DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

niedziela, 31 października 2010

ghost writer

 

Wczoraj wreszcie obejrzałam "Ghost Writera" Polańskiego i jako, że na recenzję jest już za późno (zawsze mam opóźnienia w nowościach filmowych), to żeby jakoś upamiętnić te długie i nudne chwile spędzone przed ekranem, postanowiłam opisać imponujący dom z filmu, który naprawdę robi wrażenie.

 

A jest o czym pisać bo dom, który pojawił się w filme jako letnia rezydencja należąca do filmowego wydawnictwa, to jedno z najbardziej wyrafinowanych architektonicznie miejsc, jakie można zobaczyć w kinematografii. Willa w filmie usytuowana jest na wyspie Martha’s Vineyard w stanie Massachusetts, na Oceanie Atlantyckim (wschodnie wybrzeże USA), jednak tak naprawdę jest to dzieło scenografów (dom nie istnieje naprawdę), a większość zdjęć chmurnej i wietrznej przyrody została nakręcona na wyspie Sylt na Morzu Północnym w Niemczech oraz na naszej bałtyckiej wyspie Uznam.

 

Dom ma mroczny i chłodny klimat. Nowoczesna bryła budynku przypomina bardziej fortecę niż przytulny domek letni, ale jest taka nie bez powodu - surowe i eleganckie wnętrza doskonale odzwierciedlają duszną atmosferę osaczenia, jaką w swoim filmie chciał uzyskać Polański. W wystroju wnętrz przeważa kamień, drewno i ciemne monochromatyczne barwy. Na uwagę zasługują ogromne monolityczne tafle szkła zamiast klasycznych okien, które stapiają się ze ścianami budynku i sprawiają, że przyroda na zewnątrz domu staje się jego częścią - taki efekt scenografowie filmu uzyskali przez zastosowanie ekranów, na których po prostu wyświetlano zdjęcia mające udawać otoczenie za oknem.

 

Luksusowa posiadłość umeblowana jest prestiżowymi meblami z fabryki Walter Knoll, niemieckiego producenta mebli biurowych o światowej renomie.

 

ghost writer house

Halloween - czas, w którym panują duchy i upiory. W tym czasie groteska, mrok i potwory wyłażą zewsząd. Spoglądają na nas również z okładek pism, rozkładówek i zza obiektywu artystów.

 

Sesja pt. "Day of the Dead", która ukazała się w ubiegłorocznym magazynie Bizarre.  Modelka: Kitty Lea.

 

bizarre day of dead

 

 

Sesja fotograficzna inspirowana Halloween pt. "Pulque à la mode" znaleziona na tej stronie.

 

fot. Nydia Lilian i Vanilka

 


Mroczna a zarazem kolorowa seria fotografii pt. "Day of the Dead Pin-Ups" kanadyjskiego studia The Pin Up Parlour.

 

 

sobota, 30 października 2010

louis vuitton monogram canvas

 

 

Marka Louis Vuitton należy do najdroższych, a zarazem najrentowniejszych firm produkujących dobra luksusowe. Dziś znana jest na całym świecie ze swoich torebek, ale kiedyś specjalizowała się głównie w produkcji luksusowych walizek i torb podróżnych.

 

 

Logo firmy, zanim stało się stylowym monogramem, było stemplem odciskanym na bagażach klientów, mającym zapobiegać fałszowaniu wyrobów.

 

louis vuitton logo

 

 

Założyciel firmy, Louis Vuitton jako pierwszy na świecie otworzył w 1914 r. w Paryżu największy dom mody, w którym sprzedawał tylko torby podróżne.

 

louis vuitton

 

Ale zanim do tego doszło młody Louis w wieku czternastu lat przebył 400 kilometrów na piechotę, by dostać się do Paryża. Tam nauczył się wytwarzania walizek u najlepszych paryskich rzemieślników. Z biegiem czasu Napoleon III powołał go na stanowisko nadwornego wytwórcy walizek. Doświadczenia na dworze pomogły młodemu Vuitton stworzyć walizkę idealną: praktyczną, lekką i niewielką. Pierwsze atelier Vuitton otworzył w 1854 r. Zaprezentował w nim lekką torbę Trianon o płaskim spodzie, którą zaczęli używać słynni podróżnicy i artyści.

 

louis vuitton trianon

 

 

 

W 1867 r. walizki Vuitton pokazano na Wystawie Światowej w Paryżu. Na tą okazję Vuitton wymyślił walizkę w deseń łączący klasyczne odcienie beżu i brązu.

Po śmierci Louisa w 1892 roku, firmę przejął jego syn George i to on w 1896 r. wymyślił słynną ikonę marki, wzór Monogram Canvas. Symbole graficzne wzoru, w tym kwiaty zostały zaczerpnięte z tradycji japońskiej, ponieważ koniec epoki wiktoriańskiej w Europie był przesycony wpływami orientalnymi. Beżowo-brązowa szachownica drukowana na impregnowanym płótnie naciąganym na skórę stała się znakiem markowym Vuittona. Motyw ten został opatentowany w 1888 r. i od tej pory jest nieodłącznie kojarzone z luksusem.

 

louis vuitton monogram canvas history

 

 

Pod koniec XIX w. butik Louis Vuitton przy Champs-Elysees był największym tego typu sklepem na świecie. W latach 30-tych XX w. zaprezentowano tam nowe modele toreb: Noe, oryginalnie wykorzystywana do transportu wina oraz miękkie Speedy i Keepall. Te modele pozostają w sprzedaży do dzisiaj.

 

louis vuitton noe speedy keepall

 

 

W latach 50-tych i 60-tych XX w. torby Louis Vuitton pojawiały się w filmach, nosiła je m.in. Audrey Hepburn w "Szaradzie".

 

Audrey Hepburn charade louis vitton

 

 

A tu już Audrey Hepburn w reklamie LV i prywatnie:

 

Audrey Hepburn louis vitton

Audrey Hepburn louis vitton

 

 

W latach 70-tych rozpoczęto ekspansję na rynek dalekowschodni. Dziś to właśnie Japończycy są najlepszymi klientami marki.

W 1996 r. obchodzono stulecie logotypu LV. Na tę rocznicę projektanci tacy jak Isaac Mizrahi i Manolo Blahnik zostali poproszeni o wykonanie limitowanych modeli torebek marki.

 

Od 1998 r. dyrektorem artystycznym marki jest Marc Jacobs, który zaprasza do współpracy artystów takich jak Stephan Sprouse (2001 r.), Takashi Murakami (2003 r.), czy Richard Prince (2007 r.). Interpretują oni klasyczne wzory po swojemu.

Współpraca LV w 2003 r. z Takashi Murakami przyniosła największe zmiany. Wtedy to rozpoznawalny na całym świecie monogram LV dość drastycznie zmienił oblicze, ponieważ japoński artysta zaprojektował nowe kolorowe monogramy na białym tle.

Zaproszenie Japończyka do współpracy było w pewnym sensie powrotem do źródeł znaku i okazało się strzałem w dziesiątkę. Murakami odświeżył klasyczny Monogram Canvas i dodał mu trochę pop-artowskiego klimatu i szaleństwa.

 

louis vuitton murakami

 

 

Torebki od Takashi Murakami odniosły natychmiastowy sukces.

 

louis vuitton murakami bag

 

 

W 2005 r. wprowadzono kolejne zmiany. Murakami połączył swoje siły z Markiem Jacobsem i stworzyli oni niezapomniany monogram LV z wisienką. Ten motyw również został ciepło przyjęty przez wielbicieli toreb tej marki. Kolejnym ekstrawaganckim pomysłem było wypuszczenie na rynek kolekcji zainspirowanej graffiti i tym samym na rynku pojawiła się linia torebek z napisem "Vuitton" wykonanym kolorowym sprayem. Ostatnią inspiracją do zmian było Lazurowe Wybrzeże - "Damier Azur" to motyw szachownicy w kolorach kojarzących się z tym miejscem.

 

Poniżej różne wersje klasycznej torebki Speedy LV w kilku wzorach: Monogram Cerises (2005 r.), Monogram Perforated (2006 r.), Monogramouflage (2008 r.) Monogram Watercolor (2008 r.), Monogram Roses (2009 r.),  Monogram Graffiti (2009 r.), Denim Patchwork (2006 r.), Damier Azur (2009 r.)

 

speedy lv

 

 

Zaczęło się od potężnych kufrów, a teraz logo Vuitton pojawia się już nie tylko na eleganckich torebkach, ale również na okularach, zegarkach i kolekcjach ubrań, które stworzył Marc Jacobs, w celu odświeżenia kolekcji. Jednak w ofercie marki nadal można znaleźć ikoniczne walizki i torby, zaprojektowane sto lat temu. I słusznie bo ta wierność tradycji się opłaca. Do klientek i fanek marki należą dziś największe gwaizdy: Madonna, Rihanna, Beyonce, Alexa Chung, Leighton Meester, Jennifer Lopez, Zoe Saldana, czy Heidi Klum.

 

W kampaniach reklmowych marki wystąpiły takie osobistości jak Andre Agassi, Michaił Gorbaczow, Madonna czy Scarlett Johansson.

 

madonna lv



Ciekawostką jest to, że Louis Vuitton jest najczęściej podrabianą marką w historii - tylko poniżej 1% ze wszystkich produktów sygnowanych przez nią, nie jest podrabiana. Ta popularność marki inspiruje artystów i zmusza ich do myślenia o fenomenie fascynacji ludzi znanymi symbolami czy logotypami.

 

Jason Alper to projektant kostiumów scenicznych, pracuje też jako stylista i doradca Sashy Barona Cohena.Niedawno w galerii Guy Hepner w Los Angelese Jason zaprezentował swoje "dzieła" parodiujące znane obrazy takich malarzy jak Rene Magritte, Leonardo Da Vinci czy Eugene Delacroix. Postaci na obrazach Alpera noszą stroje od Louis Vuitton.

 

Alper tak wyjaśnia powody tej niecodziennej inspiracji:
Dawniej tylko wyższa klasa społeczna mogła pozwolić sobie na noszenie ubrań od Louis Vuitton czy Chanel. Obecnie każdy może wejść w ich posiadanie. Moja wystawa to refleksja na ten temat. Dlaczego Louis Vuitton? Uważam, że ich logo jest najbardziej charakterystyczne. Można powiedzieć, że jest już sztuką samo w sobie.

 

jason alper

ilustracje Alpera przedstawiają obrazy:
Ek
staza Świętego Franciszka (Caravaggio), Niedowierzanie Świętego Tomasza (Caravaggio), Błękitny Chłopiec (Thomas Gainsborough), Ostatnia Wieczerza (Leonardo Da Vinci), Wolność Wiodąca Lud na Barykady (Eugene Delacroix), Śmiejący się Kawaler (Frans Hals), Mona Lisa (Leonardo Da Vinci), Syn Człowieczy (Rene Magritte
)

piątek, 29 października 2010

 

Fishdick powstaje znowu... A właściwie już powstał, bo najnowsza płyta Acid Drinkers pt. "Fishdick Zwei - The Dick Is Rising Again" miała swoją premierę we wrześniu. Album, który był jedną z najbardziej oczekiwanych nowości muzycznych tego roku, jest kontynuacją nagranego przez Acidów w 1994 r. "Fishdicka", płyty zawierającej 10 coverów i będącej tzw. tribute albumem zespołu dla ich muzycznych idoli.

"Fishdick Zwei" również zawiera covery. Na płycie jest ich 16 i większość z nich została nagrana w zaskakujących aranżacjach. Zespół sięgnął po utwory z dorobku m.in. Red Hot Chili Peppers, Metalliki, Slayera, Franka Sinatry, Johnny'ego Casha czy Donny Summer. Do promocji wybrano utwór "Love Shack" w oryginale wykonywany przez grupę The B-52's, w którym gościnnie śpiewa Ania Brachaczek z zespołu BiFF.

 

 

fishdick zwei

 

Po przesłuchaniu stwierdzam, że płyta nie jest równa ale można się nią zachwycić. Są na niej momenty genialne, jak chociażby wyżej wspomniany "Love Shack" czy "Nothing Else Matters" Metalliki, gdzie Czesław Mozil śpiewa z akordeonem, ale są też numery, mówiąc krótko i po żołniersku, skopane jak np. "New York, New York". Jednak większość utworów sprawia pozytywne wrażenie. Jedne zaskakują, jak "Season In The Abyss" Slayera w wersji country a inne wręcz zachwycają ("Blood Sugar Sex Magic" RHCP). Aciddrinkerzy postarali się, żeby płyta nie była nudna: do nagrania albumu zaprosili imponującą liczbę gości, a aranże urozmaicili nietypowymi, jak na nich instrumentami dętymi czy smyczkowymi. Nie brakuje też niespodzianek, kto by się bowiem spodziewał, że zespół kiedykolwiek nagra piosenkę po francusku? Z całej płyty emanuje niesamowita, punkowa (!) energia. Jest żywioł, dobra zabawa, poczucie humoru (to akurat u Acidów nie budzi zdziwienia) i mnóstwo dobrej muzyki. Duch Monty Pythona w zespole, pozostaje wiecznie żywy.

 

Poniżej wywiad z Titusem, liderem Acid Drinkers, w którym opowiada on o najnowszym dziele zespołu (i nie tylko o nim).

 

1. Ring of Fire
2. Hit The Road Jack
3. Losfer Words (Big 'Orra)
4. Love Shack
5. New York, New York
6. Bring It On Home
7. Hot stuff
8. Et si tu n'existais pas
9. 2000 Man
10. Bad Reputation
11. SeasonsIn The Abyss
12. Blood Sugar Sex Magic
13. Nothing Else Matters
14. Detroit Rock City
15. Make No Mistake
16. Fluff

Gliwicki Teatr Muzyczny porwał się w tym roku na na wystawienie musicalu-legendy. W latach 60-tych, kiedy powstało "Hair” - bo o nim mowa - to przedstawienie było przełomem, które wprowadziło na deski teatru rock, nagość, seks grupowy i narkotyki. Ten pacyfistyczny manifest napisany przez dwóch bezrobotnych aktorów, Jamesa Rado i Gerome'a Ragni'ego z muzyką Galta MacDermota był dla wielu szokiem, a dla innych objawieniem - i natychmiast zyskał światową sławę.

 

Gliwickie "Hair" Wojciecha Kościelniaka, to trzecia inscenizacja tego widowiska w Polsce. Kościelniak kiedyś już reżyserował ten musical na deskach teatru. Było to 11 lat temu w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Drugi polski spektakl "Hair", w reżyserii Konrada Imieli miał swoją premierę w tym roku, na scenie wrocławskiego Teatru Capitol. Ale wróćmy do gliwickiej odsłony tego przedstawienia przez wielu uważanego za musical wszech czasów... Spektakl ten zrealizowano w Gliwicach właściwie przypadkiem, bo tak naprawdę dyrekcja GTM (która ostatnio, po sukcesie „High School Musical” targetuje się na młodszych widzów) miała w planach wystawienie "Grease" - innego młodzieżowego i hitowego musicalu, ale ponieważ ze względów prawnych okazało się to być niemożliwe, Wojciech Kościelniak zaproponował właśnie "Hair", które znowu od dłuższego czasu chodziło mu po głowie. Moim zdaniem dobrze się stało, bo gliwickie "Hair" to strzał w dziesiątkę.

 

hair poster gliwice

 

Premiera "Hair" w GTM odbyła się 22 maja 2010 r. ale ja zobaczyłam go dopiero w zeszłym tygodniu w drugiej, październikowej odsłonie (kolejne przedstawienia będzie można zobaczyć dopiero w styczniu). Dwuaktowy musical został zaprezentowany w zupełnie nowym przekładzie dyrektora literackiego gliwickiej placówki, Jacka Mikołajczyka. Na szczęście Mikołajczak nie pokusił się o uaktualnienie i lokalizację (co doprowadziło by pewnie do spłycenia) wątków i gliwicki musical, tak jak oryginalny "Hair" dzieje się pod koniec lat 60-tych w Stanach Zjednoczonych. Kto trochę orientuje się w temacie pewnie o tym wie, ale nie zaszkodzi napisać, że teatralna, oryginalna wersja musicalu niewiele ma wspólnego z powszechnie znaną, filmową adaptacją Milosa Formana (swoja drogą rewelacyjną), który ze scenicznego musicalu wziął tylko szkielet. "Hair" sceniczne właściwie nie ma fabuły - to zlepek scen dziejących się w kolorowym środowisku dzieci-kwiatów. Bohaterowie musicalu teatralnego to także nie te same osoby, które pamiętamy z filmowego "Hair" - tutaj właściwie tylko Berger (charyzmatyczny, nieformalny przywódca hippisów) nie różni sie od oryginału stworzonego dla przedstawienia. Reszta postaci jak Sheila czy Claud, zostały przez filmowców na potrzeby fabuły napisane na nowo.

 

No właśnie - bohaterowie... Skoro już o nich mowa to czas przejść do najważniejszego, a mianowicie do aktorów i piosenkarzy odpowiedzialnych za stworzenie postaci.

Ten kto był odpowiedzialny za casting do musicalu zrobił naprawdę dobrą robotę. Aktorzy biorący w nim udział mają niezwykłą energię, talent i co najważniejsze: jak oni śpiewają! Ich wspaniałe głosy i świetnie wykonana choreografia (która choć forsowna, nie przeszkadza im w popisach wokalnych) to główne atuty spektaklu, które czynią go wyjątkowym (dla porównania zerknęłąm na YT na fragmenty wrocławskiej inscenizacji i z tego co udało mi się zauważyć, i na ile takie zerkanie może być miarodajne - wypadła dużo gorzej).

W przedstawieniu, które miałam okazję zobaczyć w głównej roli Claude'a wystąpił Rafał Szatan (gra go on zamiennie z Andrzejem Skorupą), w postać Bergera wcielił się debiutujący na deskach teatru, student krakowskiej szkoły teatralnej Łukasz Szczepanik, a rolę Huda zagrał piosenkarz, znany - z chociażby telewizyjnej "Fabryki Gwiazd" - Nick Sinckler. Wszyscy oni mają świetne, silne głosy i wcielają się bardzo przekonująco w swoje role z jednym wyjątkiem - jest nim Szczepanik. Mam wrażenie, że aktor grający niebagatelną rolę Bergera, został po prostu obsadzony w niej po warunkach - jest przystojny, młody i ma ogromną bujną czuprynę ciemnych włosów (co wydaje się było decydujące w powierzeniu mu roli) ale nie ma za grosz charyzmy, niezbędnej przecież postaci, którą gra. Na scenie zauważyłam natomiast pana, który mimo, że nie miał partii solowych (więc trudno powiedzieć jak śpiewa) miał więcej energii i łobuzerskiego wdzięku Bergera niż Szczepanik - to Przemysław Łamacz, którego chętnie zobaczyłabym w roli głównej (o ile potrafi śpiewać ;).

Na uwagę zasługuje za to aktorstwo Nicka Sincklera. Scenki z nim to prawdziwe perełki - zarówno te śpiewane jak i te, w których wchodzi w interakcję z publicznością, zabierając na przykład widzom torebki. Takich performanców podczas spektaklu było zresztą więcej, co okazało się być świetnym pomysłem wprowadzającym widownię w anarchistyczno-wolnościowy klimat. Poza tym warto wspomnieć również scenkę, która powaliła mnie na kolana: była to sekwencja pokazująca wrodzoną skłonność człowieka do zabijania, odgrywana w rytm muzyki trzy razy pod rząd dokładnie w taki sam sposób, jednak za każdym razem w coraz szybszym tempie. Z choreograficznych wyczynów wrażenie zrobił na mnie też taniec do piosenki Black Boys/ White Boys (ach, te gołe klaty chłopaków ;). Świetne pomysły, świetne głosy, choreografia i scenografia to elementy składające się na świetny spektakl, który zapewnił mi niesamowite przeżycie.

 

Ruch hippisowski był najciekawszym i najbardziej radykalnym wcieleniem buntu młodzieżowego, jaki zdarzył się w historii kultury. Dobrze, że doczekał sie on tak sugestywnego i wspaniałego ukoronowania jakim jest musical "Hair" - artystyczne odzwierciedlenie wielu nieartystycznych zjawisk (politycznych i obyczajowych) mających niebagatelny wpływ na historię świata. Dobrze, że "Hair" doczekał się polskiej premiery w Gliwicach.

 

Poniżej film z prób ekipy do spektaklu. Kto natomiast chciałby zobaczyć choć mała próbkę efektu końcowego, niech wejdzie w galerię naprawdę świetnych zdjęć tutaj.

 

sobota, 23 października 2010

W wiosennym wydaniu magazynu The NY Times Style Magazine, ukazały się niecodzienne zdjęcia jednej z moich ulubionych aktorek, Julianne Moore. Fotograf Raymond Meier sfotografował aktorkę w różnych wcieleniach: raz jest ona w przesadzonym teatralnym makijażu, innym razem za to wygląda zupełnie naturalnie. Czasem zdjęcia przypominają psychodeliczny film z lat 70-tych z acidowym klimatem, a czasem wyglądają jak sekwencje z onirycznego horroru lub z sennego koszmaru Davida Lyncha. Julianne nosi tu kreacje Valentino, Donny Karan, Comme des Garçons i Gucci. Ciekawa i udana sesja.

 

moore

czwartek, 14 października 2010

Logo NSZZ „Solidarność” to jeden z najbardziej znanych symboli na świecie. Znak doskonale wyrażał bunt ludzi przeciw PRL. Powstał na gorąco, pod wpływem tamtych emocji i skutecznie podbił serca milionów.

Ten mały znak graficzny powstały na tle przełomowych dla Polski wydarzeń, odegrał istotną rolę w walce społeczeństwa z komunistyczną władzą. Był wyrazem buntu i oporu, przynosił otuchę, przełamywał strach, często wywoływał też uśmiech. Na trwałe wpisał się w ikonografię narodową, obok symbolu krzyża, kotwicy czy biało-czerwonej flagi. Znak ten był sposobem na interpretację współczesności, wydarzeń społecznych, politycznych i kulturalnych. Emocjonalnie komentował bolesne i radosne doświadczenia Polaków ostatnich trzydziestu lat.

Grafika "Solidarności" to niezwykły obszar sztuki mówiącej o ludzkiej determinacji i dążeniu do wolności.

solidarity logo

 

 

 

Autorem logotypu "Solidarności"jest grafik i ilustrator, Jerzy Janiszewski. Dokładnej daty powstania logo nie jest pewien nawet sam autor - najprawdopodobniej było to w dniu 19 lub 20 sierpnia 1980 r. kiedy rodzący się dopiero związek nie miał jeszcze żadnej nazwy ale strajki trwały już w pełni. Janiszewski dał się porwać idei i postanowił dać stoczniowcom coś wyjątkowego. Pierwsza myśl, jaka mu zaświtała, to zrobić jakiś plakat. W poszukiwaniu symboli, najpierw pomyślał o bramie stoczniowej udekorowanej kwiatami, o fladze biało-czerwonej, o akcentach religijnych. Szukał znaku, który połączyłby wszystkich. Najpierw artysta próbował stworzyć logo z napisem MKS (Międzyzakładowy Komitet Strajkowy). Jego żona Krystyna, również ceniony grafik, zaproponowała, by z litery K wyprowadzić biało-czerwoną flagę. To był zalążek powstania znaku, który tak bardzo wrył sie w serca i umysly ludzi.

 

solidarity walesa

 

 

Na hasło "Solidarność" Janiszewski wpadł, dzięki przyjaźni z grupą gdańskich poetów. To własnie podczas przechadzek i dyskusji z nimi, jeden z jego znajomych zwrócił uwagę na napisy na murach, na których najczęściej powtarzającym się i odmienianym na różne sposoby słowem była 'solidarność'. "Jesteśmy solidarni", "Solidarnie zwyciężymy" i podobne hasła dominowały wtedy na ulicach Trójmiasta. Ponadto "Solidarność" to był tytuł biuletynu wydawanego w strajkującej stoczni. Ostateczny kształt logo Solidarności przybrało w nocy, w mieszkaniu artysty na gdańskim osiedlu Morena, przy ulicy Marusarzówny. Tam Janiszewski przy pomocy pędzla na białej kartce formatu A5, wymalował czerwoną farbą "Solidarność". Korzystając z wcześniejszego pomysłu żony - z litery "N" wyprowadził biało-czerwoną flagę.

 

Gotowy znak, zrobiony tak aby przypominał wymalowany pędzlem napis na stoczniowym murze i przywodzący na myśl wzajemnie wspierających się, maszerujących ludzi, Janiszewski zaniósł następnego dnia do stoczni. Ludzie wzięli go i zaczełi stosować tak, jakby od dawna na niego czekali.  Logo zaczęło żyć własnym życiem, można było je zobaczyć dosłownie wszędzie: było rozlepiane na ulicznych słupach i widniało dumnie w klapie marynarki Lecha Wałęsy. Znak zyskał aprobatę robotników i stał się oficjalnym znakiem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, który powstał w wyniku podpisania Porozumień Sierpniowych w 1980 r.

 

Napisane "solidarycą" wielkie hasło "Solidarność zwycięży" wisiało za plecami Wałęsy i ówczesnego wicepremiera Jagielskiego, gdy podpisywano porozumienie. Fotografie zrobione w tej historycznej chwili pojawiły się w gazetach na całym świecie a stacje telewizyjne wyemitowały te sceny na wszystkich kontynentach. Znak Janiszewskiego błyskawicznie wrył się w świadomość wielu milionów ludzi na całym świecie.

 

solidarity walesa

 

 

Mieszkający w Paryżu, znany baskijski pieśniarz Paco Ibanez, urzeczony napisem postanowił sprowadzić autora znaku do Francji. Ibanez był uciekinierem z rządzonej przez Franco Hiszpanii, prowadził artystyczne stowarzyszenie La Carpa (Namiot) i zależało mu, by to właśnie Janiszewski zrobił znak dla jego organizacji. Twórcy zaprzyjaźnili się, a Janiszewski poczuł się na Zachodzie jak we własnym domu. Zrobiono z nim tam dziesiątki wywiadów. Francuska gazeta "Liberation" swój artykuł opatrzyła nawet tytułem: Człowiek, który wymyślił "Solidarność".


jerzy janiszewski solidarity

Jerzy Janiszewski

 


Ciekawostką i ironią losu jest fakt, że logo "Solidarności" jest twórczym rozwinięciem stworzonego przez Janiszewskich w latach siedemdziesiątych, plakatu na 60-lecie Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, za który dostali cenioną w środowisku nagrodę im. Tadeusza Trepkowskiego - klasyka polskiego plakatu propagandowego. Jak wspomina Krystyna Janiszewska. - Tło plakatu było białe, a na nim znajdowała się namalowana na czerwono sześćdziesiątka, jakby jednym ruchem pędzla. Szóstka z zerem były złączone, co mogło przypominać znak nieskończoności, otwarty z jednej strony. Szóstka wylatywała swoim ramieniem wysoko w górę. A tam, na końcu tej szóstki była czerwona gwiazda, która partyjnych sekretarzy bardzo zachwycała, bo kojarzyła się ze sputnikiem.

 

Po 1990 r. znak Janiszewskiego zaczął zdobić towary. Była wódka "Solidarność", papierosy "Solidarność", dywaniki "Solidarność" i ręczniki "Solidarność". Autor nie przyjął tych działań z aprobatą, zgłosił się do władz "Solidarności", by oficjalnie uznały jego prawa autorskie i wypłaciły honorarium. Skończyło się na kłótni z Wałęsą, ale prawa autorskie zostały przez związek uznane.


Logo inspirowało od poczatku swojego istnienia. Czasem stawało się punktem wyjścia do pomysłow na grafikę a innym razem było silnym punktem centralnym wielu mocnych w swoim wyrazie plakatów. Projekty te wyróżnia prostota formy, lapidarność i mnogość znaczeń.

 

palakty solidarnosc

 

 

 

Jednak tak jak historia "Solidarności", historia jej znaku nie skończyła się wraz z przełomem 89'. W roku 1989 powstał legendarny plakat wyborczy "Solidarności" z wizerunkiem Gary Coopera z filmu "W samo południe", na tle napisów "Solidarność. W samo południe. 4 czerwca 1989”.  Szeryf z pamiętnego westernu szedł głosować z kartką wyborczą w dłoni i znaczkiem Solidarności, przypiętym do kamizelki.

Autorem tego plakatu jest Tomasz Sarnecki, wówczas student warszawskiej ASP, który zawsze chciał projektować plakaty ideowe, wyrażające tamten czas. Pierwsze wersje plakatu zostały jednak ocenione przez specjalistów jako "zbyt konfrontacyjne" i grafikę odrzucono. Plakat miał więc nikłe szanse na ukazanie się w druku. Sarneckiego kosztowało wiele trudu, by przekonać ludzi "Solidarności" do swojego projektu, powstałego na ok. miesiąc przed czerwcowymi wyborami. Jakimś cudem jednak projekt dotarł do Henryka Wujca, który zdecydował, że to właśnie ta grafika będzie plakatem wyborczym 89'.

 

Wujec wysłał wzorzec plakatu do drukarni związkowej za granicą. Plakat wydrukowali jego fundatorzy - związkowcy z Francji, ale część egzemplarzy prawdopodobnie wydrukowano również we włoskich drukarniach, prowadzonych przez lewicowe spółdzielnie robotnicze. Wydrukowano go na najlepszych maszynach i najlepszym papierze – w Polsce nie byłoby to możliwe. W oczy rzucała się głęboka czerń i nasycona czerwień. Plakat ukazał się w małym nakładzie, tylko 10 tys. egzemplarzy. Gotowe plakaty dotarły do Polski samolotem dopiero w noc poprzedzającą wybory. Do rana udało się rozlepić je w dużej części w Warszawie i najbliższej okolicy miasta. Jak wspomina Sarnecki - "Widok był piorunujący, zwłaszcza na Nowym Świecie - armia Gary Cooperów maszerowała na Dom Partii (dzisiejszą giełdę)".

Plakat "W samo południe" stał się jednym z symboli przemian w Polsce 1989 r. Bronisław Geremek, podczas inauguracji przyjęcia Polski do NATO mówił w Independence Hall Biblioteki Kongresu USA: "Ten plakat pomógł nam wygrać!". W roku 1999  projekt zakwalifikował się do wystawy 100 najważniejszych plakatów XX wieku w Victoria & Albert Museum w Londynie.

 

w samo poludnie solidarnosc

 

 

Inne warte uwagi, plakaty wyborcze z logo "Solidarności", m.in legendarnego Henryka Tomaszewskiego (2+2..):

 

solidarnosc plakaty wyborcze

 

 

A tu już wariacje logotypu zaprojektowane na rocznicowe uroczystości organizacji:

 

Autorką logo z okazji  25-lecia "Solidarności" jest Krystyna Janiszewska - żona Jerzego Janiszewskiego. Interpretacja symbolu narzuca się jednoznacznie: przerwa, brak ciągłości pomiędzy pierwszą i drugą "Solidarnością".

 

25 solidarnosc

 

Autorem drugiego logo z okazji 25-lecia oraz logo na 30-lecie "Solidarności" jest Wiesław Grzegorczyk, uznany grafik z dużym dorobkiem.

 

25 solidarnosc 30 solidarnosc

 

Jako ciekawostkę warto zauważyć, że w zeszłym roku można było zaobserwować niezwykły, typograficzny hołd złożony przez ogólnopolskie i regionalne dzienniki z okazji rocznicy wyborów. Winiety większości gazet i niektórych portali, zostały zapisane "solidarycą" (która w rzeczywistosći nie istnieje jeszcze w formie fontu).

winiety solidaryca

poniedziałek, 11 października 2010

Uprzedmiotowienie ciała ludzkiego w kulturze zachodniej cywilizacji już dawno przekroczyło jakiekolwiek granice. Ciało ludzkie to dziś głownie marketingowe narzędzie sprzedaży i mechanicznego seksu. Intymność, duchowe więzi między ludźmi to dziś archaiczne wartości, które odchodzą w zapomnienie.

 

Taką tezę w swoich ostatnich pracach wydaje się stawiać Alex Sandwell Kliszynski, angielski fotografik polskiego pochodzenia. Na co dzień zajmuje się głównie fotografią ślubną i portretową, ale ma też na swoim koncie zdjęcia z pogranicza fotografii artystycznej i reklamowej (jest stałym współpracownik jednej z najlepszych agencji reklamowych na świecie, Saatchi&Saatchi). W swoim ostatnim projekcie Kliszynski, wykorzystał motyw lalki Barbie. Modelki wystylizowane na nagie plastikowe zabawki pozują do zdjęć jakby były gwiazdami porno i tancerkami go-go.

 

Modelki i modele, przerobieni na ludzkich rozmiarów lalki, są nadzy, a ich ręce, nogi i intymne części ciała zostały tak przerobione, że przypominają wyglądem elementy ciała plastikowych zabawek. Zdjęcia są kolorowe, szokujące i zupełnie pozbawione seksualności. Ta surrealistyczną sesja to oczywiście prowokacja. Moim zdaniem udana: bardzo kreatywana i zadająca istotne pytania.

 

kliszynski

niedziela, 10 października 2010

Alex Andreyev to artysta mieszkający w Petersburgu. Grafiką i malarstwem zajmuje się już od 20 lat. Alex eksperymentował z różnymi technikami: tradycyjne farby, długopisy, pędzle także sztuka cyfrowa nie mają dla niego tajemnic. Jego styl to czysty surrealizm ale inspiruje go estetyka komiksów i filmów animowanych.

 

alex andreyev

alex adrejev

sobota, 09 października 2010

Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma ;) Niektórzy faktycznie tak jak w piosence hodują chomiki i rybki ale są ludzie, którzy mają bardziej twórcze inklinacje i skłonności do hmm... eksperymentowania na sobie.

Pięcioro mieszkańców Nowego Jorku (tak się skałda że wszyscy są artystami), zupełnie od siebie niezależnie, zdecydowało się do nosić ubrania tylko w jednym kolorze.

 

 

Valeria "ValBlu" McCulloch jest projektantką butów. Jest specjalnością na studiach była teoria koloru. W tym czasie Valeria doszła do wniosku, że niebieski jest najciekawszym kolorem, szczególnie pod względem historycznym. Niebieskie ubrania sprawiają, że artystka każdego dnia czuje się jak we śnie. Niektóre rzeczy, w tym buty od Chanel czy Louboutina, McCulloch kupuje w kolorze białym i samodzielnie farbuje je na swój ulubiony, szafirowy odcień niebieskiego. Także w makijażu Valerii dominuje niebieski - używa ona ciemnoniebieskiego tuszu do rzęs, granatowego lakieru do paznokci i błyszczyka, który w tubce wydaje się być niebieski, a na ustach jest przezroczysty. Projektantka otacza się niebieskim także w swoim mieszkaniu, uwielbia niebieskie dodatki i bibeloty.

 

Niebieski jest najzimniejszą z barw. Kojarzy się z otwartą przestrzenią, wodą, morzem, niebem. Jest kolorem pełnym symboliki. Oznacza uduchowienie, pokój, higienę, świeżość i chłód lecz również dynamizm, kreatywność i inspirację. Niebieski to także kolor przyjaźni: podarowanie niebieskiego kwiatu symbolizuje duże znaczenie przyjaźni dla obdarowującego. Niebieski bywa też postrzegany jako symbol przywiązania do tradycji. W wielu religiach wierzy się, że ten kolor pomaga w odpędzeniu złych duchów. To również kolor stabilności: symbolizuje powagę i zaufanie. Zwłaszcza ciemnoniebieski kojarzony jest z inteligencją, stabilnością, jednością i konserwatyzmem. Jasny odcień wzmaga otwartość i kreatywność, ciemny dystansuje i formalizuje.


valeria mcculloh

 

 

Rebecca Turbow jest projektantką mody, a jej ulubionym kolorem jest obecnie szary, którym w 2007 r. zastąpiła turkus (nosiła go przez 8 lat). Rebecca uważa, że szarość jest odświeżająca, projektantka uważa ją za najbardziej "czystą" barwę. Artystka wszystkie swoje ubrania szyje sama, wyjątek stanowią buty, których zakup stanowi jednak dla niej duże wyzwanie bo podeszwy i obcasy także muszą być szare - czerń jest tu według niej niedozwolona. Turbow przyznaje, że kolory podobają jej się na innych ludziach, ale sama nie potrafiłaby się tak ubrać - kiedy nosi inne kolory, czuje się brudna i nieuporządkowana.

 

Szary to kolor neutralności i zrównoważenia, a także konserwatywności. Może symbolizować żałobę oraz formalność. Określa potrzebę równowagi i wyciszenia bez manifestowania uczuć na zewnątrz - to kolor skrywanych emocji. Ciemnoszary (kolor polityków) poprawia komunikację i oznacza otwarcie na merytoryczną, pozbawioną emocji dyskusję. Jest też barwą ostrożności, rozwagi, rozsądku, kompromisu, momentem równowagi pomiędzy dwoma skrajnościami.

 

rebecca turbow

 


Karim Rashid Karim jest światowej sławy projektantem wzornictwa przemysłowego. On dla odmiany jest wierny dwóm kolorom - białemu i różowemu. Rashid swoją przygodą z monochromatycznością rozpoczął jeszcze w czasach college'u kiedy cały czas nosił biel a później przerzucił sie na czerń. Projektant powrócił do bieli, bo jak twierdzi, sprawia ona, że czuje się inny od reszty. Na spotkaniach biznesowych, kiedy wszyscy pojawiają się w czarnych garniturach, on jako jedyny ma na sobie biały. Rashid żartuje, że pewnego dnia napisze książkę, w której opisze zasady noszenia tego koloru (biały jest dosyć kłopotliwy - nie każdy wygląda w nim dobrze, łatwo też zabrudzić ubrania w ciągu dnia).

Róż natomiast to przyzwyczajenie z dzieciństwa kiedy to jego mama, która zawsze chciała mieć córkę, ubierała go w różowe ciuszki i otaczała różowymi przedmiotami. Teraz kiedy Karim ma swój "różowy dzień" i prezentuje się ubrany w ten kolor, ludzie mówią mu, że jego wygląd nastraja ich pozytywnie.


Różowy jest najbardziej romantycznym i emocjonalnym kolorem. Badania wykazały, że różowy kolor odpręża, uspokaja i zwiększa spokój duchowy. Jednak duże duże ilości różu mogą wywoływać w ludziach uczucie fizycznej słabości. Często kolor różowy kojarzy się z kobiecością i delikatnością, również z romantyczną miłością. Różowy wprowadza czułość i nastrój zabawowy.

 

karim rashid

 

 

Elizabeth Sweetheart to kolejna arttystyczna dusza, która upodobała sobie jeden kolor. Elizabeth jest projektantką tkanin, a jej wybranym kolorem jest trawiasta zieleń. Artystka pochodzi z Nowej Szkocji, a tam wszystko otoczone jest zielenią. Kiedy w 1964 r.przeprowadziła się do Nowego Jorku natychmiast zatęskniła za przyrodą. Sweetheart większą część zakupionych ubrań farbuje. Większosć z nich stanwią ogrodniczki - posiada ich ona aż 30 par. Elizabeth jest przywiązana do zieleni do tego stopnia, że nie jest w stanie zasnąć, jeśli nie ma na sobie zielonej piżamy.


Zieleń posiada wiele znaczeń. Używana jest najczęściej jako symbol przyrody. Symbolizuje również życie, młodość, odrodzenie, nadzieję i siłę. W średniowieczu kobiety nosiły zielone suknie, aby wyrazić płodność. Zielony jest kolorem najłatwiej przyswajalnym przez oko. Jest neutralną barwą, która wpływa na ludzką psychikę (występuje często w szpitalach, ponieważ wpływa odprężająco na pacjentów), dodaje pewności siebie i uspokaja. To również symbol rodziny,  zdrowia i inspiracji. Uspokaja i odświeża, przyspiesza procesy zdrowienia. Pozytywnie nastawia do życia i pobudza do rozwoju.


elizabeth sweetheart

 

 

Stephin Merrit jest piosenkarzem i twórcą tekstów. Uwielbia wszelkie odcienie brązu, od nasyconej czekolady po złamany i ziemisty brąz. Jego przywiązanie do tej barwy narodziło się przez przypadek: kiedyś, podczas sesji zdjęciowej, w której brał udział, usłyszał radę, że ma odmówić założenia na siebie dziwnego stroju, mówiąc, że nosi tylko czerń. Czerń jednak nie wchodziła w grę, bo muzyk doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że nie wygląda w niej dobrze. Zdecydował się więc na brąz chcąc dopasować ubranie do swoich brązowych włosu i oczu. Merrit twierdzi, że brązowy to bardzo praktyczny kolor, a przy okazji dzięki niemu udaje mu się nie wzbudzać kontrowersji swoim wyglądem.

 

Brązowy to kolor ziemi i drewna. Jest ulubionym kolorem mężczyzn. To barwa symbolizująca solidność i niezawodność, pomaga ona stworzyć neutralne, wygodne i przyjemne otoczenie. Wyraża szczerość, stałość i dojrzałość. Symbolizuje rónież zdrowie, prostotę oraz przyjaźń. Brąz i jego jaśniejsze odcienie: beż i kremowy, sprawiają, że pozostałe kolory wyglądają na głębsze i jaśniejsze. Kojarzony jest także z uczciwością i ciepłem. Kolor brązowy dodaje prestiżu.

 

stephin Merrit

 
1 , 2