DESIGN . SZTUKA . POPKULTURA
Zakładki:
Adres e-mail:
Animacja
Architektura
Blogi
Design
Design shop
Design tips
Fantastyka
Film
Fotografia
Fun
Grafika
Grafika tips
Gry
Ilustracja
Internet
Kobiece strony
Komiks
Książki
Kultura
Lifestyle
Logo
Moda
Moda blogi
Moda shop
Moda szafiarek
Muzyka
Orient
Orient shop
Pop
Reklama
Rękodzieło
Sajko&filo
Sztuka
Typografia
Webdesign
Wnętrza

Blog wraz z treściami będącymi
jego elementami składowymi podlega ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego
i polskiego prawa autorskiego.

Jakiekolwiek korzystanie
z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie
o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej
zgody autora bloga, który z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania
takiej zgody.

Related Posts with Thumbnails

stat4u

Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin

wtorek, 30 października 2012

Znaczki pocztowe to druki akcydensowe, czyli w skrócie rzecz biorąc drobne wyroby poligraficzne o charakterze użytkowym jak blankiety przekazów pocztowych, czy druki KP, KW (Kasa Przyjmie, Kasa Wyda - wyjaśnienie dla niezorientowanych w meandrach ekonomii i organizacji przedsiębiorstw ;) ). Teoretycznie więc, to druki, które należy wykorzystać, a następnie bez pardonu wyrzucić, jako nieprzydatne do niczego.

 

Jest w znaczkach pocztowych jednak coś co sprawia, że dla tysięcy kolekcjonerów z całego świata stają się one przedmiotem pożądania, większym niż Monica Bellucci dla koneserów kobiecego piękna...  Ja tam się temu niespecjalnie dziwię, bo dla mnie te znaczki (próbowaliście kiedyś zaprojektować plakacik o wymiarach (mniej więcej) 2x2,5 cm, który zawiera w sobie wysokiej klasy ilustrację i treść?) to kwintesencja dobrego projektowania graficznego.

 

Znaczki pocztowe przeważnie występują w postaci małego papierowego prostokąta przyklejanego do koperty, ale jak podaje niezawodna Wikipedia, mogą one przybierać różne kształty. Spotyka się znaczki owalne, trójkątne i pięciokątne. Różne są również materiały, z których się je wykonuje  - można spotkać znaczki z folii, plastiku, a nawet drewna. Znaczki pocztowe mają nawet swoje własne święto - dzień 9 października corocznie obchodzony jest jako Dzień Znaczka Pocztowego.



Ojczyzną znaczka pocztowego jest Wielka Brytania. Na pierwszym znaczku (zwanym Penny Black) jaki pojawił się na świecie widniał profil twarzy królowej Wiktorii. Wprowadzono go w 1840 r. w  ramach wielkiej reformy poczty brytyjskiej. Wprowadzone wówczas innowacyjne zasady do dzisiaj są szeroko stosowane na świecie.




 


 

 


Poniżej kilka bardzo ciekawych serii znaczków zaprojektowanych w celu uwrażliwienia ludzkości, na fakt szybkiego i nieodwracalnego wymierania świata dzikiej przyrody.

 

 Autor: George Jury

Autor: Nick Cox

 

 

 

Autor: Charlotte Miller

 

 

 

Autor: Amy Rodchester

 

Autor: Rory Pickering

 

piątek, 05 października 2012

Kanadyjskie produkcje filmowe mają w sobie coś, co sprawia że wyróżniają się spośród innych. Do końca nie wiem na czym polega ich specyfika, ale faktem jest, że jeśli jakiś amerykański (w sensie kontynentu) serial lub film zaskoczy mnie pozytywnie, to zawsze okazuje się, że - jeśli nie jest on stricte kanadyjski, to przynajmniej wmieszani są w niego Kanadyjczycy (ostatnio pojawiło się sporo koprodukcji amerykańsko-kanadyjskich). Być może produkcje kanadyjskie tak pozytywnie działają tylko na mnie, bo jakoś dziwnie po drodze mi z wrażliwością tego narodu (kiedy jakiś czas temu robiłam sobie teoretyczny research gdzie najchętniej widziałbym się mieszkającą na emeryturze ;) to Toronto zajęło jedno z topowych miejsc) - nie wiem, w każdym razie, trzeba przyznać Kanadyjczykom, że w swoich filmach potrafią stworzyć niezapomniany, specyficzny klimat. Wystarczy tu choćby wspomnieć hitowy C.R.A.Z.Y. Jean-Marca Vallée (który nota bene uważam za małe arcydzieło) czy niezapomniany horror The Changeling (faktyczny pierwowzór japońskiego Ringu, z czego mało kto zdaje sobie sprawę), żeby zauważyć, że Kanada wypuszcza filmy ciekawe fabularnie, niekoniecznie komercyjne, a mimo to atrakcyjne dla masowej widowni. Ja póki co, ich produkcje odbieram jako perfekcyjne połączenie dobrej rozrywki z dobrą jakością i pokładam w tym narodzie spore nadzieje wierząc, że to właśnie oni mają największy potencjał na namieszanie w showbiznesie w najbliższej przyszłości.

 

 

Przechodząc do rzeczy: dzisiejszy wpis będzie o dość niespotykanym i oryginalnym cyklu seriali, który niedawno zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. "Pillars of the Earth" i "World Without End", czyli dwa seriale powiązane tematycznie, zrealizowane przez koprodukcje kanadyjsko-niemiecką, na podstawie powieści brytyjskiego pisarza Kena Folleta, to produkcje, obok których żaden fan średniowiecznych klimatów nie może przejść obojętnie.

 

 


 

"Filary Ziemi", czyli pierwszy z wymienionych seriali to historia, która rozpoczyna się w 1120 roku i opowiada o trwającej blisko czterdzieści lat budowie wielkiej katedry Kingsbridge. Ten serial to fascynująca saga opiewająca losy kliku osób, które zostały wplątane w angielskie wojny domowe, konflikty na tle religijnym i spory o sukcesję na tronie. Już ten serial sprawił, że stałam się fanką historii snutych przez Kena Folleta, którego do tej pory miałam za komercyjnego twórcę sztampowych thrillerów sensacyjnych (jak się okazuje zupełnie niesłusznie i jeśli ktoś z tego powodu wyleje za chwilę pomyje na moją głowę, wcale się nie obrażę), a co dopiero mówić o kolejnym serialu, który jest kontynuacją pierwszego...

 

 

 

 

"World Without End" zaczyna się 200 lat po wydarzeniach z "Filarów ziemi", w roku 1327. Spotykamy tu potomków bohaterów tamtej sagi, którzy zmagają się z zarówno z tragicznymi wydarzeniami historycznymi jak i z własnymi demonami. Jeśli "Filary Ziemi" zaskakiwały fabułą i klimatem, to trzeba przyznać, że twórcy "World Without End" poszli o krok dalej. Świat przedstawiony (strasznie nie lubię tego sformułowania, ale niech już będzie) "Świata bez końca" jest znacznie bardziej brutalny, bezkompromisowy i drastyczny od swojego poprzednika. Twórcy serialu już od pierwszych scen pierwszego odcinka, epatują widzów chorymi dewiacjami, masowymi egzekucjami, torturami, kazirodztwem, gwałtami, mordami na najbliższej rodzinie, handlem ludźmi czy niepotrzebnymi amputacjami kończyn na żywo. Te drastyczne sceny, które atakują oglądającego bez uprzedzenia już od pierwszych minut, sprawiają że co wrażliwszy odbiorca zadaje sobie pytanie czy przypadkiem nie ogląda słabej zagrywki reżysera, który stara się przyciągnąć przed telewizory jak najwięcej widzów spragnionych taniej sensacji i ciepłej krwi. Jednak po chwili refleksji, taki wrażliwy widz ;) dochodzi do wniosku że jednak nie... Te drastyczne sceny to tylko dodatek do ciekawej akcji. Opowieść o dawnych czasach ma swoje prawa i snuje się swoim (dość ostrym) tempem, wciągając coraz bardziej.

 

 

 

Disclaimer : Jednak po obejrzeniu kilku odcinków więcej, seriali na podstawie powieści Kena Folleta, muszę napisać uzupełnienie. Po głębszym zapoznaniu z się z losami tych dobrych, których ciągle spotyka niewyobrażalne wręcz zło i tych złych, którym nawet najgorsze występki uchodzą płazem, a gdzie na końcu (poprzedzonym pełnymi patosu, "wzruszającymi" scenami) sprawiedliwość i tak triumfuje, i cuda się dzieją, muszę stwierdzić, że Follet jednak nie ma szacunku dla swoich odbiorców. Ale seriale są dobre (pomijając niektóre pożałowania godne fabularne rozwiązania Folleta)...

Jeśli spodobała wam się prezentowana tu jakiś czas temu artystyczna mama, to na pewno też polubicie dzisiejszego bohatera wpisu, czyli kreatywnego tatę.

 

Dave Engledow, fotograf z Waszyngtonu jest autorem pomysłu na serię zdjęć pt. "World’s Best Father."  Na fotografiach, które Dave tworzy razem ze swoją żoną Jen, widzimy najlepszego na świecie ojca w wielu codziennych i niecodziennych sytuacjach, ale główną bohaterką projektu jest tu jednak ktoś inny. Niepodzielny prym na każdej fotografii wiedzie przeurocza córka małżeństwa, Alice Bee.

 

Oryginalne zdjęcia pomysłu Deve'a są pełne humoru, groteski i autoironii. Oprócz dowcipu, można w nich także zobaczyć ojcowskie obawy i niepokoje związane z rodzicielstwem, jednak tym co najbardziej rzuca się w oczy jest to, jak po uszy zakochany w swojej córeczce jest Najlepszy Ojciec na Świecie. :)

 

poniedziałek, 01 października 2012

Jeśli Gaga przenosi estetykę lat 80-tych na wyższy poziom, to Lana tworzy ze stylistyki lat 60-tych sztukę. Co prawda nadal jest to sztuka kiczu, ale ja uwielbiam taki kicz.