DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

czwartek, 30 lipca 2009

tahoe

 

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że film "Nad jeziorem Tahoe" jest filmem dobrym. Jest głęboki, przejmujący i na pewno warty uwagi ale... No właśnie, jest jedno i to niebagatelne ale... Film trwa tylko niespełna godzinę i 20 min. ale była to najdłuższa niespełna półtoragodzina w moim życiu. Tak więc, jeśli ktoś ma ochotę spędzić trzy godziny w ciągu godziny z hakiem - serdecznie polecam, w innym przypadku hmm... oceńcie sami:

 

 

Meksykański reżyser Fernando Eimbcke w filmie porusza poważny temat dojrzewania w obliczu traumy. Głównym bohaterem jest tu nastolatek o imieniu Juan, który próbuje uciec. Już na przedmieściach _sennego_ (to słowo kluczowe) meksykańskiego miasteczka rozbija samochód. Na opustoszałej z pozoru i zalanej słońcem prowincji chłopak zaczyna szukać mechanika...

 

I tu zaczyna się dramat, bynajmniej nie Juana (bo jego dramat zaczął sie trochę wcześniej, ale o tym dowiemy się dopiero na końcu filmu). Dramat czyli zlepek dłuuuugich ujęć, zmontowanych w jeszcze dłuuuuuuższe sceny, w których kompletnie nic sie nie dzieje. Fakt, że zdjęcia są piękne, prowincjonalny Meksyk można oglądać godzinami, ale nie w filmie, który z definicji składa się z_ruchomych obrazków_ i od którego wymaga się jednak czegoś więcej. 
Minimalistyczna estetyka Eimbcke sprowadza się tu do tego, że:

 

Juan siedzi w sklepie i czeka na część do zepsutego samochodu:

 

 

Juan siedzi z bratem, a my razem z nimi:

 

 

Ciągle siedzą, co prawda w trochę innej konfiguracjia, ale pozycja jest ta sama:

 

 

No dobrze, tutaj sobie trochę pojeździli, ale tylko po to, żeby...

 

 

...usiąść i poczekac:

 

 

Siedzimy, i to niekonicznie z zaabsorbowaniem w oczach kolesia w żółtej koszulce... Otępienie Juana bardziej oddaje nasze odczucia:

 

 

Ciągle siedzimy... i nie ma co patrzeć w kierunku wskazanym przez kolesia, bo tam też nic się nie dzieje:

 

 

Nie, to nie powtórka tej samej sceny z początku filmu. Juan po prostu kolejny raz przyszedł do sklepu. Nadal oczywiście siedzi i czeka...

 

 

Nooo... tutaj sobie w końcu trochę pobiegał w związku z czynnym udziałem zwierzaka, który na szczęście niewiele sobie robił z niszowo-awangardowego scenariusza:

 

 

Kciuki w dół panowie, zwycięstwo jeszcze nie nadeszło: nadal przecież siedzicie...

 

 

...a nawet siedzicie i leżycie:

 

tahoe 1

 

 

Nie jestem zwolennikiem szybkiej, amerykańskiej akcji w stylu "Adrenaliny" ze Stathamem, ale ten film nawet Zannusi czy inny przedstawiciel filmowej szkoły polskiej, zawarłby w kilkunastominutowej etiudzie. Podsumowując: treść owszem jest spoko a nawet całkiem w porzo, ale nudna forma jest nie do przyjęcia.

Modesty Blaise to jedyna wśród kobiet, rywalka Jamesa Bonda - dzielna i piękna superagentka, która nie umie żyć bez ryzyka. Zawsze ubiera się niezwykle elegancko, jest bogata, mężczyzn traktuje instrumentalnie. Choć wiele wycierpiała a jej piękne ciało pokrywają blizny, jest znużona elegancją i luksusem i zanurza się w wir niebezpiecznych misji, współpracując z brytyjskimi służbami specjalnymi.

 

modesty blaise

 

 

Ogromną popularnością cieszyły i cieszą się nadal komiksy, których jest główną bohaterką. Wymyślił ją Brytyjczyk PeteraO'Donnell a narysował Jim Holdaway. Pierwszy odcinek o przygodach Modesty ukazał się w 1963 r. w londyńskiej gazecie "Evening Standard".

 

 

 

Modesty, jako feministyczna odpowiedź na Jamesa Bonda, w niedługim czasie stała się ikoną gatunku. Powstały o niej powieści, tomiki opowiadań i kilka fimów. Pierwszy to nakręcona w 1966 r. szpiegowska komedia Josepha Loseya "Modesty Blaise", która wywołała skrajne reakcje krytyki. Tytułową postać zagrała Monica Vitti. Producenci planowali cały cykl przygód superheroiny, ale wobec chłodnego przyjęcia przez publiczność przekornej stylizacji i wyrafinowanego humoru "Modesty Blaise" skończyło się na jednym filmie. Dziś wspomina się tę komedię jako kpinę z rozbuchanej konsumpcji i tandetnej kultury masowej, a także jako swoiste muzeum pop-artu, gdyż niemal wszystko tutaj - dekoracje, kostiumy, meble i fryzury - nosi piętno modnego wówczas stylu.

 

modesty vitti

 

 

Kolejny film to "Mam na imię Modesty" z 2004 r., gdzie w rolę Modesty wcieliła się Alexandra Staden. Producentem i pomysłodawcą filmu był sam Quentin Tarantino - fan Modesty. Wcześniej, lubujący sie w nawiązaniach, Quentin umieścil nawet książkę Petera O'Donnella w swoim kultowym "Pulp fiction" - uważny widz może zauwazyć, że czyta ją Vincent w toalecie.

 

my name is modesty

modesty

 

 

Warto dodać też, że Modesty Blaise wywarła duży wpływ na popkulturę, w tym na Chrisa Claremonta, znanego scenarzystę komiksowego (m.in. Hulk, X-Men, Star Trek), który "pod jej wpływem" stworzył silne i samodzielne kobiety, co wyróżniało go na tle innych twórców komiksów, których postaci kobiece przeważnie były słabe a jedynym ich zadaniem było pozwolić się uratować głównemu bohaterowi. Claremont zaczerpnął z Modesty szczególnie przy tworzeniu postaci Storm z "X-Menów" która w duzej mierze ją przypomina, również ich przeszłość jest podobna. Postacie Misty Knight i Colleen Wing wzorowane były również na Modesty.

 

 

 

Designerzy również czerpią inspirację z komiksu:

 

modesty design

środa, 29 lipca 2009

Oczywiście o Tomku Baginskim słychać najczęściej i najgłośniej, ale mamy też innych młodych, zdolnych animatorów odnoszących sukcesy na świecie, o których warto wspomnieć, jak np. Kuba Gryglicki - absolwent poznańskiej ASP (malarstwo i film animowany), stypendysta Ministra Kultury i Sztuki, malarz, ilustrator, animator. W swojej pracy posługuje się on zarówno technikami tradycyjnymi, jak i cyfrowymi.

 

Debiutował w 2007 r. autorskim (sam wyreżyserował i napisał scenariusz) "Alter Ego"  - filmem o błaźnie żyjącym na pustkowiu w starej wieży, w świecie pozorów i w nimbie fantazji na temat własnej wielkości. Animacja prezentowana była na ponad 30 festiwalach na całym świecie gdzie zdobyła kilka nagród (m.in. na polskim festiwalu Era Nowe Horyzonty).

 

 


W tym samym 2007 r. Gryglicki dołączył do kilkuosobowej grupy złożonej z rysowników, malarzy, teksturerów i animatorów z różnych stron świata, pracujących nad animacją "This Way Up". Jest to krótki film 3D, opowiadający w zabawny sposób o serii nieszczęśliwych wypadków, które spotykają dwóch karawaniarzy zmierzających ze zwłokami na cmentarz. Animacja w reżyserii Alana Smitha i Adama Foulkes'a była w 2009 r. nomianowana do Oscara (!) za najlepszy krótkometrażowy film animowany.

 

Caitlin Philips jest molem książkowym, uwielbia książki, uważa że są bardzo pożyteczne i... praktyczne. Caitlin bowiem, to artystka, która połączyła modę i sztukę użytkową z recyclingiem w dość nietypowy sposób: skalpelem odcina okładki książek od zawartości i... robi z nich torebki. Jak sama mówi nie ma wyrzutów sumienia, bo w książkach najważniejsze są słowa i przesłanie - tych nie niszczy, a nawet nie wyrzuca (zostawia je po prostu u siebie na strychu), a strona materialna książki i tak w końcu staje się przestarzała. Zawartość książki, Caitlin na życzenie klienta dodaje jako gratis do torebki lub często przekazuje dalej np. fundacjom przeciwdziałającym analfabetyzmowi, natomiast ciekawe ilustracje lądują u artystów tworzących kolaże. Większość książek, które przerabia to egzemplarze zniszczone lub wyrzucone przez właścicieli. Książki, które są cenne lub w dobrym stanie artystka oszczędza, natomiast chętnie robi torebki na zamówienie: z książek, które dostarczają jej klienci.

 caitlin bags

 

 

Caitlin zaraz po studiach postanowiła połączyć swoje uwielbienie dla książek z zamiłowaniem do szycia, majsterkowania i pasją recyclingu. Dziś torebki robią furorę, a pomysłowa Amerykanka jest właścicielką firmy Rebound Designs. Jej torebki kosztują od 100 do 250 dolarów. Najbardziej rozchwytywaną torebko-książką jest "Duma i uprzedzenie". 

 

Na zagranicznych forach takie torebki wzbudzją podziw i uznanie, na polskich - przeciwnie. Caitlin jest odsądzana od czci i wiary, wręcz wyzywana przezwiskami nie do powtórzenia - w imię szacunku dla książek, oczywiście. Jestem ciekawa, co Wy o tym sądzicie.

 

book bags

niedziela, 26 lipca 2009

Tak już jest ten świat urządzony, że to co się w nim najbardziej liczy to dobry pomysł: pomysł na życie, pomysł na siebie... Bez tego ani rusz. Poniżej kilka pomysłow mniejszego kalibru (bo na zwykłe torby), ale jakże spaktakularnych.

 

To się nazywa mieć w ręku dobry pomysł:

 

plastic bag design

bags funny


sobota, 25 lipca 2009

Steven Meisel - fotograf-wizjoner. Biją sie o niego najważniejsze pisma świata, jest siłą napędową magazynu "Vogue".

 

Wizjoner stał sie gwiazdorem wśród fotografów, kiedy osiem lat temu podpisał z "Vogue'iem" kontrakt na wyłączność, warty 2 miliony dolarów rocznie (najwięcej ze wszystkich fotografów na świecie). To on nadaje temu pismu ton i jest współtwórcą jego komercyjnego sukcesu.

 

meisel

 

 

Niedawno Anna Wintour dała mu wolną rękę w przygotowaniu sesji zdjęciowych do majowego numeru "Vogue'a". Fotograf nie tylko mógł sam wymyślić  koncepcję sesji, ale i wybrać modelki, które wezmą w nich udział. Tytuł artykułu o nim brzmiał "The Godfather".

 

maiser godfather

 

 

Sam Steven jest bardzo tajemniczy i niedostępny. Od początku lat 90-tych nie zamienił z żadnym dziennikarzem ani jednego słowa. Nawet na uroczystości Fashion Awards w 1998 r., kiedy dostał nagrodę dla najlepszego fotografa mody, nie otworzył ust, żeby podziękować gdy odbierał statuetkę.

 

maiser

 

 

Sesja dla grudniowej edycji włoskiego Vogue'a z 2007 r.:


vogue patterns

 

 

Fotografie z 2005 r. dla włoskiego Vogue'a, inspirowane filmem "Sin City":


killer vogue

 

 

Od wielu lat jest fotografem Madonny. To on jest autorem zdjęć do jej słynnego, skandalizujacego fotoalbumu "Sex" z 1992 r. promującego płytę "Erotica":


maisel madonna

 

 

Skoro Steven nic nie mowi o swojej pracy, oddajmy głoś branżowej śmietance, która wypowiada się o nim z nieukrywanym podziwem:

 

"Pracowałem w studiu w Nowym Jorku, piętro niżej pracował Meisel. Schodziłem tam, żeby skorzystać z łazienki i kuchni, gdzie kręcili się ludzie z jego ekipy. Cały czas go poganiali. Kazałem im się zamknąć. Przecież on wtedy wymyślał coś, co trzy miesiące później było inspiracją dla wielu ludzi! Ich ignorancja dla jego talentu była niewiarygodna."
Ruven Afanador, fotograf i reżyser teledysków Lenny'ego Kravitza

"Czy mam jakichś ulubionych fotografów? Nie interesują mnie magazyny mody. Nie oglądam, co robią konkurenci. Z podziwem śledzę jedynie to, co robi Steven. I zawsze jest to fantastyczne. Z tego powodu czuję się sfrustrowany!"
Richard Burbridge, fotograf

"On jest wizjonerem! Jak myślicie, dlaczego od lat płacę mu tyle forsy za kampanie reklamowe?"
Donatella Versace, projektantka mody

"Steven jest najbardziej twórczym, najbardziej utalentowanym fotografem na świecie. To geniusz! To legenda! Ufam mu zupełnie. Gdy pracowałam jako modelka, robiłam dla niego wszystko. Zmieniałam wygląd, fryzury, kolor włosów, wagę... Dla dobrego zdjęcia pocałowałam nawet... szympansa. Po latach przerwy wróciłam, by znów z nim pracować. To on namówił mnie, bym w wieku 36 lat spróbowała raz jeszcze. Dla nikogo innego bym tego nie zrobiła."
Linda Evangelista, supermodelka, jego muza i przyjaciółka

 

evangelista meisel

 

 

 

Maisel potrafi każdego roku stworzyć spektakularne sesje zdjęciowe. Najnowsze jego dzieło to niezwykła i tajemnicza w klimacie, kampania jesienno/zimowa firmy Mulberry. Mnie zachwyciła, głównie ze względu na to, że te dziewczyny na tle mroczno-gotyckich konarów jesienno-zimowych drzew, wzbudziły we mnie nostalgiczne wspomnienie pewnego baśniowego filmu, który obejrzałam we wczesnym dzieciństwie, a który wywarł na mnie wtedy ogromne wrażenie. Niestety nie pamiętam tytułu i do tej pory  - mimo tego, że mam do dyspozycji tak poteżną maszynę jaką jest Google - nie mogę go zidentyfikowac...


mulberry maisel

Pracowałem w studiu w Nowym Jorku, piętro niżej pracował Meisel. Schodziłem tam, żeby skorzystać z łazienki i kuchni, gdzie kręcili się ludzie z jego ekipy. Cały czas go poganiali. Kazałem im się zamknąć. 
Przecież on wtedy wymyślał coś, co trzy miesiące później było inspiracją dla wielu ludzi! Ich ignorancja dla jego talentu była niewiarygodna.
Ruven Afanador, 
fotograf i reżyser teledysków Lenny'ego Kravitza
Czy mam jakichś ulubionych fotografów? Nie interesują mnie magazyny mody. Nie oglądam, co robią konkurenci. Z podziwem śledzę jedynie to, co robi Steven. I zawsze jest to fantastyczne. Z tego powodu czuję się sfrustrowany!
Richard Burbridge, 
fotograf

Edie Sedgwick - modelka i aktorka. Kolejna (pojawiła się jeszcze przed Nico) muza Andy'ego Warhola. Przez rok była jego ulubienicą i ukochaną gwiazdą, o której mówił, "miała w sobie coś dojmująco obojętnego i bezbronnego, co czyniło ją odbiciem fantazji innych", "była cudowną, piękną pustką". Jednak Edie pustką nie była: miała już za sobą tragiczne przeżycia, które ukształtowały ją na zawsze, była również utalentowana plastycznie (bez problemu zdała do Royal College of Art w Cambridge).

 

 

Podobnie jak Marianne Faithfull pochodziła z arystokracji (widocznie lata 60-te należały do niegrzecznych dziewczyn z tzw. dobrych domów). Urodziła się w amerykańskiej rodzinie z korzeniami w starych rodach i fortunach pamiętających czasy wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jednak jej dzieciństwo nie było szczęśliwe - jej rodzina naznaczona była zaburzeniami psychicznymi, a Edie, wykorzystywana seksualnie, cierpiąca na anoreksję, bulimię i depresję, szybko została z tego powodu umieszczona w zakładzie psychiatrycznym, Z takim bolesnym bagażem doświadczeń (aborcja, leczenie elektrowstrząsami) i ze znaczną częścią rodzinnej fortuny wyjechała do Nowego Jorku, gdzie trafiła w tryby warholowskiej Fabryki.

Homoseksualny Andy Warhol identyfikował się z nią - Edie była wszystkim tym, czym on zawsze chciał być. W 1965 r. Edie i Warhol byli nierozłączni. Byli na ustach całego miasta ubierali się, a nawet wyglądali taka samo: oboje nosili srebrne peruki, buty obcasach przypominające banany i bluzki w paski. Kiedy pojawiała się z Andym, ich ubiór ustalał trendy na najbliższe tygodnie.

Warhol obiecywał, że zrobi z niej prawdziwą gwiazdę i faktycznie w tych czasach kariera Edie zaczęł nabierać tempa. Andy obsadzał ją w swoich awangaradowych filmach(nie posiającyhc acji ani dialogów a Edie nie musiała nikogo udawac - po prostu była sobą), m.in.: "Poor Little Rich Girl, "Bitch", "Kitchen", "Prison", "Face", "Afternoon", "Beauty .

 

Po przygodzie z Fabryką, Edie wycieńczona narkotykami, z załamaniem nerwowym i resztkami fortuny (której została już tylko niewielka część, po roku imprezowania z Andy'm) opuściła Fabrykę dla Boba Dylana - zagorzałego przeciwnika Warhola. Z nim również jej się nie układało. Gdy ich związek się zakończył, stan jej zdrowia zaczął się dramatycznie pogarszać. Później kilkakrotnie przebywała w szpitalch psychiatrycznych. Zmarła w 1971 r. w wieku 28 lat z powodu przedawkowania narkotyków.

 

Na podstawie jej biografii nakręcono dwa filmy. Pierwszy to napisany i wyreżyserowany przez Johna Palmera i Davida Weismana parabiograficzny "Ciao! Manhattan" w którym sama Edie wcieliła się w postać swojej alter-ego - Susan Superstar.

 

 

ciao edie

ciao manhattan

 

 

 

Drugi to "Factory Girl" w reżyserii George'a Hickenloopera, wyprodukowany w 2006 r., gdzie rolę Edie zagrała Sienna Miller a Warhola zagrał Guy Pearce.

 

 

Edie inspirowała artystów, nie tylko tych, którzy ją znali (jak Dylan) ale również tych, których zafascynowała jej postać, już długo po jej śmierci.

Dylan zainspirowany Edie nagrał album "Blonde on Blonde", choć on sam oficjalnie tej inspiracji nie potwierdza, bo jego związek z Edie jest naznaczony mrocznymi i niepochlebnymi dla wielkiego, folkowego barda tajemnicami. Jednak były to tajemnice poliszynela - nawet Patti Smith w swoim wierszu "Village '65 Revisited" sugeruje, że to właśnie Edie była prawdziwą bohaterką tego albumu. Utwory z tej płyty, które zostały jej poświęcone to: "Just like a woman" "Leopard skin pillbox hat", "Lay lady lay", "One of us must know (sooner or later)" i "Most likely you go your way and I'll go mine". Postać Edie była także głównym tematem utworu Dylana "Like a rolling stone", w którym sam Warhol występuje jako "Napoleon w łachmanach" ("Napoleon in rags").
Piosenka zespołu Velvet Underground pt. "Femme Fatale" (z albumu "The Velvet Underground and Nico") o Edie, została napisana rzekomo na żądanie Warhola. Patti Smith poświęciła jej wiersz pt."Edie Sedgewick," który ukazał się w tomiku "Seventh Heaven". Wystawiano o niej sztuki, jak: "Silver For Gold: The Odyssey Of Edie Sedgwick" napisaną i wyreżyserowaną przez Davida J. Haskinsa (basistę gotyckiego zespołu Bauhaus) czy "Andy & Edie" Petera Braunsteina.

Długo po jej tragicznej śmierci, zespół The Cult nagrał utwór zatytułowany "Edie (Ciao Baby)" wydany w 1989 r., na płycie "Sonic Temple" a Edie Brickell & The New Bohemians nagrali piosenkę "Little Miss S", również opowiadającą o jej życiu (umieszczoną w albumie "Shooting rubberbands at the stars" z 1988 r.).

 

 

Jej styl jak żaden inny inspirował modę lat 60-tych (i nie tylko). Edie wprowadziła modę na legginsy i rajstopy w zestawie ze zwykłą bluzką, kiedy została sfotografowana podczas tańca w takim właśnie stroju. Gościła na okładkach wszystkich magazynów, ale to 'Vogue' zobaczył w niej ikonę pokolenia, kiedy jego redaktor naczelna Diana Vreeland nazwała ją idealnym wzorcem nowej kultury. Była ideałem kobiety lat 60. Jej wygląd to zawsze podkreślone mocnym makijażem wielkie oczy, gęste brwi, do tego prawie białe, krótkie włosy. Na zasadzie kontrastu dobierała do nich wielkie wiszące kolczyki i ciemne okulary. Proste sukienki mini w kształcie litery A i tuniki, oraz ciemne kryjące rajstopy to jej znak rozpoznawczy, naśladowany przez miliony dziewczyn na całym świecie. Nosiła też płaszcze, szczególnie w lamparci deseń, futra z norek, ogromne kapelusze, za duże męskie koszule zakładane do kozaków. Była matką chrzestną stylu uniseks i glamouru zmieszanego z punkową nonszalancją.

 

 

edie sedgwick

 

edie sedgwick

piątek, 24 lipca 2009
Nie rozdziobią nas kruki

Nie rozdziobią nas kruki
Ni wrony, ani nic!
Nie rozszarpią na sztuki
Poezji wściekłe kły!
Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!
Nie omami nas forsa
Ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren!
Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!
Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś! Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo; Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!


Dziś mija 30 lat od samobójczej śmierci Edwarda Stachury: poety, pisarza i pieśniarza, o którym warto pamietać, bo wniósł do polskiej poezji ducha wrażliwości, wolności i buntu jakiego chyba wsześniej nie znano. Był  poetą PRLu, który dał się poznać, jako człowiek nie mieszczący się w ramach tamtych czasów.

W życiu był włóczęgą i wiecznym chłopcem. Zaliczano go do tzw. poetów przeklętych (obok Wojaczka, Bursy, Szymanowicza, Babińskiego i Milczewskiego-Bruno), porównywany w swoim zatraceniu do Artura Rimboud'a. W swej twórczości sięgał do obszarów innego spojrzenia i odczuwania świata niż powszechne: jego wiersze pełne były egzystencjalnego lęku i niechęci do życia we współczesnej cywilizacji, a jego bohaterowie wrażliwi, wyobcowani i samotni jak on sam.

Legenda otaczała go już za życia, ale po smierci spotęgowała się jeszcze bardziej: w latach 80-tych i po części też 90-tych, stał sie idolem zbuntowanej młodzieży na miarę Jima Morrisona czy Boba Dylana.

stachura

czwartek, 23 lipca 2009

Uschi Obermaier – to ikona ruchu hippisowskiego, symbol politycznego i obyczajowego buntu oraz ucieleśnienie rewolucji seksualnej w Niemczech. Była modelką, podróżniczką, członkinią legendarnej berlińskiej komuny „Kommune1” słynącej ze swoich manifestacji i psychodelicznych happeningów, grała na perkusji w eksperymentalnym zespole Amon Duul 1 (był tez inny odłam zespołu - Amon Duul 2).

Jako modelka pozowała m.in. dla Richarda Avedona i Helmuta Newtona, jej zdjęcia pojawiały się regularnie na okładkach światowych magazynów. Grała również w filmach, aczkolwiek bez powodzenia, choć znany producent włoski Carlo Ponti (mąż Sophii Loren) oferował jej role w filmach Michelangelo Antonioniego.

Dzięki pomysłowi zorganizowania w Bawarii niemieckiego Woodstock, który narodził się w  Kommune1, poznała Stonesów. Z pomysłu nic nie wyszło, ale Ushi dzięki nowym znjomościom wyruszyła w trasę koncertową z The Rolling Stones. Prowadziła burzliwe i hedonistyczne życie u boku Micka Jaggera i Keitha Richardsa a także Jimiego Hendriksa, w końcu wyruszyła w podróż do Indii i Meksyku. Co tu dużo mówić, żyła w myśl dewizy: „sex, drugs and rock’n’roll”.

Historię swojego bezkompromisowego życia Uschi opisała w autobiograficznej książce pt. "Życie na haju" ("High Times"), która w Niemczech szybko stała się bestsellerem. W 2006 r. jej wspomnienia sfilmował Achim Bornhak. Film nosi tytuł "Dzikie życie" ("Das Wilde Leben") a rolę Uschi zagrała aktorka polskiego pochodzenia - Natalia Avelon.

Film promował teledysk, w którym Natalia razem z Villim Valo (z zespołu Him) zaśpiewała piosenkę „Summer Wine” (wykonywaną wcześniej przez duet Lee Hazelwood/Nancy Sinatra).

Z reguły unikała polityki, ale to na demonstracji politycznej zostało zrobione, jedno z jej najsłynniejszych zdjęc, na którym kroczy dumnie przed rzędem policjantów:

uschi

Uschi Obermeier była boginią wyzwolonych i zbuntowanych niemieckich dziewczyn, głównie ze względu na swój wolny i niczym nieskrępowany styl życia a nie styl ubierania się (bardziej może wiódł tu więc prym styl rozbierania się ;))... Jej image opierał sie głównie na panującej modzie, chociaż wybierała stroje podkreślające jej hippisowską naturę. Dzisiaj pewnie określilibysmy go połączeniem boho ze stylem rockowym.

uschi

uschi

Tagi: moda styl
00:38, i-ra , moda
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lipca 2009

Meksykańska kultura to kopalnia pomysłów dla designerów i dekoratorów: łączy w sobie religijną symbolikę z bogato zdobioną sztuką ludową, co jest efektem wielości kultur tego kraju. Zatem mamy tu stylistykę Majów i Azteków, dekoracyjność religii katolickiej, a nawet specyficznie przyswajoną amerykańską popkulturę.

 

Meksyk jest pełen kontrastów ale ta różnorodność to jego wielka zaleta - czasem można zobaczyć meksykańskie wnętrza w tonacji pustynnej, w przytłumionych barwach spalonej słońcem ziemi, a czasem to gorące państwo może zaszokowoać nasyconymi kolorami i śmiałymi zestawieniami jaskrawych barw.

 

Z Meksykiem kojarzone są głównie odcienie czerwieni i pomarańczu, ale mocny błękit, fiolet, zieleń i żółty również należą do nieodzownych barw palety tego kraju. Wszystko to w intensywnych, czystych odcieniach  - co sprawia, że styl meksykański jest dość ciężki, ale za to bardzo ciepły, pełen słońca i energii, tętniący życiem.


meksyk2

meksyk1

 

 

Wzory dekorujące meksykańskie wnętrza to uproszczone kwiatki, paski i abstrakcyjne motywy prekolumbijskie, które mają charakter prymitywnych rysunków przedstawiających zwierzęta, elementy stroju lub instrumenty muzyczne, bardzo często pojawia się też motyw słońca. Przeważają jednak elementy geometryczne. Bardzo popularne są dekory układane w ornamenty w kontrastowych kolorach.

 

Jesli chodzi o materiały, które są wykorzystywane w tradycyjnych meksykańskich wnętrzach to jest to malowane lub surowe drewno w ciepłych odcieniach (jakorzech czy czereśnia). Często pojawiają się rzeźbione, a niekiedy bardzo ażurowe konstrukcje drewniane (np. parawny) wykończone ciemnym matalowymi okuciami, zawiasami, gałkami czy wspornikami.  Kute elemnty są również wykorzystywane w dekoracjach: robi się z nich świeczniki, ramy na zdjęcia i lustra. Inne materiały naturalne jak skóry, trzciny i rattan również są często spotykane.

 

Charakter takich wnętrz jest dość rustykalny ale drobne detale jak np. kolorowe kafle lub wzorzyste umywalki nadają wyjątkowego i oryginalnego tonu całej aranżacji. Meksykańska ceramika to przede wszystkim kafle terakotowe o nieco postrzępionych brzegach, w odcieniach brązu, czerwieni, żółci, układane w romby, z nierzadko pojawiającymi się bogato zdobionymi dekorami.

 

meksyk1a

meksyk3a

meksyk3

 
1 , 2 , 3