DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

niedziela, 30 września 2012

Projektowanie oprawek okularów to chyba jedna z trudniejszych dziedzin designu modowego. No bo jak dobrze zaprojektować coś co będzie zasłaniało 1/3 twarzy, tak aby tę twarz upiększyć, wydobyć zalety, podkreślić rysy, w żadnym razie nie oszpecić? Zważywszy, że okulary często noszone są niemalże non stop codziennie, to praca projektantów wydaje się wyjątkowo odpowiedzialna, a biorąc po uwagę to, że rodzajów i typów twarzy jest miliony, to zadanie wydaje się wręcz niewykonalne. Znalezienie więc dobrze zaprojektowanych i tanich oprawek to sztuka niełatwa. Mnie udało się znaleźć i jedno, i drugie, a właściwie nawet więcej, bo oprawki, o których piszę są nie tyle tanie, co wręcz rozdawane gratis.

 

Firma Firmoo, która oferuje ogromny wybór świetnie zaprojektowanych oprawek, prowadzi właśnie akcję marketingową, dzięki której każdy nowy klient może dostać oprawki za darmo. Wystarczy wejść na do firmowego sklepu internetowego, wybrać interesujące nas oprawy i złożyć zamówienie (zamawiający pokrywa jedynie koszty przesłki). Ja dzięki tej promocji stałam się posiadaczką czarnych, solidnych rimless glasses, które dotarły do mnie w tempie wręcz błyskawicznym (nie mam zielonego pojęcia jak im się to udało). Thanks Firmoo!

 

firmoo

  Artykuł promocyjny

Dość aktualnym trendem w modzie jest ostatnio tak zwany total look, czyli ubranie się od stóp do głów w ciuszki jednego koloru. Dla tych, którzy jednak z niechęcią spoglądają na trend i ubrane zgodnie z nim celebrytki, odziane w złote mundurki od Anny Dello Russo, znalazłam coś ciekawszego: dodatki, które sprawiają, że ubrana w nie osoba będzie wyglądać jak żywcem wycięta z komiksu. Janusz Panasewicz pewnie nie byłby tym zachwycony, bo już w latach 80-tych śpiewał z niesmakiem, że czuje się jak "rysunkowa postać", ale co innego znawczynie mody i fashionistki...

 

 

Ja co prawda nie jestem ani jedną ani drugą, ale zachwyciły mnie torebki z linii JumpFromPaper autorstwa  tajwańskiego duetu: Chay Su i Rika Lin. Torebki, mimo że na zdjęciach wyglądają jak narysowane, są w rzeczywistości wykonane z płótna i poliestru. Złudzenie powstało dzięki pomysłowi aby proste, graficzne wzory, grube linie i mocne kolory z projektu na kartce papieru,  zrealizować bezpośrednio, bez żadnych upiększeń w trójwymiarze. Genialne.

 

 

 

Tych, których torobki z Tajwanu nie wprawiły w zachwyt, być może zainteresuje coś bardziej designerskiego. Ekstrawaganckie buty projektu Nicholasa Kirkwooda, zainspirowane twórczością dwóch malarzy: Picassa...

 

 

...i Keitha Haringa.

 

 

 

Jeśli spodobało Wam się to ciekawe połączenie sztuki wysokiej ze sztuką z wybiegów, w innym moim wpisie znajdziecie więcej przykładów połączenia malarstwa z modą.

 

Rysunkowe buty to jednak nie tylko domena Kirkwooda. Niemiecka firma Bobsmade, która zajmuje się nadawaniem unikatowego charakteru dodatkom i galanterii, także wpadła na pomysł aby ozdabiać buty rysunkami. Ich obuwie jest malowane ręcznie:

 

 

Odręczne rysunki to oczywiście wartość sama w sobie, ale nie należy zapominać także o czymś takim jak grafika komputerowa. Okulary zainspirowane pikselami autorstwa francuskiego designera Dzmitry Samala, byłyby doskonałym uzupełnieniem komiksowego outfitu.

 

 

piątek, 21 września 2012

Alexandre Duret Lutze to francuski naukowiec, którego hobby to robienia zdjęć różnych miejsc w tzw. rzucie sferycznym przy użyciu projekcji stereograficznej.  Jego fotografie tworzone są w ramach projektu, który Alexandre nazwał "Wee planets."



środa, 19 września 2012
Huong Bui to atrystka z Pittsburgha, która zajmuje się tworzeniem ilustracji, grafik i fotografii.

 

Jej wizerunki postaci wyłaniających się z zupełnych ciemności zrobiły na mnie duże wrażenie. Szkoda, że Huang nie robi portretów na zamówienie, bo chętnie powiesiłabym sobie taką swoją podobiznę na ścianie.

 

 



poniedziałek, 17 września 2012

 

 

My Dog Sighs to brytyjski artysta streetartowy, który od dziesięciu lat w każdy piątek daje nowe życie tak prozaicznym przedmiotom, jak zużyte puszki. Następnie zostawia je, jak przystało na artystę ulicznego, na ulicach ku uciesze przechodniów, którzy mogą sobie takiego puszkowego stworka zabrać ze sobą i udomowić. Dzięki artyście puszki przechodzą swoistą reinkarnację rodząc się na nowo, a znajdujący je ludzie otrzymują wyjątkowo uroczy prezent w postaci dobrego humoru, bo nie wyobrażam sobie nikogo kto na ich widok nie uśmiechnąłby się szeroko.

 

Puszki Brytyjczyka o dziwnym nicku to tylko jedna z wielu realizacji powstałych w ramach międzynarodowego projektu FreeArtFriday, w ramach którego tysiące uczestników tworzy różne niezwykłe i ciekawe rzeczy pozostawiając je następnie na ulicach miast i miasteczek. Więcej streetartowej, piątkowej sztuki można znaleźć na stronie projektu, a poniżej puszki My Dog Sighsa (nie mam pojęcia czy tak to się to prawidłowo odmienia :) ).

 

 

 

niedziela, 16 września 2012

Baśnie, należą do tego dziwnego zbioru niezwykłych i fascynujących tworów człowieka, które nie są tym czym wydają się na pozór.

 

Baśnie, mity i przypowieści należą do najstarszych tekstów kultury i są istotnym elementem kultury duchowej społeczeństw. Znajduje w nich odbicie archaiczny, archetypiczny sposób myślenia i wyraz odwiecznych problemów i lęków człowieka. Opowieści te, w fantastycznie konstruowanej fabule i w postaciach bohaterów, odzwierciedlają istotne doświadczenia pokoleń, są nosicielami ludowej mądrości oraz, jak uważa Carl Gustav Jung, archetypów i symboli kulturowych.

 

W baśniach, postacie i wydarzenia ucieleśniają i obrazują psychologiczne konflikty wewnętrzne. Cechą narracji jest tu paraboliczność, mówienie nie wprost, lecz w sposób wyobrażeniowy, za pomocą symbolicznego obrazu. Mimo, iż wydawałoby się, że mity, baśnie czy podania to tylko jakieś fantasmagoryczne bajania prostego ludu, służące nieskomplikowanej rozrywce przy ognisku po całodniowej harówce w polu, to opowieści te spełniały i nadal spełniają niezwykle ważną funkcję społeczną przekazując z pokolenia na pokolenie, ujęte w fantastycznej i symbolicznej formie doświadczenie wewnętrznego życia ludzi. 

 

Dlatego właśnie, w moim mniemaniu baśniom należy oddać zasłużony szacunek i traktować je z odpowiednim respektem. Przede wszystkim, uważam że jeśli już współczesna popkultura zabiera się za ten trudny temat, to jej twórcy powinni rozumieć skomplikowaną istotę baśni i traktować tę delikatną materię z niezwykłą ostrożnością. Wypaczenie sensu tak cennej spuścizny kulturowej uważam bowiem za jeden z głównych grzechów współczesnego biznesu rozrywkowego. Czy tej pułapki, udało się uniknąć twórcom powstałych niedawno seriali opartych na motywach baśniowych?

 

 

 


 

 

Grimm


"Grimm" to serial, którego głównym motywem jest walka pomiędzy dobrymi ludźmi a złymi i agresywnymi baśniowymi potworami, które nagle ni z tego ni z owego śmiały pojawić się wśród prawomyślnych społeczeństw. Twórcy od początku popełnili tutaj kardynalny błąd opierajac serial na po prostu kiepskim pomyśle, więc dalej jest już tylko gorzej: następuje bowiem bezmyślna rąbanka uskuteczniana pomiędzy jednymi i drugimi, przerywana od czasu do czasu mdłymi refleksjami, przesłodkiego do wyrzygania, bohatera głównego.

 

Taka mała wskazówka na przyszłość dla twórców tego typu historii: baśniowe monstra to nie koszmarne zwierzęcopodobne potwory czające się pod łózkiem. Bestie z baśni są w nas, to część naszej psychiki, którą musimy odnaleźć, pogodzić się i z nią zbratać (że się tak górnolotnie wyrażę) a nie zabijać, sącząc przy okazji hektolitry posoki.

 

 

 



 

Once Upon a Time


Tutaj sprawa nie jest taka prosta (żeby nie powiedzieć prostacka), jak w przypadku Grimm. Akcja jest o wiele bardzie zagmatwana, a fabuła skomplikowana do tego stopnia, iż mimo że całość jest bardzo komercyjna, można mieć nadzieję, że serial do końca (wszyscy fani serialu łącznie ze mną czekają właśnie na odsłonę drugiego sezonu) nie straci pazura i nie stanie się miałką papką. Póki co "Dawno, dawno temu" to serial z psychologizującą podbudową i dość głębokimi (jak na taką produkcję) bohaterami głównymi. Mimo, że serial ogólnie ma klimat bajkowy, to zdarzają się w nim momenty mroczne, brutalne i ponure, które w zupełności zaspokajają moją chmurną duszę.

 

"Once upon a time" momentami przypomina mi niezapomniany serial "The 10th Kingdom", a to zacny wzorzec.

 

 

Bardzo, bardzo dziki zachód (i wschód) to obszar, który od dawien dawna generuje nieprzeciętny ruch w popkulturze. Jest to temat dla twórców seriali na tyle wymarzony, co ryzykowny...


Jeśli o mnie chodzi, to seriale rozgrywające się w Ameryce XIX wieku są dla mnie lekturą obowiązkową z racji tego, że od dziecka (tutaj ukłon skierowany w kierunku mojego ojca) karmiona byłam westernami (do których szczerze mówiąc dzisiaj mam stosunek ambiwalentny: mianowicie kocham antywesterny, a szczerze nienawidzę klasycznych westernów z Johnem Waynem). W związku z powyższym, sami rozumiecie, że nie mogłam sobie odmówić zapoznania się z serialami nowej generacji, które rozgrywają się w tym naprawdę (ale to naprawdę) dzikim czasie....

 

Zacznę z grubej rury:

 

 


 

Hell On Wheels

Bez zbędnych wstępów powiem wprost: dla mnie to mroczne, ponure i klimatyczne cudo. Jeśli ktoś nie wierzy, niech spojrzy na poniższy kadr.

 


 
Sezon drugi, który właśnie się rozpoczyna, zapowiada się naprawdę fantastycznie. Jest gęsty od klimatu i przebija z kretesem sezon pierwszy, który - mimo, że bardzo dobry - nie umywa się do sezonu drugiego, gdzie akcja tak naprawdę dopiero się rozkręca i gdzie widzimy głównego bohatera, czyli Cullena Bohannana w pełnej krasie (chociaż w tym przypadku nie jestem pewna czy to sformułowanie jest do końca adekwatne ;) ) Pomimo niewielkich niedociągnięć, które (przynajmniej mi) psują klimat, jak śnieżnobiałe, połyskujące w słońcu, równiutkie licówki Bohannana (być może to szczegół, ale wyobraźcie sobie westernowego, serialowego twardziela, który ma krzywe żółte zęby - to dopiero byłoby coś!), czy nienagannie skrojone, jak spod igły wyjęte, czyściutkie i wykrochmalone stroje Mrs Lily Bell (łącznie z męskimi spodniami i koszulami, które leża na jej boskim ciele znakomicie) czyli kobiety, która żyje na dość obskurnym odludziu pośród gromady brudnych mężczyzn i kliku równie brudnych dziwek - uważam, że "Piekło na kołach" to rewelacyjny przedstawiciel swojego gatunku. Nagromadzenie nieprzeciętnych postaci, klimatyczny soundtrack, świetne zdjęcia (przepiękny kadr poniżej to naprawdę tylko jeden z wielu jemu podobnych) i pełna przygód, bezpardonowa akcja sprawiają, że serial ma klasę. Czy muszę mówić więcej?

 

 

 

Copper

Nieee... To zupełnie nie to. Ten serial rozgrywający się w Nowym Jorku, w czasach tuż po zakończeniu wojny secesyjnej (fakt ten, w tym momencie zapewne sprawia, ukierunkowanie myśli w stronę "Gangów Nowego Jorku" i automatyczne zwiększenie apetytów) okazuje się nie być tym co tygrysy lubią najbardziej. Pomimo szumnych zapowiedzi, dla mnie to niestety spore rozczarowanie. Serial okazał się być taką sobie, zwykłą, średnią i naiwną przygodówką dla nastolatków, w dodatku z fatalnie dobranym aktorem grającym głównego bohatera. Kiepskie renderingi 3D panoramy "brudnego" Nowego Jorku (który nota bene okazuje się być zaskakująco estetyczny, w momentami wręcz teatralny sposób), naiwna, schematyczna fabuła oraz powierzchownie, kliszowo potraktowani bohaterowie sprawiają, że serialu nijak nie da się brać na poważnie. Widzów tęskniących za doktor Quinn, "Copper" prawdopodobnie zadowoli, bo jak na razie, ta produkcja wydaje się być jej policyjnym, "męskim" odpowiednikiem. Być może odpowiednikiem mniej familijnym, bardziej brutalnym i z większą ilością seksu (jak przystało na dzisiejsze czasy) ale niestety - pozostającym czystą, średniej jakości rozrywką dla mało wymagających widzów. Jedynym fajnym (nomen omen) akcentem w tej komercyjnej papce, jest fantastyczny irlandzki akcent niektórych postaci.

 

 



Deadwood

Zanim rozpoczęłam oglądania tego serialu naczytałam się o jego niesamowitości i wyjątkowości sporo. Przystąpiłam wiec do jego konsumpcji z dużym apetytem, jednak seanse pierwszych odcinków okazały się dla mnie zawodem. I to nie dlatego że "Deadwood" jest serialem złym, o nie...  Problem w tym, że ta produkcja po prostu nie trafia w moje gusta z pewnej prozaicznej, acz -  z drugiej strony (chyba) dość skomplikowanej przyczyny: serial mianowicie nie wywołuje we mnie żadnych emocji. 
....No dobra, jeśli się uprzeć jest pewna emocja, która się we mnie budzi podczas oglądania serialu: nieznośne uczucie zażenowania kiedy patrzę na sceny, w których pojawia się Calamity Jane.

 




sobota, 15 września 2012

Ekhm, ekhm... Tym, którzy zastanawiali się, skąd przerwa w pojawianiu się blogowych notek (pewnie niewielu takich było - Almetyna, pozdrawiam! - ale jakoś trzeba zacząć ten powrotny wpis ;) ), spieszę donieść, że oprócz nawału pracy, który mnie wydrenował do cna (God bless UK), mój cenny czas przeznaczony m.in. na prowadzenie bloga, pochłonęły również seriale, których nawał, nadmiar i ogólne zatrzęsienie, sprawiły iż śledzenie wszystkich pozycji wartych uwagi pochłonęło resztki mojego wolnego czasu do tego stopnia, że zabrakło mi energii na tzw. samorozwój. W praktyce sprowadza się to do tego, że ostatnio nie eksplorowałam Internetu tak intensywnie jak dotychczas w poszukiwaniu ekscytujących, artystycznych i designerskich wrażeń, co odbiło się negatywnie na blogu i sprawiło że pojawił się na nim mały zastój, jednak już niebawem mam nadzieję to naprawić.

 

 


Póki co, w kolejnych notkach postaram się w miarę składnie wyartykułować kilka słów podsumowań odnośnie seriali, które podczas blogotwórczej przerwy zrobiły na mnie większe (lub mniejsze) wrażenie. Wrócę także do designu i architektury wnętrz bo w tak zwanym międzyczasie przebudowałam też całkowicie swoje mieszkanie, oczywiście na mój ulubiony, rustykalno-skandynawski styl, czyli - zupełnie przypadkowo - zgodnie z trendami. ;)