DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

piątek, 30 kwietnia 2010

Dom Alberta Einsteina w Caputh pod Poczdamem, zaprojektowany został przez młodego projektanta Konrada Wachsmanna, ucznia Hansa Poelziga (niemieckiego architekta i scenografa, przedstawiciela wczesnego modernizmu). Budynek ten jest rezultatem zaciętych sporów naukowca prowadzonych z architektem. Ze współpracy tak różnych osobowości, powstał budynek, który łączy tradycję i nowoczesność.

 

Historia tego domu zaczyna się w 1929 r., kiedy znany naukowiec i noblista obchodził swoje 50-te urodziny. Z tej okazji mieszkańcy Berlina postanowili obdarować zasłużonego rodaka i sprezentowali mu dom letniskowy w Caputh. Marzeniem Einsteina był zawsze dom z drewna, który stałby się dla niego enklawą spokoju i miejscem do kontemplacji. Kiedy młody architekt, Konrad Wachsmann dowiedział się o tym, zaoferował słynnemu fizykowi swoje usługi, sam bowiem z pasją specjalizował się w konstrukcjach drewnianych. Einstein przystał na tę propozycję, nie spodziewając się, jaką wojnę przyjdzie mu stoczyć, aby zamieszkać w wymarzonym, odciętym od świata domu. Ostateczna forma domu jest kompromisem pomiędzy ukochanym przez fizyka tradycjonalizmem a nowatorskim wówczas modernizmem.

 

einstein house

 

 

Na pierwszy rzut oka widać podział budynku na dwie odrębne stylowo części. Pierwsza część ze spadowym dachem i francuskimi oknami jest spełnieniem oczekiwań Einsteina, który chciał mieć dom zamknięty na świat z małymi pomieszczeniami. Einsteine modernistyczne obiekty nazywał "kartonowymi pudłami, w które włożono okna wystawowe" - Wachsmann natomiast, oczarowany bauhausem (jednym z odłamów niemieckiego modernizmu) próbował za wszelka cenę przewalczyć swój projekt, utrzymany w tym stylu. Kiedy mu się to nie udało zostawił Einsteina bez słowa komentarza z kolejną, ostatnią już wersją projektu, w której choć część budynku poświęcił temu stylowi. Uczony przystał na te propozycję.

 

einstein house

 

 

Pomieszczenia, każde z niszą do spania i zaopatrzone w umywalkę to pomysł Einsteina, który był zdania (podobnie jak Le Corbusier), że człowiek wyłącznie w odosobnieniu jest zdolny do pracy twórczej. Fizyk cieszył się nowym domem (o którym mawiał, że można w nim gwizdać na cały świat) jedynie przez dwa lata. Po dojściu w Niemczech faszystów do władzy wyjechał do Ameryki.

 

einstein house

 

 

Ambicją Wachsmanna było początkowo zaprojektowanie do tego domu również mebli w duchu funkcjonalizmu. Z braku czasu zamówił one je dla Einsteinów u Marcela Breuera (należącego do pierwszego rocznika studentów Bauhausu, architekta i projektanta wzornictwa przemysłowego), którego krzesło zaprojektowane dla rosyjskiego malarza Wassilija Kandinsky'ego, stało się ikoną bauhausu. Jego propozycje zostały również odrzucone przez Einsteina, jak i pierwsze projekty Wachsmanna. Ostatecznie powstało jedynie biurko i krzesło oraz regał - wszystkie one niestety zaginęły, Meble znajdujące się obecnie w tym zabytkowym domu to repliki, wykonane na specjalne zamówienie, na oficjalne otwarcie w 2005 r.

 

Na podstawie artykułu "Dom Einsteina."

czwartek, 29 kwietnia 2010

festiwal reklamy 2010

 

 

Dziś kończy się 6-ta edycja Polskiego Festiwalu Reklamy (9 kwietnia - 29 kwietnia 2010 r.) towarzyszącego rokrocznie Polskiemu Konkursowi Reklamy, a w tym roku dodatkowo konkursowi Media Trendy.


Dzięki współpracy z wieloma instytucjami i galeriami festiwal ten stał się wydarzeniem kulturalnym z licznymi wystawami, warsztatami dla dzieci, wykładami i konferencjami. W programie znalazły się m.in. wystawy: "Świetnograficzne. Polska grafika reklamowa 1918-1989", "Reklama w Polsce, Polska w reklamie, czyli 20 lat burzliwych przygód polskiej świadomości reklamowej"(przegląd dokonań branży reklamowej z ostatnich 20  lat, m.in. złota dwudziestka reklam drukowanych, filmy, reklamy nagradzane na festiwalach w kraju i zagranicą), "Brand Design Review 2010" (prezentująca projekty opakowań i logotypów z ostatnich lat) oraz "Ilustracja PL 2010".

 

festiwal reklamy 2010

 

 

Wystawa "Ilustracja PL 2010" prezentuje nowe trendy które pojawiły się we współczesnej polskiej ilustracji. Jej organizatorom zależało na jak najszerszym pokazaniu nowych kierunków. Prace skategoryzowano na ilustrację prasową/książkową, komiks, ilustrację reklamową i satyryczną. Wystawa także prezentuje film animowany i kategorię storyboard/shooting board, czyli rodzaj sztuki użytkowej, który zafunkcjonował w Polsce głównie dzięki reklamie. Na wystawie można zobaczyć m.in. prace Tomasza Bagińskiego, Marka Raczkowskiego, Andrzeja Mleczki, Wilhelma Sasnala, Agaty "Endo" Nowickiej, Przemka "Trust" Truścińskiego, Jana Kallwejta, Rafała Szczepaniaka, Tomasza Walenta, Tomka Sadurskiego, Jana Kozy, Krzysztofa Gawronkiewicza, Henryka Sawki. Wystawa jest czynna od 21 kwietnia i potrwa jeszcze do 5 maja 2010 r.

 

ilustracja pl 2010

 

Powyżej w kolejności prace: Jana Kallwejta "Abradab", "Dybuk" i "Rusek", Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej (x3), Agaty "Endo" Nowickiej "Endo_ready", Ady Buchholc "Ciasteczko-Ir", Ady Buchholc "Redhead" i "Traffic"

środa, 28 kwietnia 2010

Adbusterzy są jak Ghostbusters, walczący z duchami bohaterowie popularnej komedii z Billem Murray'em i Danem Aykroydem -  oni też walczą z czymś, co nas zalewa, co często przeszkadza i utrudnia życie. Jedyną różnicą jest to, że przeciwnik adbusterów jest realny i widoczny. Widać go wszędzie i właściwie na każdym naszym kroku. Ich wrogiem jest reklama.

 

class war

 

 

Ruch pogromców reklam zapoczątkowany został w Anglii w 1983 r., kiedy to powstała anarchistyczna organizacja o nazwie "Class War" kierowana przez Iana Bone'a. Działacze organizacji udając poważną firmę postanowili wypromować walkę klas jako produkt i styl życia. Członkowie "Class War" byli młodzi, sfrustrowani i dość mocno zaangażowani politycznie i społecznie. Walczyli z konsumeryzmem i korporacjami, ale krytykowali ruchy pokojowe i pacyfizm, argumentując to tym, że przemoc jest koniecznym elementem walki klasowej. Organizowali demonstracje, nawoływali do walki z klasą rządzącą i generalnie - chcieli zrobić rewolucję. I zrobili, ale w zupełnie innej dziedzinie niż zamierzali. Jednym z zakresów działalności, którą się zajmowali był druk ulotek i plakatów będących pastiszami komercyjnych reklam. Przerabiając hasło reklamowe Nike "Nike (TM). Just Do It", czyli "Po prostu zrób to" na "Class War (TM). Just Do It" sprawili, że narodził się tzw. subvertising (od słów "subversive" - wywrotowy i "advertising" - reklama) czyli przekręcenie, modyfikacja i karykatura znanych sloganów reklamowych, a dzięki ich przeróbkom reklam stali się pionerami adbustingu - kreatywnej walki z reklamą.

 

ian bone

 

 

Hasło adbusterów to "Odzyskajmy przestrzeń publiczną!". Ich prace polegające na przerabianiu haseł reklamowych lub deformacji reklam zupełnie zmieniają treść istniejących reklam przez co sprawiają,e że odbiorcy inaczej patrzą na komercję. Niekiedy są to działania niezgodne z prawem, dlatego adbusterzy mają też swoich przeciwników. Z krytyką spotyka się także forma ich działania: czasem zarzuca się adbusterem, że wykorzystują ten sam język, którym posługują się reklamy i media, co sprawia że - pośrednio -  promują wartości kapitalistyczne.  Jednak należy zauważyć, że wykorzystanie narzędzi kapitalizmu do walki z nim, to wręcz machiavelliczny pomysł...

 

Mój ulubiony ”Photoshop Adbusting” z Berlina stworzony przez artystów z grupy FTW-Crew (Mr. Tailon, Baveux Prod., Kone i Epoxy). Na wizerunki znanych gwiazdek zostały doklejone retuszerskie narzędzia Photoshopa, ze zdefiniowanymi opcjami typu "Nose -20%", "Tits da bitch" czy "Fat -40%". Rewelacyjny pomysł i takie samo poczcie humoru.

 

photoshop ad

 

 

Poprzez ośmieszenie i niszczenie pieczołowocie wypracowanego image'u marek adbusterzy pokazują ich prawdziwe oblicza. Budując skojarzenia z wyzyskiem azjatyckich pracowników, niszczeniem środowiska i innymi grzechami wielkich korporacji maja w rękach broń, ktora sprawia, że z pogromcami reklam liczą się największe marki. Adbusterzy organizując bojkoty firm i akcje na szeroką skalę, stali się  na tyle znaczący i wpływowowi, że ich działań obawiają się wielkie firmy typu GAP czy Nike.

 

Adbusting jako twórcza walka z reklamą dziś jest już poważnie traktowaną gałęzią sztuki nowoczesnej, pokazywaną w galeriach i na wystawach. W Kanadzie, od 1997 r. ukazuje się czasopismo "Adbuster". Na jego łamach można zobaczyć zdjęcia, grafiki i plakaty prezentujace ten tzw. „reklamowy wandalizm”, prześmiewcze artykuły na temat kultury popularnej i antypolityczne reklamy. "Adbuster" zapoczątkowało także ogólnoświatową akcję „Dnia bez zakupów” (Buy Nothing Day), która organizowana jest od 1991 r., zawsze w ostatnią sobotę listopda.

 

nike adbusting

adbusting

 

 

Polski adbusting też ma swój rozdział w tej historii.  Jedną z pierwszych polskich akcji antyreklamowych była ta gdzie na plakacie wyborczego Komitetu Obywatelskiego głoszącego "Wybrałem Solidarność" dopisywano hasło "To już twój problem, koleś". Dzisiejsze akcje są dużo odważniejsze. Z iście słowiańską brawurą najczęściej "atakowane" są właśnie billboardy polityczne, gdzie wizerunkom kandydatów w wyborach dorysowyje się "dymki" typu "Oddaj głos i spierdalaj", "A teraz, drogie dzieci pocałujcie misia w dupę".

 

Jednym z najważniejszych polskich środowisk adbustingu jest trójmiejska Radykalna Akcja Twórcza, która jak sama pisze jest nieformalną grupą podejmującą sporadycznie działania i incjatywy o charakterze artystyczno-wywrotowym. Celem ich akcji jest ingerencja w strukture tkanki miejskiej. a szczególnym ich upodobaniem cieszą sie billbordy, które z narzędzi propagandy zmieniane są przez nich w osobisty komentarz. Założeniem prac R.A.T.'u jest skłonienie odbiorców choć do chwili refleksji nad otaczającym światem.

 

rat ad

 

 

Warto też wspomnieć o ruchu Ichuj.org kolportującym nalepki z wulgarnym zwrotem, które można naklejać na billboardy celem dodania zaskakującej puenty do haseł reklamowych. Tak powstało znane już hasło:"Pół Polski kupuje w Biedronce. I chuj". Akcja miała być happeningiem, który zwróciłby uwagę na indoktrynację reklamową. Uczestnicy akcji pozostali anonimowi, jednak rozgłos, jaki zdobyli, trwa do dziś.



Nieco później, gdy nastała moda na posiadanie urządzeń Apple w sieci pojawiło się hasło „iMac? iPod? iTak Cię nie stać? iChuj!”, które miało za zadanie obnażyć falę bezmyślnej konsumpcji. Akcja była dość nośna i szybko się rozprzestrzeniła.

 

ichuj

 

 

Na pograniczu adbustingu działała też kilka lat temu Galeria Zewnętrzna AMS - ciekawy i nowatorski projekt non-profit, zainicjowany w 1998 roku przez poznańską firmę AMS SA, zajmującą się reklamą zewnętrzną.

 

Celem Galerii Zewętrznej było wspieranie wszelkich form sztuki rozgrywających się w przestrzeni publicznej, poza tradycyjnymi galeriami. Jej działoaność opierała się na wykorzystaniu typowo reklamowych mediów, jak billboard czy citylight. Co dwa, trzy miesiące na 400 billboardach w największych miastach Polski, Galeria pokazywała dzieło polskiego artysty, komentujące aktualne problemy społeczne. Wśród haseł widniejących na billboardach znalazły się m. in. "Kto nie kupuje, ten nie je" Pawła Jarodzkiego czy przekaz społeczny "Jak tu teraz żyć?" Marcina Maciejowskiego. W ten sposób swoje prace pokazało 19 artystów, m.in. Paweł Susid, Jadwiga Sawicka, Katarzyna Kozyra i Artur Widurski.

 

W 2002 r. Galeria zakończyła swoją działalność ale na tym pomyśle oparte zostały podobne galerie w innych miastach Polski, jak Galeria Otwarta w Krakowie, Galeria Rósz w Toruniu czy Galeria Twożywo w Warszawie.

 

ams

wtorek, 27 kwietnia 2010

Dwie różne sesje fotograficzne i dwie bardzo różne kobiety, a jednak te zdjęcia mają w sobie jakiś wspólny mianownik.

 

Ascetyczne tło, gra świateł i cieni, i niezwykłe, kosmiczne wręcz postacie jakby żywcem wyjęte z innego świata, które zdominowały kadry, nadają tym fotografiom niepokojący klimat dziwnego snu.

 

Grace Jones na zdjęciach jugosłowiańskiego fotografa Andrea Klarina. Warto wejść na jego stronę.

 

grace jones

 

 

A to już edytorial pt. “In My Room” z hiszpańskiego magazynu NEO2, autorstwa artystów ze studia Ipsum Planet.

 

in my room

niedziela, 25 kwietnia 2010

U zarania dziejów, że tak zacznę górnolotnie ;), kiedy rodził się świat, który znamy, z którego wszyscy wyrastamy i czerpiemy pełnymi garściami, czyli krótko mówiąc kiedy kształtowała się współczesna popkultura, istniał trochę inny od naszego świat. Być może nie tak bardzo zdominowany technologią i mediami, może bardziej humanistyczny i skupiony na człowieku. Powojenne czasy, w których świat odradzał się z popiołów miały w sobie ogromny potencjał i niesamowitą energię. Klasyczne jeszcze lata 40-te, konserwatywne 50-te, przełomowe i absolutnie rewolucyjne pod każdym względem 60-te, kolorowe a jednocześnie trudne i refleksyjne (moje ulubione) lata 70-te, plastikowo-korporacyjne i powierzchowne 80-te no i brudne, grunge'owe 90-te... Dziś na te lata, przefiltrowane przez czas patrzymy z sentymentem, wydają nam się one fascynujące, ale jakby za mgłą, bo ten świat i ci ludzie powoli oddalają się i stają historią - a szkoda bo warto o nich pamiętać.

 

Jakiś czas temu, w jakimś wywiadzie Maciej Parowski, pisarz i dziennikarz związany z fantastyką naukową, powiedział:

 

 

Przeczytałem w internecie fajne hasełko: "Wszystko, co wiem o życiu, wiem z gier RPG". W odpowiedzi na twoje pytanie delikatnie bym je zmodyfikował - do życia dodałbym sztukę, a RPG zamienił na popkulturę. Słuchaj, po wielkich ideach XX wieku oprowadzało mnie kino, najwięcej o swojej religii dowiedziałem się z Przygód księdza Browna Chestertona, a to była popkultura. Długo za pisarza swojego życia uważałem Conrada, a on robił trochę tylko podrasowaną artystycznie popularną powieść marynistyczną. Naukowe paradoksy miałem u Lema i Lewisa Carolla, który zrobił bajeczkę dla dziewczynki w za krótkiej spódniczce. Wszystkie moje fascynujące wysokie i niskie lektury wróciły do mnie w erudycyjnych nowelach Borgesa, które w jakiejś tam warstwie są prozą kryminalną. Tematykę religijną, artystyczny eksperyment miałem w Pulp Fiction Tarantino... Możesz fantastykę nazwać popkultura, ona od tego nie zmaleje, bo w naszych czasach popkultura oznacza kulturalne życie.



Wywiad zatutułowano znamiennie: "Wszystko, co ważne, wiem z popkultury" i pod tym nośnym hasłem mogłabym sie podpisać (właściwie to najchętniej widziałabym je w nieistniejącym jeszcze nagłówku graficznym bloga, o którym myślę od początku jego powstania ;)

 

Z wszystkich tych powodów, drugi rok istnienia bloga chciałabym zaingurowac cyklem, który choć trochę przybliży ludzi i rzeczy, które kiedyś miały znaczenie i wywarły ogromny wpływ na świat, w jakim dziś egzystujemy i które też ukształtowały skromną autorkę niniejszego "blogaska."

 

popculture

sobota, 24 kwietnia 2010

Zwykle o kredkach myślimy jako o narzędziach pomagających w tworzeniu. Kilku artystów postanowiło zmienić ten tok myślenia i wykorzystało kredki jako tworzywa. Z całkiem niezłym skutkiem.

 

 

Biżuteria z kredek? Czemu nie! Marka Corazon de Galleta stworzyła naszyjniki i pierścionki wykonane z kredek.

 

kredki corazon

 

Włoska projektantka Maria Cristina Bellucci, która przez kilka lat pracowała jako kostiumolog teatralny, także stworzyła z kredek niebywałą biżuterię.

 

maria bellucci

 

Świetny pomysł na przeuroczą bizuterię kolczyki miała też Huiyitan:

 

Studio Boex 3D Creative Solutions postanowiło przełamac nudę biurowych mebli. Poniżej różowiutka ławka, niczym łoże fakira. Zrobiono ją z 1600 ołowków, z których każdy może być w łatwy sposób z niej wydobyty i stać sie gotowym do użytku zwykłym narzędziem pracy.

 

boex studio

 

 

Kredkowe rzeźby stworzone przez Jennifer Maestre, artystkę z południowej Afryki, inspirowane są głównie podmorską fauną.

 

jennifer maestre

 

 

Wieszak z "ołówków" zaprojektowany przez studio Banal Extra.

 

banal extra

 

 

 

 

Artysta zwany GhostPatrol powierzchnię kredek wybrał sobie za podobrazie do swojej twórczości.

 

ghostpatrol

 

 

Christian Faur i jego "puentylistyczne" dzieła z kredek świecowych.

 

christian faur

 

 

Drzewno-ołówkowe rzeźby Jonny Pohjalainen:

Spy to streetartowy artysta z Madrytu. Poniżej jedna z jego prac:

 

spy street art

 

 

Precyzyjne robota Daltona Ghetti:

Dalton Ghetti

 

A tu coś dla łasuchów. Ta oryginalna posypka do tortów i ciast w postaci czekoladowych ołówków z różnych rodzajów czekolady, z dołączoną do nich temperówką, to efekt współpracy Japończyków: cukiernika Tsujiguchi Hironobu i designera Oki Sato.

 

chocolate pencil

 

 

"Świecówkowe" rzeżby autorstwa Diem Chau:

 

Diem Chau

A tu już kredkowe rzeźby amerykańskiego artysty Herba Williamsa:

 

herb williams

 

 

Świecowe "wycinanki" kolejnego amerykanina, Peta Goldlusta.

 

pete goldust

 

 

I podobne twory, ale tym razem z ołówków, znalezione na tej stronie.

 

pencil sculptures

 

 

Nie wiem, gdzie znajduje się ten płot ale zachwyca swoją bajkowością:

 

A dla tych, którzy sami chcieliby spróbować kredkowej sztuki, projekt "500 Colored Pencils". Firma Felissimo wpadła na pomysł, żeby kredki pogrupowane w kolorystyczne komplety sprzedawać... w prenumeracie. W ciągu 20 miesięcy można zaopatrzyć się w 25 pobudzajacych wyobraźnię i kreatywnowść zestawów.

 

500 colored pencils

Blue - bo czasem jest smutny a często melancholijny,

 

Red - bo nie brakuje w nim emocji,

 

Porter - to z franc. "przynosić" "nosić w sobie" ale także "mieć zasięg", "wywrzeć skutek", "oszałamiać" i "wspierać się",

 

a z "braku" tłumaczyłam się tutaj.

 

Dziś mija rok od założenia "blogaska" więc czas na jakieś podsumowanie.

 

W ciągu tego roku stronę odwiedziło 79 009  osób wg. statystyk Bloxa, a 45 180 wg. statystyk STAT4U (nie wiem skąd tak duże rozbieżności). Najpopularniejszymi notkami okazały się wpisy o Edie Sedgwick, małych pomocnikach i przedmiotach-duchach. Najwiecej wpisów powstało w kategoriach design, fotografia i wnętrza. Wchodzący z wyszukiwarek najczęściej szukali tu informacji o Uschi Obermaier, Klubie 27, Antonim Starowieyskim, a najczęstsze słowa kluczowe, które sprowadzały tu zbłąkanych wędrowców to uschi, krzesła i olaf.  Najwiecej wejśc z zagramanicy blog zaliczył z takich państw jak Wielka Brytania, Niemcy i Holandia.

 

W ciągu tego roku blogasek trzy razy zyskał uznanie niewiemkogo wszechmogącego (pewnie wyrazy podziękowania należy składać w ręce szanownych adminów) i dwa razy znalazł się na stronie głównej Gazety Wyborczej, dzięki notkom o szalonych mebelkach i stylowym podsumowaniu dekady, a raz wśród promowanych na głównej stronie Bloxa, za sprawą notki o tym jak sucho ma ta palma (no). Z rzeczy, którymi nie ma się co chwalić: przez cały rok blog nie doczekał się oprawy graficznej w postaci górnego bannerka, o którym myślę od samego początku. Póki co, na razie myślę i jeszcze przez jakiś czas "brak" pozostanie wybrakowany i minimalistyczny.

 

A tymczasem, czas oblać urodziny:

 

porter beer

środa, 21 kwietnia 2010

I need someone to show me the things in life that I can't find
I can't see the things that make true happiness, I must be blind

 


Dawno, dawno temu kiedy mnie, a tym bardziej pewnie większości zaglądających tu czytelników nie było na świecie, narodził się potwór o stu twarzach. Niczym Zeus dla Ateny, ojcem i jednocześnie matką tego wybryku natury, był zespół współdowodzony przez pana, który dziś powszechnie jest znany ze swojego otępienia starczego (wtedy też był nieco otępiały, ale z zupełnie innych powodów). Dla tych, którzy patrząc dziś na Ozzy'ego Osbourna i jego rodzinkę, zastanawiają się o co chodzi powiem, że ten człowiek razem z kolegami z legendarnego Black Sabbath stworzył podwaliny czegoś co dziś nazywa się heavy metalem (a który to chyba niestety jest już legendą), czyli znaczącej części współczesnej popkultury.

 

Nie będzie też paranoją jeśli napiszę, że bez niego i kolesi z jego zespołu, nie byłoby również ogromnej części dzisiejszego rocka:

 

Ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czy nowe technolgie są dla nas błogasławieństwem czy też przekleństwem, ale dla wszystkich zmęczonych nimi mam dwa filmiki.

 

Kanadyjski oddział miedzynarodwej agencji reklamowej TBWA przygotwał świetny spot bijący na alarm, o tym jak współczesne społeczeństwa zmierzeją ku katastrofie:

 

 

 

A tu piosenka, która od dłuższego czasu za mną chodzi. Całkiem przypadkowo traktująca o podobnym problemie:

 

Baby this a new age

Jeśli diamenty są najlepszymi przyjaciółmi kobiet, to ich najlepszymi przyjaciółkami są, bez wątpienia, bohaterki dzisiejszego wpisu.

 

Podobne dwie najpowszechniejsze obsesje kobiet, to te na punkcie butów i torebek. Ja do buciarskiej obsesji chyba jeszcze nie dorosłam, za to do torebkowej niebezpiecznie się zbliżam...

 

Projektanci dobrze znają te dwie słabości kobiet i rozpieszczają nas niezliczoną ilością wzorów i niesamowitych pomysłów nie tylko butów, gdzie od jakiegoś czasu obserwujemy swoistą klęskę urodzaju, ale i torebek. Na zestawieniu poniżej można wypatrzeć markowe torebki Louis Vuitton przypominajace worki na śmieci, torebki hybrydy w połączeniu z rękawiczką, torebki Marca Jacobsa obszyte kulkami z futra, torebki jak perły czy muszle. Jest nawet bagTV czyli multimedialna torebka z wyświetlaczem LCD, na którym możemy oglądać pliki wideo, słuchać muzyki i oglądać zdjęcia.

 

design bags

 
1 , 2 , 3