wiedzą jak tą anglomanię podsycać. Niedawno Brytyjska Poczta Królewska, żeby uczcić ubiegłe stulecie brytyjskiego designu, wydała serię 10 znaczków pocztowych, przedstawiających klasyczne brytyjskie projekty, znane i cenione na całym świecie.

 

Dziesięć produktów wybrało grono ekspertów. Wśród wyróżnionych ikon narodowego wzornictwa znalazło się m.in. polipropylenowe krzesło projektu Robina Day'a, które dziś można spotkać w budynkach użyteczności publicznej na całym świecie, mini – samochód i spódnicę, a także niemal legendarne już symbole Londynu: czerwoną budkę telefoniczną i piętrowy autobus. Co charakterystyczne znaczna ilość tych projektów powstała i do historii weszła prosto z mojego ulubionego okresu w popkulturze - ze swingujących i twórczych lat 60-tych:

 

british design stamps

Zjawisko brytofili zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej osób jest nią zarażonych. Sami Brytyjczycy cenią swoją kulturę i doskonale wiedzą jak tą anglomanię podsycać. Niedawno Brytyjska Poczta Królewska, żebyuczcić ubiegłe stulecie brytyjskiego designu, wydała serię 10 znaczków pocztowych,  przedstawiających klasyczne brytyjskie wzornictwo, znane i cenione na całym świecie. Dziesięć produktów wybrało grono ekspertów. Wśród wyróżnionych ikon narodowego wzornictwa znalazło się m.in. się propoylenowe krzesło projektu Robina Day'a, które dziś można spotakać w budynkach użyteczności  publicznej na całym świecie, mini – samochód i spódnicę jak również charakterystyczną czerwoną budkę telefoniczną czy piętrowy autobus miejski.

british design stamps

czwartek, 18 marca 2010

alice burton

 

Słaby to film, który nie wywołuje emocji. Jeszcze słabszy jest film, który opowiada o niczym, posiada zero treści i zero przekazu. Gdzie akcja ogranicza się do chaotycznego biegania bohaterów tam i z powrotem, gdzie nic się nie dzieje, i z którego wieje nudą tak wielką, że nie przesłania jej nawet piękna charakteryzacja, scenografia, kostiumy ani grafika komputerowa, która zresztą nie wnosi nic nowego, i której stylu Burton sam nie wymyślił - oparł się jedynie (żenująco mocno) na modnym ostatnio nurcie popsurrealizmu. Przykro to pisać, ale najnowszy film Burtona powstał tylko po to, żeby sprzedać miliony disneyowskich gadżetów, stworzonych na pozór z inspiracji filmem - tak naprawdę pewnie było odwrotnie...

 

Niedawno pisałam, że po rozczarowaniu Gilliamem, cała nadzieja w Burtonie. Niestety, Burton zawodzi jeszcze bardziej. Po pierwsze mało tu Burtona w Burtone, a po drugie kompletnie nie rozumiem jak można było tak bardzo zmarnować, tak wielki potencjał, który przynosi książka. Całe szaleństwo, które się w niej kryje, psychodelia i cała filozoficzno-psychologiczna otoczka zostały tak mocno zbanalizowane i uproszczone, że z powieści został tylko napompowany balonik opakowany w błyszczący celofan. Dorośli nie mają niestety na tym filmie czego szukać, bo jest to kiepski filmik dla dzieci (3d i strona wizualna nie ratują sprawy). Chciałam napisać "bajka dla dzieci" ale w porę się zreflektowałam: bajki to przecież piękne, głębokie, wielowymiarowe opowieści kształtujące umysły i wyobraźnie dzieci. Tu niczego takiego nie ma - feministyczny motyw niezależności Alicji pomijam celowo, bo uważam to za na siłę naciąganą żenadę, dodaną tylko po to, żeby film o czymś (o czymkolwiek!) mówił. Płytkie i puste to wszystko bardzo.

 

alice burtonalice burtonalice burton

środa, 17 marca 2010

Christian lubi oglądać filmy. Kino to jego wielka pasja, ale on nie ogląda filmów w sposób w jaki czynią to zwykli śmiertelnicy - Christian zwraca szczególną uwagę na napisy początkowe i końcowe.
Christian Annyas to duński grafik, który oprócz tego, że zajmuje się projektowaniem, ma jeszcze niezwykłą pasję i zbiory, którymi dzieli się na swojej stronie, gdzie prezentuje setki plansz tytułowych i końcowych filmów, które pojawiły się od początku istnienia kina.

 

Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem zawsze duże wrażenie robiła na mnie plansza z napisem "The End". Wiadomo - koniec filmu, to koniec wielkiej przygody, który zawsze wiązał się z emocjami, jakie towarzyszą nam gdy jakaś opowieść dobiega finału. Dzięki Christianowi można też zwrócić uwagę na plansze początkowe, które niosą nam zapowiedź i wprowadzenie do tego co spotka nas za chwilę, a które zwykle tylko omiatamy wzrokiem lub omijamy robiąc w kuchni herbatę.


Poniżej niewielka próbka kolekcji Duńczyka. Śledząc napisy filmowe od początków historii kina do dziś, mozna dojść do ciekawych wniosków:

 

movie title

 
1 , 2