DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

wtorek, 31 maja 2011

"No object is so beautiful that, under certain conditions, it will not look ugly"

Oscar Wilde



21 maja w Los Angeles zainaugurowano wystawę fotograficzną, która ściągnęła tłumy. Organizatorzy dobrze wiedzieli co robią, otwierajac tę wystawę właśnie w tym targowisku próżności jakim jest Miasto Aniołów, bo wystawa o powierzchownym pięknie jest tu jak najbardziej na miejscu. Na otwarcie wystawy przybyły między innymi Katie Holmes, Halle Berry, Daryl Hannah, Jamie Lee Curtis i Gisele Bundchen. 

 

"Beauty CULTure" to ekspozycja fotografii, które zdają się zadawać pytanie czym jest piękno w popkulturze. W ramach wystawy pokazano zdjęcia poand 100 znanych na całym świecie fotografików od Man Raya do Davida LaChapelle'a, którzy uchwycili różne idee nowoczesnego kobiecego piękna. Ta wystawa to przekrojowy, ale także i krytyczny przegląd konanów urody nowoczesnego świata, który zachęca do refleksji. W ramach ekspozycji można obejrzeć krótki film dokumentalny, w którym o pięknie mówią znani fotograficy, modelki, historycy, a także ludzie uznani za najpiękniejszych na świecie.

 

Podobno piękno jest w oku patrzącego, a więc popatrzmy:


beauty culture

fot. Annenberg Space, Fred Prouser

poniedziałek, 30 maja 2011

Dzisiaj, w dobie zaawansowanych technologii, kiedy wysokiej jakości grafika komputerowa atakuje nas z każdej strony, jest obecna w filmach, reklamie, edukacji i tak powszechna, że przechodzimy obok niej obojętnie nawet nie zauważając jej istnienia, pewnie niektórym trudno uwierzyć w to, że dawno, dawno temu komputery działały głównie w trybie tekstowym. Ponure czasy, kiedy monitory straszyły czarnymi ekranami, upstrzonymi jasnymi znakami i nie było nawet okienek...

 

Jednak, jako że człowek to zwierzę kochające obrazki już od czasów prehistorycznych, ten stan rzeczy nie przeszkodził mu w tworzeniu obrazków komputerowych, nawet mimo nieistnienia programów graficznych. Pod koniec lat 60-tych powstał rodzaj sztuki zwany semigrafiką. Był to sposób tworzenia bardzo prostych rysunków w programach komputerowych, w których pracuje się z tekstem (np. edytory, programy pocztowe, itp.). Rysunki te układano za pomocą znaków ASCII (stąd ich potoczna nazwa ASCII-Art) stawianych na obszarze o stałej szerokości kolumn (stałej ilości znaków w każdym wierszu) oraz o stałej wysokości znaków (tym samym stopniu pisma). Przy pomocy semigrafiki możliwe jest rysowanie zarówno obiektów prostych jak ramki i linie, jak i bardziej złożonych, dających złudzenie cieniowania.

 

ascii art

 

 

Trend tworzenia takich grafik szybko rozprzestrzenił się wśród młodych zapaleńców komputerowych, którzy prześcigali się w wykonywaniu jak najbardziej skomplikowanych i rozbudowanych ASCII-Artów, dłubanych mozolnie znak po znaku. Do takiej twórczości trzeba było mieć dużą wyobraźnię, rozwinięty zmysł planowania i sporo cierpliwości. Jeszcze nie tak dawno, posiadanie własnoręcznie stworzonego graficznego podpisu w sygnaturce wysyłanych maili czy postów to był niezły szpan. Dziś, rzadko komu chce się tworzyć takie obrazki, ale echa tamtego trendu przetrwały do naszych czasów, czego dowodem są popularne emotikony, bedące niczym innym jak właśnie prostymi ASCII-Artami.

 

ascii art

 

Z czasem zaczęto tworzyć programy graficzne, które umożliwiały prztwarzanie zdjęć w obrazki stworzone ze znaków tekstowych. Jednak te grafiki wśród prawdziwych twórców ASCII-artów nie znalazły uznania, a wręcz przeciwnie.

 

Nazwanie takiego obrazka ASCII-Artem w obecności maniaka mozolnego dłubania, to byłaby zniewaga, wymagająca krwi:

 

not ascii art 



 

Mimo, że dziś tworzenie semigrafik nie jest popularne, to nie należą one jeszcze do reliktów komputerowej przeszłości - ASCII-Arty zyją, mają się dobrze a nawet mam wrażenie, że inspirują do tworzenia nowych kreatywnych trendów nie tylko graficznych ale i ...wnętrzarskich.

 

 

Twórcy kanadyjskiej witryny internetowej Postretext, zdają się czerpać z tej tradycji tworzenia obrazków za pomocą tekstu. Tchnęli oni jednak w ten pomysł nową, unikalną wartość tworząc ...postery literackie. Ich plakaty również składają się wyłącznie ze znaków tekstowych, jednak są to jakby semiografiki w negatywie: obrazek to puste pole, natomiast tło oblewające go to drobne literki. Nie są to literki przypadkowe, ale teksty z książek, które ilustruje grafika z danego plakatu.

 

Dzięki takim plakatom nie trzeba kupować ogromnych regałów, żeby mieć ulubione książki na własność. ;) Plakaty są ogromne (ich szerokosc jest zbliżona do 1 metra), a twórcy starają się je projektować w taki sposób, aby zmieścił się na nich cały tekst książki. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, bo cała zabawa polega na tym aby słowa były czytelne. Twórcy oferują również zaprojektowanie plakatów na zamówienie, wystarczy sobie tylko wybrać ulubioną książkę a oni już oprawią odpowiednią grafikę w tysiące słów...

 

Poniżej plakaty do książek: 20 000 mil podwodnej zeglugi, Biblia, Alicja w krainie czarów, Wielki Gatsby, Moby Dick, Piotruś Pan, Drakula, Przygody Sherlocka Holmesa.


postertext

niedziela, 29 maja 2011

Nagłe pogorszenie pogody pewnie pokrzyżowało wiele weekendowych planów wyjazdu nad wodę. W ramach pocieszenia dla wszystkich, którzy nie mogą doczekać się lata, kilka obrazków skąpanych w słońcu i wodzie. A na osłodę gwiazdy w nietypowych odsłonach...

 

 

Król jest nagi ...no, prawie. Elvis Presley na hawajskiej plaży, podczas przerwy w kręceniu filmu Blue Hawaii (1961).

 

elvis presley


 

Beatlesi chlapią na plaży w Miami, starszym paniom to nie przeszkadza (1964).

 

 beatles

 

 

Wysportowany Mick Jagger niechętnie pokazuje swoją muskulaturę na basenie w Savannah (amerykańskie tourne Rolling Stonesów, 1965).

 

 mick jagger

 



The Beach Boys jak najbardziej na swoim miejscu (Kalifornia, 1966).

 

beach boys 

 

 

Neil Young i chłopaki z Buffalo Springfield pod mostem (plaża w Kaliforni, 1967).

 

 buffalloa springfield

 

 

Robert Plant i road manager Led Zeppelin - Richard Cole na desce w Honolulu (1969)

 

led zeppelin 

 

 

Chłopcom z The Jackson 5 pewnie tata nie pozwolił się wykąpać (1971).

 

 the jacksons

 

 

Panowie z The Ramones wolą piwko od nurkowania w basenie (1976).

 

ramones 

 

 

Debbie Harry robi dziubek na plaży Coney Island na Brooklynie (Nowy Jork, 1978).

 

debbie harry 

 

 

Nie wiem, kto śmiał wrzucić Policjanta w ubraniu do wody, ale zważywszy na uśmiechniętą minę Stinga pewnie ujdzie mu to na sucho (Holandia, 1979).

 sting

 

The Beastie Boys udają machos na brooklinśkiej Coney Island. Nic z tego chłopaki, nie udało się schować za leżakiem tej dziecinnej piłki plażowej... (Nowy Jork, 1985).

 

beastie boys 

 

 

Członkowie AC/DC trochę nieśmiali w Brazylii (Ipanema, 1985).

 acdc

 

Ozzy Osbourne w tych gatkach nikogo nie przestraszy (mimo, że się stara), 1985.

 

 ozzy osbourne

 

 

Madonna na plaży w Malibu (Kalifornia 1989). Czyżby ciągle promocja True Blue?

 

 madonna

 

 

No Doubt bez wątpienia stylowo na Newport Beach (Kalifornia, 1989).

 

 no doubt

 

 

Prawdziwi metalowcy nie zdejmują glanów nawet nad basenem. Steve Harris moczy nogi bo jest u siebie. (Iron Maiden na basenie w domu Harrisa, 1995).

 iron maiden



Perry Farrell z Jane's Addiction łapie falę na Tavarua Island (Fiji, 2004).

 

 perry farrell

 

 

Rivers Cuomo z zespołu Weezer nie tapla się co prawda nad rzeką, ale i tak wygląda uroczo (plaża Santa Monica, Kalifornia, 2009).

 

rivers weezer 

 

 

Bruce Springsteen wygrzewa całkiem niezłe ciałko na plaży St. Barth (2010).


bruce sprengsteen
 

 

Ke$ha wzięła sobie do serca piosenkę Rebecki Black. Party, party, party i fun, fun, fun na basenie w hotelu Ruby Montana's Coral Sands Inn w Palm Springs, (Kalifornia, 2010).



 keisha

 

Justin Bieber w piance na Whale Beach w Sydney. W piance morskiej oczywiście, na piankę do golenia jeszcze dla niego za wcześnie (Australia, 2010).

 

 justin bieber

 

 

Eddie Vedder i jego deska (Waimea Bay w Haleiwa, Hawaje). Swoja drogą, zmężniał nam Edek..

 

eddie veder 

 

 

Kompletnie niezainteresowana rzeczywistością Amy Winehouse na basenie w Rio de Janeiro (Brazylia, 2011).

 

amy winehouse 

 zdjęcia via www.rollingstone.com

sobota, 28 maja 2011

Sesja fotograficzna pt. Bubble zrealizowana przez nowojorskiego fotografa Melvina Sokolsky'ego dla magazynu Harper’s Bazaar w 1963 r. to prawdziwa perełka. Te zdjęcia to kwintesencja fotografii artystycznej, a zarazem esencja ducha początku lat 60-tych, ówczesnej mody, a także fotografii ulicznej (spójrzcie na przyglądających się przechodniów). To naprawdę niezwykły dokument swoich czasów.

 

Zdjęcia zainspirowane zostały obrazem "Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Bosha, a także nurtem surrealizmu. Nad Paryżem, w gigantcznej bańce 'lewituje'  ulubiona modelka fotografa - Simone d'Aillencourt, która został ubrana w kreacje Diora z wiosennej kolekcji 63'.



bubbles series

bubbles series

W Toruniu właśnie odbywa się druga edycja Międzynarodowego Festiwalu Plakatu i Typografii  "Plaster" (nazwa powstała z połączenia polskiego i angielskiego brzmienia słów "plakat" i "poster"). W ramach festiwalu odbywają się wystawy, konferencja, warsztaty typograficzne, prelekcje, pokazy filmów oraz koncert multimedialny. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na sztukę plakatu, jako ważną dziedzinę twórczości i istotną formę oddziaływania na nasze otoczenie. Tegoroczna edycja ma pokazać, że projektowanie graficzne to dziedzina, która potrafi czerpać z dobrodziejstw nowoczesnych technologii i jednocześnie kontynuować znakomite tradycje. Ambicją organizatorów jest pokazanie najbardziej aktualnych zjawisk w dziedzinie plakatu i typografii.

 

Do prezentacji swoich prac na wystawach zaproszono wybitnego holenderskiego twórcę czcionek Martina Majoora, amerykańskiego designera i kaligrafa Eda Felli, a także polskiego plakacistę Władysława Plutę:

 

plaster torun

Po całym tygodniu męczącej pracy rodzącej stres i frustracje ;) oraz przytłaczających problemów dnia codziennego, które często budzą w nas mroczne, mordercze instynkty, człowiekowi należy się chwila wychnienia, relaksu i ukojenia.

 

Do poskromieniu w nas dzikich instynktów zaprzęgłam dziką naturę. Nie trzeba myśleć, wystarczy patrzeć:

 

animals

środa, 25 maja 2011

Moda męska to strasznie trudna rzecz. Nie znam się na niej jakoś specjalnie, ale obserwując wszystkich tych panów na ulicach, którzy próbują ją ogarnąć (bo przecież próbują, prawda?) widzę, ile sprawia im trudności. Biedactwa... Moda męska musi być naprawdę niełatwą i skomplikowaną sprawą. No bo skoro nawet mężczyzna, nie potrafi sobie z nią poradzić?...

 

Na szczęście panowie nie są zostawieni tak kompletnie sami sobie. Dziennikarz Josh Sims, wiedziony zapewne słynną męską solidarnością, stworzył dzieło wiekopomne, którego ludzkośc z wdzięczności zapewne długo mu nie zapomni. "Icons of Men's Style" to album punktujący w zwięzłych żołnierskich słowach i przejrzyście segregujacy wiadomości na temat trendów i stylu w męskim wydaniu. Sims przyjrzał się modzie męskiej z ostatnich dekad i wyodrębnił z niej klasyczne elementy garderoby, ukazując je na przykładzie ikonicznych męskich postaci popkultury ostatnich lat. Dobry ruch, no bo przecież, który przedstwiciel płci męskiej nie chciałby się choć trochę, troszeczkę updobnić do Gregory'ego Pecka?

 

men's style

fot. "Icons of Men's Style" Josh Sims



Jednak klasyka to nie wszystko. Obok ikonicznych przedmiotów będących fundamentami eleganckiego, męskiego stylu są jeszcze ciuchy kultowe, a te dwie cechy nie zawsze idą ze sobą w parze...

 

Sims wiedząc o tym, nie zapomniał o modzie ulicznej i zanalizował ją w pozycji pt. "Cult Streetwear." Książka nie ogranicza się tylko do opisów ubrań. Jest to także swego rodzaju przewodnik opowiadający o stylu życia, subkulturach oraz o marketingu, który na nie wpływa. Autor zaczyna swój przegląd od analizy korzeni czyli od amerykańskiej odzieży roboczej, a kończy na hip-hopie i globalnej komercjalizacji, nie zapominając przy tym o prześwietlenieu trendów w projektowaniu, kodach kulturowych kryjących się za ubraniami i brandingu, czyli metodach budowania wizerunku marki.

 

 cult street

PS: Naprawdę nie mam zielonego pojęcia dlaczego ten wpis na początku wyszedł mi taki ironiczny. Siadając do niego miałam zamiar po prostu napisać o modzie męskiej. :]

wtorek, 24 maja 2011

Frustracja to bardzo, bardzo zła rzecz. Rozwija się i dojrzewa powoli, aby później uderzyć znienacka. W skrajnych przypadkach prowadzi do dezorganizacji funkcji fizycznych i psychicznych. Wywołuje nieprzyjemne reakcje: ból, gniew, złość, nudę, irytację, lęk i inne formy dyskomfortu. Na szczęście są ludzie, którzy potrafią sobie z nią radzić - i to z pożytkiem dla innych, bo rodzą się z tego całkiem fajne rzeczy, które bawią, śmieszą i inspirują...

 

Graficy - to ludzie, którzy nawet tak przygnębiającą, ponurą rzecz jak wymieniona wyżej, potrafią przekuć w kreatywną twórczość. Dzięki przeciwnościom losu, brakowi weny twórczej, klientom którym daleko do profesjonalizmu rodzą się ilustracje, które dowcipnie puentują problemy z jakimi muszą zmagać się współcześni projektanci grafiki użytkowej.

 

 

Głównym źródłem frustracji grafika, przyprawiającym go o przyspieszony metabolizm magnezu i niepokojąco drgającą powiekę oka, są oczywiście nieocenieni klienci, którzy zwykle pragną aby zamówione przez nich projekty były na najwyższym poziomie, przy czym mają one być zrealizowane "na wczoraj" i praktyczne za tzw. darmochę.

Odpowiedź grafika, który w ten sposób zostaje postawiony pod ścianą, może być tylko jedna:

 

 

 

Na linii klient-wykonawca nierzadko też dochodzi do dziwnych nieporozumień, np. na tle kolorów (które przecież odgrywają niebagatelną role w projektach graficznych). Zwłaszcza, że podobno mężczyźni nie są w stanie dostrzec niuansów między poszczególnymi odcieniami barw, no a kobiety ...jak to kobiety:

 



 

Czasem też, zamawiającym np. taką małą, prostą rzecz jak logo firmy wydaje się, że nakład pracy i czasu pośwęconego jego projektowaniu jest bliski zeru, no bo przecież logo to tylko taki mały znaczek...

 

Graham Smith, brytyjski freelancer, na takie podejście do tematu ma brutalną odpowiedź. Inspiracją do tego typograficznego plakatu była podobno jedna z wypowiedzi jaką przeczytał na Twitterze:

 

 

 

Przyczyna takiego rozgoryczenia jest jedna i całkowicie zrozumiała: logo to jedna z trudniejszych i bardziej skomplikowanych rzeczy do zaprojektowania, jeśli chodzi o grafikę użytkową. Wiąże się ono nie tylko z formą, ale także z całą związaną z nim treścią, a więc odpowiedzialnością za przyszły wizerunek - a co za tym idzie, przychód firmy.

 

Jak na złość przy takich poważnych projektach, grafikom zdarzają się zaćmienia, blokady, spadki formy - jednym słowem presja odpowiedzialności, wypalenie lub milion innych czynników sprawia, że muza ich opuszcza. Na ten problem istnieje gotowe rozwiązanie przygotowane przez jednego z nich, do którego akurat muza przyleciała, i który postanowił przyjść w sukurs kolegom po fachu.

 

Po powiększeniu obrazka do rzeczywistych rozmiarów prawoklikiem, plakat stanie się czytelny (a może i w niektórych przypadkach pomocny? ;) )

 



 

Niestety rzeczywistość zwykle bywa brutalna... Nawet jeśli już grafik wespnie się na wyżyny designu i zaprojektuje przełomowe, robiące furorę logo na najwyższym poziomie, koledzy graficy wyposażeni w mniejszą ilość kreatywności nie pozwolą mu się długo nim cieszyć...

 

Plakat "Copyright Logo" to projekt Jacoba Cassa, który stworzył go, aby dać za bardzo "inspirującym się" projektantom trochę do myślenia, o tym jak cienka jest granica między sztuką, projektowaniem a nadmiernym insprowaniem się już istniejącymi projektami oraz o prawach autorskich, które za nimi stoją. W prawym dolnym rogu plakatu Jacob umieścił znane hasło Pabla Picassa "Dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną" - również do przemyślenia.



Copyright logo

Islandia ostatnio mnie prześladuje. Znajduję informację o niej, chociaż nie szukam, a wizerunki jej zimnych krajobrazów co jakiś czas rzucają mi się w oczy w różnych miejscach - ale wcale z tego powodu nie zamierzam narzekać, wręcz przeciwnie.

Niedawno w ręce wpadła mi powieść pt. Spójrz na mnie, autorstwa islandzkiej pisarki Yrsy Sigurdardottir. Jej książki już od debiutu w 1998 r. znajdują się nieprzerwanie na islandzkiej liście bestsellerów, a sama Yrsa została okrzyknięta "nową królową powieści kryminalnej" oraz "islandzką odpowiedzią na Stiega Larssona" (szwedzkiego autora słynnej trylogii Millenium, który w 2008 r. był drugim najlepiej sprzedającym się pisarzem na świecie).

 

Najnowsza książka Islandki to posępna i mroczna opowieść o przerażającej zbrodni, jaka miała miejsce w pewnym ośrodku dla niepełnosprawnych. Akcja powieści, już od samego początku uderza czytelnika przerażającymi faktami. Prolog wprowadza nas w życie rodziny, w której domu pojawia się duch prześladujący małego chłopca. Dalej mamy wprowadzenie w historię życia pedofila Josteinna, który to później staje się katalizatorem zdarzeń (mimo, że sam nie ma z nimi nic wspólnego) będących osią powieści. Josteinn, jako skazany za pedofilię pensjonariusz oddziału psychiatrycznego, poznaje na tymże oddziale Jacoba, chłopca z zespołem Downa, skazanego za podpalenie ośrodka rehabilitacyjnego i zabójstwo 5 osób. Z nieznanych nam bliżej powodów Josteinn  - którego autorka nakreśliła grubą kreską, jako postać bardzo antypatyczną, wręcz demoniczną - zleca prawniczce Thorze Gudmundsdottir wniesienie rewizji od wyroku Jacoba. Thora podejmując się przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie, odkrywa w jego wyniku ponure tajemnice z przeszłości, które przyprawiają o ciarki na plecach...

 

 

"Spójrz na mnie" to książka przenikliwie zimna. Chłód wyziera z każdej jej kartki i to dosłownie: praktycznie nie ma strony, na której nie wspomniano by o zimnym klimacie. Ale chłód książki przejawia się nie tylko w temperaturze za oknami domostw jej bohaterów. Równie ważny, a może nawet ważniejszy jest chłód emocjonalny, który cechuje niemalże wszystkie postaci (vide przerażająco bezemocjonalna rozmowa Thory z praktycznie bezdomnymi rodzicami). Dlatego właśnie ta historia, będąca połączeniem kryminału z horrorem jest ponura w dwójnasób. Przygnębiające są tu nie tylko makabryczne zdarzenia będące osią akcji, ale także całe otoczenie.

 

Wydarzenia opisane w powieści dzieją się w czasach jak najbardziej współczesnych, a więc tuż po głębokim kryzysie finansowym, jaki dopadł Islandię w 2008 r. Jego skutki odczuwają wszyscy bohaterowie powieści (od głównych postaci po osoby, które przewijają się na drugim planie), a wraz z nimi i czytelnicy, ponieważ powieść jest pełna opisów ubóstwa graniczącego z nędzą, bankructw i nagłego spadku stopy życiowej mieszkańców Islandii. Kryzys gospodarczy ma tu wpływ na całą otaczającą rzeczywistość: małżeństwa rozwodzą się w związku z nim, a radio podaje same złe wiadomości. Większość osób, pojawiających się w książce nosi znamiona depresji, a w niemalże każdej rozmowie między bohaterami pojawia się ten sam temat: frustracja nisko płatną pracą, niezadowolenie, przygnębienie i bieda.

 

Wspominam o tym nie bez powodu - ta sytuacja ma znaczący wpływ na klimat książki i stosunki między bohaterami. Odnosi się wrażenie, że mimo iż rzeczywistość jest brutalna i twarda, to ludzie w niej żyjący robią wszystko, aby ją sobie jeszcze utrudnić. Ludzie rozmawiają tu tylko o złych rzeczach, zatruwają się nawzajem pretensjami o ciężkie sytuacje jakie ich spotkały, wywołują w sobie skrywaną agresję (vide Thora, która ma ochotę "walić w szczęki" narzekających na swoje życie rozmówców, lub też jej nacechowane niewiarygodną wręcz wrogością i arogancją, stosunki w pracy z sekretarką zwaną przez nią "sekretarzycą"). Praktycznie rzecz biorąc, nie ma tu 'normalnych', pozytywnych stosunków międzyludzkich... To obyczajowe tło jest nie bez znaczenia, ponieważ dzięki niemu czytelnik ma szansę poczuć klimat realiów, w jakich dzieją się wydarzenia, a to właśnie dzięki tej sugestywności powieść jest tak przerażająca.

 

 spójrz na mnie

 

 

Akcja powieści przebiega wielotorowo. Głównym motywem jest śledztwo prowadzone przez Thorę, która powoli odkrywa coraz mroczniejsze fakty, ale równolegle do niego mamy tutaj (pozornie nie mające ze sobą wiele wspólnego) historie matki wspomnianego wyżej 5-cio latka nawiedzanego przez ducha, dziennikarza radiowego nękanego telefonami tajemniczego prześladowcy i dziwnej sparaliżowanej dziewczyny.

 

Najsłabszym, chociaż bardzo emocjonującym motywem jest tu główny wątek, czyli śledztwo prowadzone przez prawniczkę. Przebiega ono powoli i momentami przypomina detektywistyczną grę komputerową, w której postać w pewnym momencie zaczyna dreptać w miejscu, wracając co i rusz do tych samych bohaterów i zawsze zadając im niewłaściwe pytania - a przynajmniej nie takie jakie się narzucają i które zadałaby człowiek znający te fakty, które zna już Thora. W takich momentach miałam wrażenie, że autorka książki specjalnie rozciąga przebieg akcji, aby wypełnić wierszówkę. Zdecydowanie wątek kryminalny książki nie należy tu do tego rodzaju opowieści, w których detektyw jest mądrzejszy od czytelnika - a szkoda. Niedomyślność Thory jest tym bardziej irytująca, że autorka nakreśliła jej postać jako osobę bystrą, elokwentną, z dużą znajomością psychiki ludzkiej.

 

Autorka nie uchroniła się też przed dość rażącymi fabularnymi niedociągnięciami. Jej bohaterka znajduje tropy, ale je gubi: ignoruje je albo zwyczajnie o nich zapomina, jak to miało miejsce z identyfikacją IP anonimowego informatora... Nie zdradzę tu też znaczącego szczegółu, jeśli napiszę o wpadce z ilością mieszkańców spalonego ośrodka. Otóż, już na początku, na stronie 54-tej książki, Thora przeglądając akta sprawy dowiaduje się, że w ośrodku, razem z ocalałym oskarżonym o jego spalenie Jacobem, mieszkało sześciu pensjonariuszy, przy czym spaliło się jedynie czterech plus opiekujący się nimi sanitariusz. W raporcie z rozprawy sądowej Thorze nie udało się znaleźć niczego na temat losów szóstego mieszkańca, ale prawniczka notuje sobie skwapliwie tę informację, aby później przyjrzeć się jej bliżej. Po czym akcja rozwija się, Thora nie podejmuje tematu, gdy nagle na stronie 222-tej, wypytywany przez nią kolejny świadek, zupełnie przez przypadek napomyka o szóstym mieszkańcu. Reakcja Thory jest następująca:

 

"Co? - Thora nie potrafiła ukryć zdziwienia. Nigdzie o tym nie wspomniano. - I gdzie ona teraz jest? Ciekawe czy można z nią porozmawiac?"

 

Nie musze chyba dodawać, że moją reakcją na tę scenkę, było zdziwienie równe zdziwieniu Thory - aczkolwiek ze zgoła innego poowdu.

 

Mimo tych wpadek powieść jest ogromnie wciągająca. Pisarka ma bogatą wyobraźnię i potrafi pisać tak, że trudno przerwać czytanie, a atmosfera grozy, którą umiejętnie buduje dzięki swojemu warsztatowi, sprawia że włos się jeży na głowie... Autorka bryluje zwłaszcza podczas opisów wątku z duchem. Wymowne i przekonujące obrazowanie tej historii sprawia, że nawet opisy zapachu (a dokładniej, trupiego odoru) są tak wyraziste, że czytelnik niemalże go czuje. Szkoda tylko, że Yrsa tak mało miejsca poświęciła tym wydarzeniom (raptem trzy rozdziały).

 

Zakończenie powieści, w którym autorka zgrabnie spina klamrą wszystkie opisywane historie, zaskakuje tak jak powinien zaskakiwać każdy rasowy kryminał. Dzięki wprawnie mylonym poszlakom, trudno domyślić się w trakcie czytania, kto okaże się ostatecznym sprawcą zbrodni, bo podczas śledztwa niewiele wskazuje na właśnie takie, a nie inne rozwiązanie w finale. O zaskakujących faktach dowiadujemy się dopiero w końcówce powieści (chociaż można było dojść do nich wcześniej, ech gdyby tylko Thora zadawała nurtujące mnie od początku pytania właściwym osobom... ;) - no ale rozumiem: "wierszówka"). 

 

Dzięki dobrze wymyślonej historii, zręcznie skonstruowanej intrydze i mrożącej (dosłownie - zimno w tej Islandii niesamowicie i to praktycznie bez przerwy) krew w żyłach akcji, otrzymujemy dobrą, klimatyczną powieść, od której trudno się oderwać (mimo, że miejscami zaskakiwała w nie do końca taki sposób jakiego oczekuje się od kryminału ;).

niedziela, 22 maja 2011

"Być doskonałym", reż. James Bridges (1985 r.)



 

Wydawać by się mogło, że kult ciała to wymysł obecnych czasów, a fitness to jeden z kolejnych szatańskich wynalazków lat 80-tych. Jednak poniższe zdjecia z lat 20-tych XX wieku świadczą o czymś zupełnie innym. Okazuje się, że nasi pradziadkowie też lubili się solidnie spocić na siłowni i nie przerażały ich nawet urządzenia do ćwiczeń wyglądające jak narzędzia tortur.

 

A ja myślałam, że w tym temacie, czegoś budzącego większą grozę niż współczesne siłownie już nie da się wymyślić... ;)

 

 

żródło zdjęć: www.exerciseproper.com

 
1 , 2 , 3 , 4