DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

czwartek, 31 marca 2011

Bettie Page była legendarną amerykańską modelką pin-up, a także symbolem rewolucji seksulanej, która rozegrała się w latach 60-tych. Jej historia nie należy do najszczęśliwszych, ale popkultura lubi żywić się takimi mrocznymi historiami i ich postaciami.

 

Bettie Page urodziła się w wyjątkowo biednej, wielodzietnej rodzinie. Molestowana seksulanie przez ojca, dzieciństwo częściowo spędziła w sierocińcu. Później dosć szybko wyszła za mąż. W 1950 r. kiedy była na plaży zwrócił na nią uwagę Jerry Tips, fotograf-amator, który namówił ją na udział w sesji fotograficznej w stroju kąpielowym. Dzięki temu jej zdjęcia trafiły do lokalnych gazet i wywołały zainteresowanie Roberta Harrisona − wydawcy erotycznych magazynów. Ten zaproponował jej pracę u siebie, aby pozowała w samej bieliźnie do zdjęć, które układały się w erotyczne historyjki.

 

bettie page

 

 

Od tego momentu Bettie Page zaczęła być znana, ale jej kariera przebiegała dwutorowo: oficjalnie była modelką (laureatka konkursu Miss Pin-Up z roku 1955, a także cover girl i dziewczyna z rozkładówek "Playboya") i mało znaczącą aktorką (pojawiła się parę razy w telewizji i na deskach nowojorskich teatrów), z drugiej strony działała w podziemnej w tym czasie branży erotycznej i to właśnie głównie dzięki temu zajęciu przeszła do legendy.

 

Bettie w 1952 r. zaczęła pozować Irvingowi Klawowi, fotografowi, który zajmował się fetyszystyczną parapornografią. Page zawsze marzyła, aby być aktorką więc za namową Klawa i w nadziei na dalszą karierę zaczęła grać również w filmikach o charakterze sado-maso. Pornografia w Stanach lat 50-tych była nielegalna więc Klaw, aby uniknąć takich zarzutów, ściśle przestrzegał, by na jego zdjęciach nigdy nie było elementu nagości. Jego fotografie zawsze przedstawiały modelki ubrane w staroświecką, zakrywającą wszystko bieliznę, ale wyposażone były w buty na monstrualnie wysokich obcasach, pejcze lub wiązały się nawzajem. To właśnie te zdjęcia przyniosły Bettie Page największą sławę.

 

Obecność Bettie Page w showbiznesie skończyła się tak nagle jak się zaczęła. Modelka będąc u szczytu popularności, na przełomie roku 1957 i 1958 zniknęła bez śladu. Później wyszło na jaw, że Page po noworocznej mszy świętej, postanowiła zerwać z aktorstwem i pozowaniem. Przeżyła spektakularne nawrócenie i zaczęła studiować Biblię w różnych college'ach prowadzonych przez radykalne Kościoły protestanckie. W późniejszym okresie Bettie zaczęła zdradzać objawy załamania nerwowego. Przez kilka lat przebywała w zakładzie psychiatrycznym. Lekarze rozpoznali u niej schizofrenię paranoidalną.

 

W latach 90-tych dziennikarze wytropili Bettie Page na Florydzie - okazało się, że mieszka w domu opieki i nie ma pojęcia o tym, ile zamieszania na przestrzeni dekad uczynił jej wizerunek. Kiedy okazało się, że należą jej się zaległe honoraria za wznowienia starych zdjęć postanwiła na krótko wrócić w światła jupiterów. W ostatnich latach przed śmiercią znowu była gwiazdą, zapraszano ją na festiwale filmowe i fotograficzne. Majac 85 lat zmarła w 2008 r. na atak serca.

 

battie page

 

 

W latach jej największej popularności plakaty z Bettie Page wisiał w sypialni niemal każdego amerykańskiego nastolatka, a wojskowi piloci ozdabiali jej podobizną kadłuby swoich samolotów. Kochała się w niej cała Ameryka. W nieskończoność kopiowano jej czarno-białe półnagie zdjęcia, pojawiała się w komiksach, reklamach, a nawet na zapalniczkach, magnesach na lodówki i szklankach do whisky.

Kiedy w latach 60-tych zniknęła z okładek magazynów, amerykański rysownik Eric Stanton wzorował na jej postaci bohaterkę jednego ze swoich komiksów.

 

bettie page

 

 

Mimo, że Page zniknęła z życia publicznego kilka daked temu to jej postać odcisnęła tak duże piętno, że jej wizerunek można było odnaleźć w różnych dziełach popkultury powstałych na przestrzeni minionego pólwiecza - w filmach, komiksach, powieściach science-fiction. Aktorki i piosenkarki imitowały jej fryzurę i pozy (wśród niech Dita von Teese, która na stylizowaniu się na Bettie Page zbudowała całą swoją karierę). Wzmianki o Page można było znaleźć w powieściach Philipa Dicka i Harlana Ellisona.

 

W obecnych czasach coraz częściej powraca się do czasów jej świetności. Bettie Page ponownie staje się tematem piosenek, biografii, stron internetowych i filmów. W 2004 r. nakręcono film o modelce pt. "Bettie Page: Dark Angel", a w 2005 roku kolejny o tytule "The Notorious Bettie Page." W Stanach działa sieć butików o nazwie Bettie Page Clothing, która sprzedaje stroje będące reprodukcjami kobiecych ubrań z lat pięćdziesiątych i inspirowanych postacią słynnej modelki. Bettie Page, kiedyś obyczajowa rewolucjonistka, dziś niedościgniony wzorzec erotyki i seksualności - znowu włada wyobraźnią mas.

 

 

bettie page

środa, 30 marca 2011

Andrea Gallo to autorka unikalnej kolekcji plakatów inspirowanych architekturą. Za pomocą maksymalnego uproszczenie przedstawiła na nich główne cechy projektów sześciu mistrzów współczesnej architektury. Białe grafiki na czarnym tle przedstawiają słynne dzieła architektów oraz nazwiska i lata, w których zyli.

Postery wpisują się w modny ostatnio minimalistyczny trend zapoczątkowany przez twórców plakatów filmowych.

 

archi posters

wtorek, 29 marca 2011

Jeśli pojawienie się wizerunku jakiejś postaci na ulicznym murze coś znaczy (a znaczy!) to właśnie na naszych oczach urodziła się ikona masowej kultury i symboliczna postać naszych czasów (i nie mówię tu o Lady Gadze).

 

Julian Assange, kontrowersyjny dziennikarz i demaskator, twórca (nie)sławenej witryny WikiLeaks wyrasta na bohatera ulic. I nic w tym dziwnego, dzięki WikiLeaks, na światło dzienne wyciekło już tysiące tajnych dokumentów ujawniających szokujące poczynania rządów państw całego świata: masakra na placu Tian'anmen, wojny w Afganistanie i w Iraku, skandale we Włoszech, kontrowersyjne kulisy układów USA-Rosja, zbrojenia - to tylko niektóre tematy, jakie zostały ujawnione dzięki tej witrynie. Assange otrzymał w 2009 roku nagrodę Amnesty International Media Award (New Media) za odkrycie zabójstw i tajemniczych zaginięć, w które był zamieszany rząd Keni. Portal Wikileaks miał też ważny wkład w tunezyjską rewolucję, publikując dyplomatyczne depesze ujawniające korupcję na szczytach władzy...

 

Działalność Juliana Assannge to już nie tylko anarchistyczna walka o wolność słowa, ale realny wpływ na losy świata. To człowiek, który ma prawdziwą władzę: może wpływać na politykę państw całego globu. I jak widać poniżej, nie tylko na nią - władza Assange sięga również serc i umysłów (że się tak górnolotnie wyrażę) zwykłych ludzi. Społeczeństwo już zaakceptowało współczesnego rewolucjonistę:

 

assange wikileaks

poniedziałek, 28 marca 2011

Steampunk to specyficzny nurt w fantastyce naukowej, łączący nowoczesność z przeszłością. Czerpie on głównie z wiktoriańskiej epoki pary (steam), która przekornie łączona jest z rozwojem techniki, nawiazując tym samym do tego co dzieje się w obecnych czasach końca XX i początku XXI wieku (punk). Steampunk nakłada elementy dzisiejszej cywilizacji (idee, popkultura, technika) na rzeczywistość XIX-wieczną i pokazuje jak w takich realiach potoczyłaby się historia, dzięki temu zalicza się go także do nurtu tzw. historii alternatywnej.

 

Zanim wyklarowała się nazwa nurtu był on nazywany "VSF", czyli Victorian Science Fiction. Samo słowo 'steampunk', po raz pierwszy publicznie padło z ust amerykańskiego pisarza s-f Kevina Wayne'a Jetera podczas wywiadu udzielonego Michaelowi Berry'emu, który ukazał się 25 czerwca 1987 r. na łamach The San Francisco Chronicle pod tytułem "Wacko Victorian Fantasy Follows 'Cyberpunk' Mold".

Nawiązując do nazwy nurtu, który w latach 80-tych wybuchł ze zdwojoną siłą, a mianowicie do 'cyberpunka', Jeter żartobliwym mianem "steampunks" określił siebie samego oraz dwóch swoich przyjaciół z college'u, pisarzy Jamesa Blaylocka i Tima Powersa. Ci trzej autorzy na przełomie lat 70- i 80-tych eksperymentowali z dziwaczną fantastyką w stylu retro (nie były to oczywiście pierwsze tego typu próby, inni podejmowali je już co najmniej od lat 60-tych). Jednak samo określenie 'steampunk' zaczęło funkcjonować na całym świecie jako nazwa "nowego" nurtu w fantastyce dopiero w roku 1990, kiedy zostało wypromowane przez Williama Gibsona i Bruce'a Sterlinga, autorów kultowej powieści "Maszyna różnicowa."

 

Steampunk nawiązuje do twórczości ojców fantastyki: Juliusza Verne’a, Herberta George’a Wellsa czy Marka Twaina. Jego korzenie można dostrzec w ich XIX-wiecznych powieściach naukowych, ale także w XVIII-wiecznym gotyckim horrorze i w pulp fiction z początków XX wieku, ponieważ z czasem wkroczył on na terytoria horroru i fantasy, a także zaczął penetrować czasy bardziej odległe i nieco nam bliższe. Z tych eksperymentów wyodrębniły się takie podgatunki jak dieselpunk (historie z dwudziestolecia międzywojennego), magic steampunk, postapo steampunk, clockpunk (średniowiecze i odrodzenie) czy sandalpunk (antyczne cywilizacje).

Jak widać steampunk stał się z biegiem czasu sam w sobie estetyką i swoistą "nakładką" na inne gatunki, pozwalającą "steampunkować" niemal wszystko: począwszy od westernu ("Bardzo Dziki Zachód"), komiksu o superbohaterach ("Liga Niezwykłych Dżentelmenów") do starego serialu sci-fi ("Steam Trek").

Dziś steampunk zagościł już na stałe w popkulturze. Nurt zdobył popularność wśród dużej liczby subkultur (jego fanami są goci, punki, cybergoci, fani muzyki industrialnej fanów a także gracze i wszelkiej maści komputerowcy) stając się powoli odrębną kulturą, a nawet stylem życia. Nic dziwnego że marketingowcy podchwycili trend, w efekcie czego w ostatnim czasie stempunkowa estetyka wchodzi do mainstreamu: telewizja zaczęła emitować reklamy nawiązujące do tego nurtu, pojawiło się mnóstwo gier komputerowych w konwencji, a producenci filmowi i muzyczni podchwycili pomysł kręcąc setki 'steampunkowych' filmów i teledysków.

 

 

 

W zeszłym roku oxfordzkie Museim of the Hostory of Science pokazało pierwszą na świecie wystawę poświęconą sztuce związanej ze steampunkiem. Zaprezentowano na niej prace 18 artystów z calego świata związanych z tym nurtem. Wystwa cieszyła się ogrmną popularnością i przyciągnęła do muzeum 70 000 odwiedzających.

Więcej informacji oraz ciekawy komiks promujacy wystawę można znaleźć na stronie muzeum.

 

steampunk

 

steampunk

niedziela, 27 marca 2011

 

 

"I Put a Spell on You" to utwór kultowy. Oryginalna wersja płytowa, która pierwszy raz ujrzała światło dzienne, ma tylko 2:25 minuty, ale są to dwie minuty, które zmieniły sposób słuchania i odbierania muzyki. Piosenka ta, została napisana przez Jaya Hawkinsa i wydana w 1956 r. na jego albumie pt. "At home with Screamin 'Jay Hawkins."

 

Trudno sobie wyobrazić jaki by to przyniosło efekt, ale początkowy zamysł Hawkinsa był taki, aby nagrać ten utwór jako spokojną, miłosną balladę bluesową. Na szczęście ekipa muzyków upiła się w studiu (do tego stopnia, że Hawkins twierdził później, że w ogóle nie pamięta sesji nagraniowej) i dziś możemy słuchać utworu z surowym, pierwotnym wręcz, wyciem artysty. To właśnie od nagrania tej piosenki Jay Hawkins stał się Screamin 'Jay Hawkinsem. Wcześniej był po prostu śpiewakiem bluesowym - emocjonalnym, ale nie dzikim.

 

Utwór, stał się największym sukcesem komercyjnym muzyka, a jego sprzedaż przekroczyła milion egzemplarzy mimo tego, że był on na cenzurowanym niektórych sklepów i stacji radiowych ze względu na rzekome kanibalistyczne treści. W rzeczywistości było na odwrót - to ta piosenka była inspiracją dla późniejszego mrocznego wizerunku Hawkinsa. Na pomysł wpadł Alan Freed, znany i uznany w Stanach disc-jockey i promotor rhytm'n'bluesa i rock'n'rolla, który zasugerował Hawkinsowi, aby ten wykorzystał obłąkane brzmienie "I Put a Spell on You" i zrobił na jego bazie makabryczne show podczas koncertów. Od tego czasu muzyk pojawiał się na scenie powstając z trumny wśród dymu i mgły. Z czasem wzmocniono efekt poprzez kły noszone w nosie przez Hawkinsa, wprowadzenie na scenę gumowych węży i sztucznych ogni, oraz przez palącą papierosy czaszkę o imieniu "Henry". Te rekwizyty sugerowały jego związki z  voodoo, miały też wydźwięk komiczny, a także sprawiły, że czasem nazywano Hawkinsa czarnym Vincentem Price'em.

 

Hawkins stał się jednym z prekursorów scenicznej formy ekspresji związanej z estetyką grozy i makabry. Jego sceniczne parateatralne występy zapoczątkowały nurt zwany dzisiaj shock rockiem (który póżniej godnie kontynuowali tacy artyści jak Arthur Brown, Alice Cooper, Black Sabbath czy Marilyn Manson), a piosenka od której wszystko się zaczęło wpisała się złotymi zgłoskami w historę rocka. "I Put a Spell on You" została wybrana przez muzem Rock and Roll Hall of Fame jako jedna z 500 piosenek, które ukształtowały rock and rolla. Nagranie znalazło się również w rankingu magazynu Rolling Stone na 313 miejscu na liście 500 Najlepszych Utworów Wszech Czasów.

 

 

 

Utwór był coverowany przez niezliczoną liczbę artystów (ja doliczyłam się ponad 50 ale pewnie było ich znacznie więcej) m.in. przez Joe Cockera, Erica Burdona, Natachę Atlas (na modłę indyjską - sic!), Queen Latifah, Diamandę Galás (wersja opętańczo-diaboliczna), Bonnie Tyler (zaskakująco piękna wersja bluesrockowa), Katie Melua, Iggy Popa czy Ray'a Charlesa.

 

Inspiracji hitem Hawkinsa mozna doszukać się w kilku znanych światowych przebojach: w 1966 r. James Brown użył prawie identycznego podkładu melodycznego w swoim  nagraniu pt. " It's a Man's World", a w 1967 r. Frank Sinatra nagrał "The World We Knew (Over and Over)", którego melodia przypomina utwór Hawkinsa. Ponadto kilku raperów wykorzystało sample z nagrania w swoich projektach.

 

Piosenka została również wykorzystana w kilku filmach: w 2009 r. w remake'u musicalu "Fame", w filmie Disney pt. "Hocus Pocus" (ze zmienionym tekstem śpiewa ją Bette Midler), w dramacie "Nowhere Boy" z 2010 r. (opowiadającym o młodych latach Johna Lennona) oraz w jednym z odcinków "Simpsonów" (kiedy Lisa uczestniczy w Spellolimpiadzie).

 

 

 

 

Jedna z najsłynniejszych wersji przeboju została nagrana przez Ninę Simone w roku 1965. W jej wykonaniu jest to powolna, ballada bluesowo-soulowa (pewnie jest taka jaka miała być pierwotnie w wykonaniu Jaya) i mimo, że piosenka traci tu ze swojej zwierzęcej sexualności, to głos Niny dobrze uwypukla cały ból i obsesje zawarte w utworze.

 

 

 

Zespół Creedence Clearwater Revival włączył piosenke do swojego repertuaru i wykonał ją na rockowo na legendarnym festiwalu Woodstock w 1969 r.

 

 


Bryan Ferry nagrywając utwór w 1993 r. sprawił że przeżyła ona swoje odrodzenie. Jego wersja ma w sobie dużą ilość elektroniki i romantyzmu.

 

 

 

 

Wersja Marilyn Mansona z 1995 r. mrozi krew w żyłach. Pamiętam jak usłyszałam ją pierwszy raz oglądając "Zagubioną autostradę" Davida Lyncha, na którego soundtracku się znalazła... Ciarki na plecach mam do dzisiaj:

 

 

 

W 1998 r. utwór został nagrany przez Sonique w wersji tanecznej. Okazuje się, że w takiej postaci piosenka też ma moc.

 

 

 

Niedawno, w 2010 r. Shane MacGowan wykorzystał ten utwór nagrywając go wraz z przyjaciółmi (niebyle jakimi bo byli wśród nich m. in. Chrissie Hynde, Nick Cave, Johnny Depp, Glen Matlock, Mick Jones) na rzecz poszkodowanych w wyniku trzęsienia ziemi na Haiti.

 

sobota, 26 marca 2011

Żyjemy w tak wymagających czasach, że dziś nawet zwykłe akcesoria kuchenne, aby być atrakcyjne nie mogą być jedynie ładne i funkcjonalne. Dzisiaj te, wydawałoby się, prozaiczne przedmioty stały się designersko wyrafinowane.

 

Miło jest otaczać się pięknymi rzeczami, więc trzymam kciuki, aby ten trend się utrzymał i stał się na tyle powszechny (i przystępny cenowo), żeby mógł być codziennością w kuchniach zwykłych śmiertelników i nikogo tam nie dziwił.

 

 

kitchen design

piątek, 25 marca 2011

Drew Tal to fotograf, który dzieciństwo spędził w Izraelu lat 60-tych, będącym wtedy tyglem narodowości, kultur i religii. W późnijszym okresie Drew podróżował po Europie, Azji, Afryce i obu Amerykach, aby wreszcie osiąść w Nowym Jorku i zająć się fotografią modową. Ta jednak nie przynosiła mu satysfakcji twórczej. Drew cały czas ciągnęło do artystycznych poszukiwań zainspirowanych podróżami i egzotyką innych kultur.

 

W takich zdjęciach jak te poniżej artysta spełnia się najbardziej. Są one dla niego pasją i źródłem satysfakcji. Fotograf przetwarza swoje zdjęcia za pomocą komputera, tworząc w ten sposób grafiki, które spotykają się gdzieś pomiędzy fotografią i malarstwem, a następnie drukuje je na materiałach o różnch strukturach, takich jak papier czerpany, płótno, jedwab czy metal. Te zabiegi nadają jego sztuce głębi i zwiększają jej duchowo-mistyczny, prowokacyjny charakter.

 

drew tal

czwartek, 24 marca 2011

terry pratchett

 

„Amerykańscy pisarze wierzą, że można zmienić świat,
Brytyjscy starają się nie spieprzyć tego, co jest”

Terry Pratchett

 


Terry Pratchett jest jednym z najpopularniejszych współczesnych twórców fantasy. Swoją karierę zawodową zaczynał (podobnie jak jego młodszy kolega, Neil Gaiman, z którym później współpracował) od pracy dziennikarskiej, co w międzyczasie nie przeszkadzało mu w działalności literackiej.

W swoim dorobku ma zarówno powieści fantasy jak i science fiction, które tworzył od 13 roku życia. Jednak przełom w karierze autora nastąpił dopiero w latach 80-tych, kiedy opublikował on pierwsze powieści, w których stworzył swój unikalny fantastyczny Świat Dysku. Wtedy twórca poświęcił się pisaniu całkowicie - od tej pory kończył średnio dwie książki rocznie. Niezwykła kraina Pratchetta, w której dzieje się akcja większości jego książek, skonstruowana jest na podstawie pomysłu ze starożytnych wierzeń: Świat Dysku wsparty jest na grzbietach czterech słoni stojących na skorupie wielkiego żółwia A’Tuina. W tych opowieściach Pratchett bacznie przygląda się realiom współczesnego świata, które ubiera w humorystyczno-fantastyczną otoczkę. Autor nie ukrywa, że wpływ na jego dzieła ma współczesna kultura. Nawiązania do niej są głównym źródłem jego ciętego humoru. Cykl opowieści o bohaterach tego świata przyniósł pisarzowi uznanie na całym świecie. Jego książki zostały przetłumaczone na 33 języki i sprzedane w ponad 40 milionach egzemplarzy.

Pisarz za zasługi dla literatury w 1998 r. został udekorowany przez królową angielską Orderem Imperium Brytyjskiego a w roku 2008 otrzymał tytuł szlachecki Sir.

 

Terry Pratchett jest znany ze swojego zamiłowania do noszenia czarnych kapeluszy. Był jednym z pierwszych pisarzy używających Internetu do komunikowania się ze swoimi fanami (od 1992 współpracuje przy prowadzeniu usenetowej grupy dyskusyjnej alt.fan.pratchett). Jest także zapalonym graczem komputerowym - współpracował z zespołami programistów tworzących gry na podstawie jego prac. W 2007 r.Terry Pratchett podał na swojej stronie internetowej szokującą informację o tym, że rozpoznano u niego rzadką odmianę choroby Alzheimera.

 

 


 

carpe jugulum

"Carpe jugulum" - tytuł powieści oznacza ni mniej, ni więcej tylko "chwytaj za gardło", co już zdradza jaki będzie jej temat. Wampiry - wstrętne bestie, które czyhają tylko, aby dobrać sie do ludzkich gardeł i zrobić sobie drinka z ich krwi. U Pratchetta jest nie inaczej, chociaż jego wampiry są bardzo nietypowe...

 

"Carpe jugulum" to humorystyczna opowiastka, której akcja rozgrywa się w sławetnym Świecie Dysku. Autor, jak to ma w zwyczaju komentuje i krytykuje tu współczesny świat, gdzie najdobitniej polaryzują się trzy poglądy: konserwatywno-religijny (aczkolwiek pełen wątpliwości) w powieści reprezentowany przez kapłana Wielce Oatsa, liberalno-wolnomyślicielski (ale skłaniający się ku tradycji) w postaci klanu wiedźm i na wskroś nowoczesny, podążający ślepo za modą, który reprezentują wampiry. Starcie tych trzech głównych typów bohaterów to tak naprawdę polemika autora między tymi trzema nurtami światopoglądowymi. Muszę przyznać, że pomysł ciekawy - gorzej z jego realizacją.

 

Najwiecej zarzutów mam tu do stylu w jakim napisana jest powieść. Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, redakcji czy pisarskiej maniery Pratchetta (to moja pierwsza książka tego autora, więc trudno mi ocenić), ale napisana jest ona bardzo chaotycznie co utrudnia czytanie - zwłaszcza w początkowej cześci, gdzie nagromadzonych jest mnóstwo wątków, które Pratchett namiętnie urywa po zaledwie kilku akapitach tekstu aby ni stąd, ni zowąd przejść do następnego motywu. To irytuje, bo dzięki temu czytelnik nie może w pełni wejść w klimat historii i zżyć się z bohaterami. Pózniej już jest na szczeście lepiej, ale choatyczny styl pozostaje. Pozostaje również wrażenie niedostatecznego poznania bohaterów, w rezultacie czego podczas lektury ich poczynania tak naprawdę jakoś niewiele mnie obchodziły... Historia mnie nie wciągnęla, zostało mi więc już tylko skupienie się na sławetnym pratchettowskim humorze i metaforyce obrazującej współczesność. Niestety, ani jedno ani drugie mnie nie uwiodło, tak więc lektura "Carpe jugulum" nie sprawiła, że dołącze do wiernych wyznawców prozy autora...

Pratchett powiedział kiedyś" "Ideałem są czytelnicy, których moje książki śmieszą, ale nie każdy może być ideałem..." No cóż, ja chyba tym ideałem nie jestem, ale być może błędem było rozpoczynanie lektury cyklu od środka.

 

 


 

going postal"Piekło pocztowe" ("Going Postal", reż. Jon Jones, 2010) - ten film to wizualne cudeńko. Jest niezywkle starannie sfilmowany: świetne zdjęcia, montaż i powalająca na kolana scenografia. Na ekranie przewija się plejada niezwykłych postaci, a perfekcyjny casting podbija efekt. Sama historia jest ciekawa i wciągająca - dzieje się w pratchettowskim Świecie Dysku i opowiada o przygodach byłego oszusta, sprytnego i wygadanego Moist'a von Lipwiga, który w wyniku wielu perypetii jest zmuszony do podjęcia pracy na podupadającej poczcie. Pratchett jako główny motyw obrał tu tematykę nowych technologii w komunikacji, przy pomocy której krytykuje krwiożerczy i bezwzględny kapitalizm dzisiejszego świata. "Piekło pocztowe" to film bardzo angielski i bardzo klimatyczny: ma mnóstwo smaczków (Szkoci w roli "crackerów", Pratchett w epizodzie jako listonosz), dobre tempo a odpowiednio stopniowane napięcie prowadzi do emocjonującego finału.

Wspaniałe widowisko - jak powiedział w pewnym momencie Reacher Gilt, czarny charakter opowieści. A od siebie dodam, że zrobiony jest z wielką pompą ;)

 

 

 


środa, 23 marca 2011

neil gaiman

 

Neil Gaiman to angielski twórca fantasy. Autor powieści, opowiadań i komiksów. W swojej twórczości świetnie łączy fantasy, science-fiction i grozę. Mimo, że artysta odżegnuje się od tego nurtu, to w Dictionary of Literery Biography jest on wymieniony jako jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy postmodernizmu.

 

Karierę rozpoczynał od działalności dziennikarskiej (wydał nawet biografię zespołu Duran-Duran), później wciągnęło go pisanie tekstów do swego chyba dzisiaj najsłynniejszego dzieła, czyli serii komiksów pt. Sandman. Od roku 1990 zajął się działalnością powieściopisarską, która rozpoczęła sie od współpracy z innym cenionym twórcą współczesnej fantastyki - Terrym Pratchettem. Gaiman był wielokrotnie nagradzany za swoją twórczość, m.in. prestiżową nagrodą Eisnera, nagrodą World Fantasy Award czy słynną nagrodą Hugo.


Zawsze chodzi ubrany na czarno i jest miłośnikiem kotów. Jako źródło inspiracji literackich wymienia Szekspira. Jest też twórcą tekstów piosenek zespołu The Flash Girls, a także prowadzi dziennik internetowy na swojej oficjalnej stronie.

 

 


 

coraline"Koralina i tajemnicze drzwi" ("Coraline", reż. Henry Selick, 2009) - świetna animacja zrealizowana w starej dobrej technice poklatkowej. Nieco burtonowska w odbiorze (Selick zresztą współpracował wcześniej z Burtonem), ale mniej "creepy", za to tak samo "scary".  W moim odczuciu Gaiman napisał rasową baśń: horrorową, psychologiczną, odnoszącą się do naszych archetypów i podświadomości, i przede wszystkim mądrą - taką jakie kiedyś spisywali bracia Grimm, tyle że osadzoną we współczesnych realiach.

Selick też spisał się nadzwyczaj dobrze przenosząc ją na ekran. Do stworzenia wizualnej estetyki bajki został zatrudniony japoński ilustrator i projektant Tadahiro Uesugi. Reżyser wybrał właśnie tego artystę ze wzglądu na jego charekterystyczny styl - Sellickowi zależało, aby nadał on postaciom graficzny wygląd nawiązujący do ilustracji z przełomu lat 50- i 60-tych. Twórcom animacji należą się wyrazy uznania za artyzm i pietyzm wykonania. W czasch kiedy tradycyjna animacja staje się archaiczna, Selick przy pracy nad filmem nie wyobrażał sobie użycia innej techniki - i chwała mu za to.  Nie widzę tu żadnej skuchy, panowie spisali się świetnie - czego chcieć więcej?

 

 

 


 

anansie boys "Chłopaki Anansiego" - tę powieśc czytałam już jakiś czas temu, więc nie będzie to opinia pisana na gorąco.

Powieść należy do gatunku zwanego urban fantasy i nie jest tak mroczna jakby to sugerowała okładka - jest za to humorystyczna, momentami groteskowa. Historia "Grubego Charlie'ego", który wcale nie jest gruby, dowiadującego się po śmierci ojca, że ten był bogiem oraz odnajdującego po latach zaginionego, złega brata nie zrobiła na mnie wrażenia.

Ta historia o boskiej rodzinie, różni się od zwykłych obyczajowych opowieści tylko niewielką domieszką magii i nie wnosi nic nowego w swojej wymowie. Podlanie odrobiną mistyki wątku o opowieściach i ich znaczeniu dla ludzi, to też dziesiąta woda po kisielu. Dla mnie za dużo tu socjologii, a za mało fantastyki. To tyle co pamiętam z lektury powieści, ale mogę też pamiętać źle - niestety nie sprawdzę tego teraz, bo książka nie spodobała mi się do tego stopnia, że zaraz po przeczytaniu sprzedałam ją na Allegro :]

 

 

 

 


 

stardust "Gwiezdny pył" ("Stardust", reż. Matthew Vaughn, 2007) - ten film mogłabym oglądać bez przerwy. Przepiękna baśń świetnie sfilmowana, z doskonałą obsadą, wielowątkową akcją i pełnokrwistymi postaciami mistrzowsko zagranymi przez gwiazdy kina. Mamy tu dużo humoru i wrażliwości składających się na piękną opowieść z przesłaniem, które nie drażni na końcu, bo cała historia ma swoją głębię i skrzy się od emocji. Co ciekawe Gaiman podejmuje tu wątki freudowskie, zwłaszcza - tak jak to było też w przypadku "Koraliny" - w odniesieini do kobiet. Fantastyczne kino w pełnym tego słowa znaczeniu.

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 22 marca 2011

jim blashfield

 

Podczas pisania poprzedniej notki uznałam, że Jim Blashfield (autor teledysku Michalea Jacksona do singla "Leave me alone") to twórca na tyle utalentowany i wyjątkowy, że warto poświęcić mu osobny wpis.

 

Twórczość Blashfielda obejmuje szeroki zakres działalności: od animacji poprzez reżyserię eksperymentalnych filmów wideo, aż po takie dziwne twory jak instalacje dźwiękowe. Jego dzieła były pokazywane w galeriach i na wielu międzynardowych wystawach i festiwalach. Blashfield jest płodnym, pracowitym i wciąż aktywnym artystą. Z jego pracą można zapoznać się na stronie, ja skupię się na animacjach, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

 

Zanim Blashfield zajął się reżyserią wideoclipów, na początku lat 80-tych stworzył animację pt. "Suspocious circumstances" ("Podejrzane okoliczności"). Opisywany jako "a detective story ala Salvador Dali and Betty Crocker" film ocieka surrealizm.

 

 

 

Powyższa animacja okazała sie przełomowa dla artysty, bo to ten film przekonał muzyków z zespołu Talking Heads aby powierzyli mu reżyserię ich wideoklipu do singla "And She Was" (1985 r.)

 

 

 

Po tym wideoclipie Jim Blashfield stał sie na tyle uznanym artystą, że zaczął otrzymywać propozycje od największych tuzów muzycznych. W latach 80-tych tworzył dla takich artystów jak Joni Mitchell  ("Good friends")

 

 

 

Paul Simon "The Boy In The Bubble"

 

 

 

Tears for Fears "Sowing the seeds of love"

 

 

 

Po roku 1990 Blashfield porzucił komercję i skupił się na pracy nad ekspermyntalnymi animacjami i filmami krotkometrażowymi.


 

 

 

 
1 , 2 , 3